Piast z Podbeskidziem, czyli... naczynia w ostatniej dekadzie połączone

17.11.2012
Niewiele jest klubów, których losy w ostatniej dekadzie przeplatały by się tak, jak Piasta Gliwice i Podbeskidzia Bielsko-Biała. Czasem sobie przeszkadzały, czasem pomagały. Dzisiejszy mecz też jest kluczowy...
8 maja 2004. Podbeskidzie Bielsko-Biała zajmuje miejsce w środku tabeli z dość bezpieczną przewagą nad strefą spadkową. Co innego Piast. Gliwiczanie są na 12. miejscu, co oznacza konieczność gry w barażach. Przy Rychlińskiego "Piastunki" niespodziewanie wygrywają gładko, bez żadnego oporu 3-0 po dwóch golach Piotra Ussa i jednym Rafała Andraszaka. Już wtedy wszyscy czuli, że mecz był podejrzany, choć afera korupcyjna wybuchnie dopiero rok później. Dziś spotkanie to można znaleźć z numerem 204 na liście ustawionych meczów publikowanej na blogu pilkarskamafia.blogspot.com.

Rok później bielszczanie chcą grać o awans i tworzą II-ligowy "dream-team". Do Bielska-Białej trafia Adam Kompała, do dziś z rozrzewnieniem wspominany ze względu na to, iż był ostatnim rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, jaki grał w Podbeskidziu. Jednak tylko ze względu na to, bowiem po nieudanym dla drużyny sezonie decyduje się odejść do ligowego rywala Jagiellonii Białystok. Kibice uznają go za zdrajcę. Podczas kolejnych przyjazdów pod Klimczok przeżywa piekło i jest wyzywany od "Judaszy". - Ja mimo wszystko dobrze wspominam pobyt w Bielsku. Rozstaliśmy się - wbrew obiegowej opinii - w dobrych okolicznościach. Zrzekłem się zaległości, rozwiązałem kontrakt i przystałem na propozycję z Jagiellonii. Tak to się skończyło. Graliśmy wtedy o awans. Z Podbeskidziem się nie udało, ale z Piastem już tak - przypomina. I spora w tym zasługa bielszczan. - Kibice faktycznie mieli z czymś problem, lecz nie wiem, o co chodziło. To było kompletnie niczym nieuzasadnione - dodaje.

Trzy lata po tych wydarzeniach, gdy tym razem to Piast walczył o awans, a Podbeskidzie wychodziło z problemów po Kompale i jego kolegach, sam ofensywny pomocnik występował już w Gliwicach. Zespół z Bielska-Białej - z racji ujemnych punktów - nie miał już szans na awans. Piast, na kolejkę przed końcem, zajmował dopiero piąte miejsce i wydawało się, że - który to już raz - straci szansę na ekstraklasę. Gliwiczanie musieli wygrać w Warszawie z Polonią i liczyć, że nie grający o nic "Górale" ograją rywala Piasta - Znicz Pruszków. Po trafieniu Piotra Petasza gliwiczanie przywieźli z Warszawy trzy punkty. Na Konwiktorskiej czekały ich nadspodziewanie dobre wiadomości. Bielszczanie zagrali niebywale ambitnie, odebrali punkty pruszkowianom i pozbawili ich - kosztem Piasta - awansu. Na murawie płakał Robert Lewandowski, a piłkarze z Okrzei przeszli do historii klubu, przy wydatnej pomocy bielszczan.

W jednej lidze oba zespoły spotkały się znów w 2010 roku. Jesienią Piast, prowadzony już przez Brosza, był pierwszą drużyną, która zatrzymała idące jak burza Podbeskidzie. Wiosną gliwiczanie mieli z "Góralami" i z ŁKS-em walczyć o awans, jednak spisali się fatalnie. Bielszczanie w rundzie rewanżowej wcale nie zdobywali punktów już tak regularnie, lecz słaba dyspozycja Piasta pozwoliła tym razem to im po raz pierwszy awansować do ekstraklasy. Co ciekawe, w sztabie szkoleniowym "Piastunek" oprócz Brosza byli wówczas także Marek Matuszek, Michał Wilk, a później dołączył do nich także Bogdan Wilk. Wszyscy w komplecie pracowali w Bielsku-Białej. Po słabym wiosennym meczu tych drużyn, zakończonym wynikiem 0-0, doszło też do prawdopodobnie najkrótszej konferencji prasowej w historii. - Jaka gra, taki wynik - powiedział Marcin Brosz. - Jaki mecz, taka konferencja - dodał Robert Kasperczyk. I się skończyło...

Kolejny rozdział wspólnej bielsko-gliwickiej historii już dzisiaj. Jeśli Piast wygra, będzie miał nad bielszczanami, a więc nad strefą spadkową już 13 punktów przewagi i jego sytuacja zacznie być więcej niż bezpieczna. Podbeskidzie? Tu wiadomo, że z każdą porażką jest coraz bardziej dramatycznie. - Piast po zwycięstwie ze Śląskiem Wrocław na pewno jest na fali. Podbeskidzie przegrało kolejny mecz, ale jego gra zmienia się na plus. Będzie to wyrównany mecz. Piast zaatakuje, bo gra u siebie, ale musi uważać, bo rywale mają Irka Jelenia i kilku innych groźnych zawodników - podkreśla Kompała.

Czy Piast, jako beniaminek, wniósł do ekstraklasy więcej niż rok temu Podbeskidzie? - Ciężko porównywać, bo gliwiczanie już wcześniej grali w ekstraklasie. Co innego powrót, a co innego być absolutnym beniaminkiem. Tamten sezon Podbeskidziu się ułożył siłą rozpędu. Główną różnicą są... stadiony, na których oba kluby grają. Szkoda tylko, że na ten w Gliwicach nie chodzą kibice, bo na pewno Piastowi grałoby się łatwiej - kończy Adam Kompała.

Piast Gliwice - Podbeskidzie Bielsko-Biała
sobota, 13:30
Sędzia Tomasz Garbowski.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również