Plan Wisły na Podbeskidzie prosty: strzelić trzy, nie stracić żadnej

20.04.2012
- Ojciec bił syna nie za to, że popełnił błąd, ale za to, że popełnił go kilkakrotnie. Podbeskidzie spłatało Wiśle psikusa już tyle razy, że chłopcy sami się na ten mecz mobilizują - mówi Michał Probierz, trener Wisły.
Krakowianie przyjadą jutro do Bielska-Białej po dwóch zwycięstwach z rzędu, odniesionych po meczach, w których "Biała Gwiazda" strzelała trzy bramki. - Dlatego bardzo życzyłbym sobie podtrzymania tej serii. Tyle, że przy tym dobrze byłoby zagrać na zero z tyłu, bo z Ruchem Chorzów i Łódzkim KS-em bramki jednak traciliśmy - przypomina Probierz.

Statystyki meczów z Podbeskidziem Wisła ma jednak wyłącznie złe. W zeszłym sezonie została wyeliminowana z Pucharu Polski po remisie na wyjeździe i porażce u siebie, a jesienią już w lidze przy Reymonta przegrała 0-1. - Czas najwyższy żeby ograć Podbeskidzie, bo Wiśle zawsze ciężko się z tym rywalem gra. Bielszczanie już tyle razy spłatali psikusa, że wszyscy się na nich mobilizują podwójnie. Chłopcy wiedzą, że to przeciwnik, którego trzeba ograć - podkreśla.

Probierzowi już się to zresztą w tym sezonie udało. Jego ŁKS pokonał jesienią "Górali" 2-1. Mimo to trener wypowiada się o rywalu w ciepłych słowach. - Robert zbudował kolektyw. Ci zawodnicy od dłuższego czasu grają razem, do tego są dobrani pod względem charakterologicznym i wszyscy tam walczą. To drużyna bardzo groźna dla wszystkich, ale to my musimy narzucić swój styl gry. Wiemy, że jest tam ciężkie boisko, które gry nie ułatwia, dlatego nastawiamy się na 90 minut walki - zaznacza szkoleniowiec.

Nie można zapominać, że w poprzednich meczach Podbeskidzie regularnie strzelało gole Wiśle po stałych fragmentach gry. Tylko w pierwszym starciu pucharowym Piotr Malinowski trafił po kontrze, ale już w rewanżu bramki Adama Cieślińskiego i Tomasza Górkiewicza padały po dograniach z rzutów wolnych odpowiednio Frantiszka Metelki i Macieja Rogalskiego, a jesienią Juraj Danczik również trafił z wolnego po dograniu Sylwestra Patejuka. - Zdaję sobie z tego sprawę. Ojciec bił syna nie dlatego, że popełnił błąd, ale dlatego, że popełnił go kilkakrotnie. Poprawiliśmy stałe fragmenty gry w ofensywie, ale dużo czasu poświęciliśmy też na krycie przy zagraniach rywala - mówi Probierz.

Choć w Krakowie nikt tego głośno nie mówi, okolicznością sprzyjającą Podbeskidziu może być terminarz. Wszak w następnej kolejce Wisła rozegra derby z Cracovią, a po jesiennej porażce po prostu musi się zrehabilitować, jeśli nie chce doszczętnie podpaść swoim kibicom. - Dla kibiców wszystkie mecze są bardzo ważne, ale wiemy, że ten z Cracovią szczególnie. Tyle, że od starcia z Podbeskidziem do derbów mamy bardzo dużo czasu, więc będzie kiedy odpocząć. Kilku zawodników jest zagrożonych kartkami, jednak nie będę ich oszczędzał. Nie wyobrażam sobie jednak, by jutro dostali żółte kartki za głupotę, jak np. odkopnięcie piłki - przestrzega trener krakowian.

Z kolei złą wiadomością dla "Górali" jest fakt, że gracze Wisły wreszcie mogli w pełni przepracować mikrocykl treningowy. Wcześniej na brak możliwości spokojnego treningu w ciągu tygodnia narzekał trener Probierz. - Bardzo dużo dał nam ten tydzień spokoju. Popracowaliśmy nad taktyką, szlifowaliśmy różne elementy. Chłopcy mieli jeden ciężki trening, ale potem mieli czas na odpoczynek. Sprawy personalne? Wszyscy z drobnymi urazami normalnie trenowali. Do końca sezonu wykluczeni są Marko Jovanović, Osman Chavez, Gordan Bunoza i Rafał Boguski. Z powodu kartek pauzuje Gervasio Nunez. Normalnie trenował na to Radosław Sobolewski, który pojedzie z nami do Bielska. Nie wykluczam natomiast, że dam szansę debiutu - i to w pierwszym składzie - Dawidowi Kamińskiemu, kolejnemu debiutantowi - kończy Michał Probierz.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również