Piłkarz Podbeskidzia: To była czerwona kartka dla nas

17.04.2011
- Gra nam się nie układała przez te szybkie wykluczenie Trzeciakiewicza. Goście totalnie cofnęli się do obrony i to było jak... czerwona kartka dla nas - stwierdził Bartłomiej Konieczny po meczu "Górali" z KSZO.
Wydawało się, że reguły są jasne. Nikt nie lubi grać 10 na 11, każdy dąży do tego, by grać w przewadze. Dlatego, gdy Michał Trzeciakiewicz z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski powalił wychodzącego na czystą pozycję Sebastiana Ziajkę, piłkarze i kibice bielszczan domagali się czerwonej kartki. A gdy sędzia rzeczywiście ją wyciągnął, przyjęli jego decyzję z aprobatą. Tymczasem okazało się, że to najgorsze, co mogło spotkać Podbeskidzie!

- Najgorszy scenariusz, jaki mógł się zdarzyć. Wiadomo było, że od tego momentu mecz będzie wyglądać tak, że oni będą się kurczowo bronić całą drużyną, a my będziemy cały czas w posiadaniu piłki - tłumaczył rozczarowany trener Robert Kasperczyk.

- Wiedzieliśmy, że KSZO ma tę umiejętność, że po stracie zawodnika podwójnie się motywuje i wiedzieliśmy, jak będzie ciężko. Pokazali, że w "10" też można grać - chwali rywali Sławomir Cienciała, kapitan bielszczan.

I tylko Adam Cieśliński nie obarczał winą za stratę punktów gry w przewadze liczebnej. - Z KSZO zawsze nam się ciężko gra. Już w Ostrowcu pokazali, jak groźną są drużyną. Potrafią się dobrze bronić i wyprowadzać kontry - ocenił najlepszy strzelec "Górali".
autor: Michał Trela

Przeczytaj również