Piłkarz Podbeskidzia lubi biegać, więc został przywrócony do pomocy

30.04.2010
Łukasz Matusiak znalazł się w niezbyt komfortowej sytuacji. Jutro zagra przeciwko swojemu... ukochanemu Widzewowi Łódź. - To mój wymarzony klub - nie ukrywa zawodnik bielszczan.
Można powiedzieć: ze skrajności w skrajność. Przed dwoma dniami Podbeskidzie grało z... - ŁKS-em, za którym zdecydowanie... nie przepadam. Z rezultatu (2-2) chyba możemy być zadowoleni, ale niestety za szybko straciliśmy dwie bramki i musieliśmy gonić wynik. Na Widzewie będzie jednak jeszcze trudniej - przewiduje Matusiak, który ostatnio na nowo został pomocnikiem.

Na początku rundy wiosennej trener Robert Kasperczyk z konieczności ustawiał go na środku obrony. To właśnie do gry na tej pozycji przygotowywany był jeszcze jako junior w Widzewie. Nie wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, że 25-latek ma już doświadczenie jako stoper. Jego skuteczna gra mogła być więc niespodzianką. Mimo wszystko, Matusiak wrócił ostatnio do środka pola. Czyli tam, gdzie po prostu woli. - Lepiej się czuję jako środkowy pomocnik, bo mogę... więcej biegać. Lubię być w ruchu, w obronie jest do tego dużo mniej okazji. Z drugiej strony, gra w defensywie wymaga dużo większej odpowiedzialności - opowiada zawodnik - jak się okazuje - fan Widzewa Łódź.

- Tam się wychowałem, tam mnie uczono grać w piłkę, w tym zespole jest super atmosfera. Niewątpliwie z polskich klubów to Widzew jest moim wymarzonym, wszak mój dom mieści się tuż obok stadionu - mówi. W drużynie Podbeskidzia nikt nie zna łodzian tak jak on. Jakie są więc jego przewidywania przedmeczowe? - Ciężka sprawa, żeby odnieść tam sukces, ale nie ma się co bać. Musimy zdobyć punkty, przynajmniej zremisować, ale nie wiem czy jedno "oczko" będzie sukcesem. Wszystko zależy od okoliczności - kończy  Matusiak.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również