"Po takiej jesieni nie będziemy narzekać na żaden sposób utrzymania"
30.05.2013
Dokonania napastnika bądź ofensywnego pomocnika Podbeskidzia Bielsko-Biała zostają w tym sezonie trochę niesłusznie niezauważane, czy to z powodu jeszcze lepszych wyników Roberta Demjana, czy to z powodu niskiej medialności Podbeskidzia. Pawela, który przecież nie trafił do ekstraklasy jako młodzieniaszek, bo w wieku 27 lat, w debiutanckim sezonie ma już na koncie siedem goli, w żaden sposób nie odczuwając przeskoku pomiędzy Czarnymi Żagań a Podbeskidziem. Tylko sześciu Polaków jest w tej chwili wyżej w klasyfikacji strzelców aniżeli Pawela. - Nie wiem skąd stwierdzenie, że mógłbym się czuć w cieniu Roberta. Nasze zadania na boisku są trochę inne, ja jestem bardziej cofnięty. Moje siedem bramek to zasługa całej drużyny, ja nie kopię do bramki w oderwaniu od reszty. Ktoś musi piłkę wprowadzić do gry, ktoś musi ją przetransportować do ataku - podkreśla skromnie.
Fakt jednak jest faktem. Pawela - na dwie kolejki przed końcem sezonu - strzelił już więcej goli od Sylwestra Patejuka, który rok temu był obwołany objawieniem w ekstraklasie. Tyle, że obecny skrzydłowy Śląska Wrocław zakończył debiutancki sezon z pięcioma bramkami, w tym dwoma z rzutów karnych. Żeby mu jednak oddać sprawiedliwość, trzeba przyznać, że miał od Paweli więcej asyst. - Cieszę się bardzo, bo przecież przeskoczyłem bezpośrednio z II ligi do ekstraklasy. Pokazuję, że jak się czegoś chce, to wszystko jest możliwe. Przychodząc z II ligi, w ekstraklasie też można z każdym grać jak równy z równym - zaznacza.
Najbardziej spektakularny indywidualny popis dał 28-letni napastnik w sobotę w Poznaniu, gdzie strzelił dla Podbeskidzia dwa arcyważne gole. - To były piękne chwile przede wszystkim dla całej drużyny. Cieszę się, że mogłem jej pomóc, a te dwie bramki to tylko dodatkowa radość dla mnie - przyznaje napastnik.

Nie tak dawno był jednak antybohaterem. W pierwszej połowie starcia z Zagłębiem Lubin dostał bezsensowną czerwoną kartkę, która osłabiła zespół i wykluczyła go z gry na kolejne spotkania. - Największe pretensje sam miałem ja do siebie. Już wcześniej bardzo dobrze czułem się od kilku meczów i bałem się, że czerwona kartka wybije mnie z rytmu. Na szczęście mogłem trochę pograć w Młodej Ekstraklasie i utrzymać rytm meczowy. Bardzo żałowałem tego, że nie mogłem pomóc drużynie, a wiadomo jak się skończyły mecze pod moją nieobecność. Nie twierdzę oczywiście, że przegraliśmy, bo mnie nie było, ale chciałem chłopakom pomóc - nie ukrywa.
W ostatnich dwóch kolejkach powinien już jednak zagrać. - Dla nas, jeśli się utrzymamy, będzie to takie małe mistrzostwo Polski. Wszyscy mówiliśmy, że - by się utrzymać - musimy grać tak, jak te drużyny, które biją się o tytuł. Cieszymy się bardzo, że udaje się toczyć rywalizację do ostatniej kolejki. Uważam, że dwa zwycięstwa dadzą nam utrzymanie i musimy zrobić wszystko, by je odnieść. Największą satysfakcją byłoby się utrzymać z trzeciego miejsca od końca, ale po takiej rundzie jesiennej, każdy sposób utrzymania będzie dla nas radością. Nie będziemy na nic narzekać - kończy Fabian Pawela.
Fakt jednak jest faktem. Pawela - na dwie kolejki przed końcem sezonu - strzelił już więcej goli od Sylwestra Patejuka, który rok temu był obwołany objawieniem w ekstraklasie. Tyle, że obecny skrzydłowy Śląska Wrocław zakończył debiutancki sezon z pięcioma bramkami, w tym dwoma z rzutów karnych. Żeby mu jednak oddać sprawiedliwość, trzeba przyznać, że miał od Paweli więcej asyst. - Cieszę się bardzo, bo przecież przeskoczyłem bezpośrednio z II ligi do ekstraklasy. Pokazuję, że jak się czegoś chce, to wszystko jest możliwe. Przychodząc z II ligi, w ekstraklasie też można z każdym grać jak równy z równym - zaznacza.
Najbardziej spektakularny indywidualny popis dał 28-letni napastnik w sobotę w Poznaniu, gdzie strzelił dla Podbeskidzia dwa arcyważne gole. - To były piękne chwile przede wszystkim dla całej drużyny. Cieszę się, że mogłem jej pomóc, a te dwie bramki to tylko dodatkowa radość dla mnie - przyznaje napastnik.

Nie tak dawno był jednak antybohaterem. W pierwszej połowie starcia z Zagłębiem Lubin dostał bezsensowną czerwoną kartkę, która osłabiła zespół i wykluczyła go z gry na kolejne spotkania. - Największe pretensje sam miałem ja do siebie. Już wcześniej bardzo dobrze czułem się od kilku meczów i bałem się, że czerwona kartka wybije mnie z rytmu. Na szczęście mogłem trochę pograć w Młodej Ekstraklasie i utrzymać rytm meczowy. Bardzo żałowałem tego, że nie mogłem pomóc drużynie, a wiadomo jak się skończyły mecze pod moją nieobecność. Nie twierdzę oczywiście, że przegraliśmy, bo mnie nie było, ale chciałem chłopakom pomóc - nie ukrywa.
W ostatnich dwóch kolejkach powinien już jednak zagrać. - Dla nas, jeśli się utrzymamy, będzie to takie małe mistrzostwo Polski. Wszyscy mówiliśmy, że - by się utrzymać - musimy grać tak, jak te drużyny, które biją się o tytuł. Cieszymy się bardzo, że udaje się toczyć rywalizację do ostatniej kolejki. Uważam, że dwa zwycięstwa dadzą nam utrzymanie i musimy zrobić wszystko, by je odnieść. Największą satysfakcją byłoby się utrzymać z trzeciego miejsca od końca, ale po takiej rundzie jesiennej, każdy sposób utrzymania będzie dla nas radością. Nie będziemy na nic narzekać - kończy Fabian Pawela.
Polecane
Ekstraklasa