„Piłkarze już nie chcieli za Ojrzyńskiego przelewać krwi”

02.05.2015
W Podbeskidziu trwają poszukiwania szkoleniowca. Nie milkną zarazem echa zwolnienia Leszka Ojrzyńskiego. – Prawda jest taka, że swoim przełożonym trener Podbeskidzia nie pozostawił żadnego wyboru – pisze w felietonie dla portalu SportoweBeskidy.pl, dziennikarz Marcin Nikiel.
Rafał Rusek/Press Focus
Na wstępie komentarza do aktualnych wydarzeń w bielskich klubie, Marcin Nikiel zaznacza, że niepotrzebną „nerwówkę” w dużej mierze spowodował sam trener Leszek Ojrzyński podjętymi decyzjami personalnymi, w tym zwłaszcza wystawieniem rezerwowego składu na szczeblu półfinału Pucharu Polski. – Trudno stawać dziś w obronie zwolnionego trenera Ojrzyńskiego. Choć i takich głosów nie brakuje, bo przecież Podbeskidzie sporo w tym sezonie osiągnęło. Prawda jest jednak taka, że swoim przełożonym nie pozostawił żadnego wyboru. Dziwię się nawet, że do zmiany szkoleniowca nie doszło, gdy... Ojrzyński podał skład wyjściowy na prestiżowy mecz Pucharu Polski z Legią. Wystarczy zapytać w tej kwestii kilku doświadczonych zawodników Podbeskidzia, którzy chcieli powalczyć o historyczny finał dla klubu. To był moment kluczowy. Moment, który rozbił drużynę wewnętrznie. Piłkarze już nie chcieli za Ojrzyńskiego „przelewać krwi” – czytamy w felietonie redaktora naczelnego SportoweBeskidy.pl.

Dziennikarz portalu podkreśla, że w sporcie nie warto kalkulować, o czym „Górale” przekonali się boleśnie. – Ojrzyński chciał oszczędzać siły kluczowych graczy na najważniejsze mecze ligowe. Poświęcił Puchar Polski. (…) A że tonący brzytwy się chwyta, w konfrontacji z Lechem Poznań Ojrzyński podjął rozpaczliwe decyzje personalne. O Arturze Lenartowskim i jego wartości dla zespołu już pisałem. Ten piłkarz w Podbeskidziu to nieporozumienie. Robert Mazan w meczu z Lechem zadebiutował w ekstraklasie... Popełnił fatalny błąd, ale czy to jego wina, że brakowało mu ogrania na tym poziomie? Że nie był w formie? Dlaczego wcześniej nie został wypróbowany w boju? Dlaczego zagrał akurat po katastrofalnym występie w III-ligowych derbach z BKS-em, kosztem solidnego Piotra Tomasika? Gdy po przerwie trzeba było gola strzelić, Ojrzyński postawił na Idrissę Cisse. Senegalczyk do tego momentu zagrał w bieżącym sezonie w ekstraklasie... 6 minut! Nie ma na te decyzje żadnego wytłumaczenia. Tak, jak i usprawiedliwienia dla kolejnego „pustego przebiegu” Macieja Korzyma, piłkarza zarabiającego w Bielsku-Białej około 40 tys. złotych. W środę tylko bezsensownie błąkał się po boisku. To również wielka pomyłka Ojrzyńskiego – czytamy w dalszej części komentarza.

Dziennikarz rozważa także możliwe opcje po zwolnieniu Ojrzyńskiego. Najbliżej Podbeskidzia jest Marcin Brosz, którego zatrudnienie postuluje firma Murapol, akcjonariusz spółki TS Podbeskidzie. Prezes Wojciech Borecki temu jednak zaprzeczył. Wśród kandydatów wymienia się m.in. Dariusza Kubickiego czy Bogusława Baniaka, ale niewykluczony jest wariant trenera ze Słowacji. – W Bielsku-Białej może dojść do zgrzytu. Za Broszem opowiada się firma Murapol. W czwartek doszło zresztą do spotkania eks-trenera bielszczan z przedstawicielami akcjonariusza i ponoć ustalono wspólną i zbieżną wizję sportowego rozwoju. Prezes „Górali” widziałby na stanowisku kogoś innego – zaznacza Nikiel.

Felieton w całości dostępny jest na portalu www.sportowebeskidy.pl.

 
źródło: własne/SportoweBeskidy.pl
autor: MN

Przeczytaj również