PGE Skra - Jastrzębski Węgiel 3-2. Otwarcie od porażki

06.04.2014
Siatkarze Skry i Jastrzębskiego Węgla rozegrali pierwszy, zacięty mecz półfinału PlusLigi. Górą ze starcia pięciosetowego wyszli gospodarze, którzy tym samym wykonali krok w stronę walki o złoto.
Norbert Barczyk/Pressfocus
Inauguracja półfinałowej rywalizacji należało do bełchatowian, którzy szybko uzyskali kilka punktów przewagi. Goście ten dystans niwelowali, choćby ze stanu 9-5 dla Skry na po 9, czy z 14-10 na po 14, ale na finiszu – mimo dobrych akcji Michała Łasko i Michała Kubiaka „na siatce” oraz w zagrywce – musieli uznać wyższość gospodarzy. Decydujące punkty przyniosły pewne ataki z lewego skrzydła Facundo Conte.

Inicjatywę, wobec własnej lepszej gry, a jednocześnie licznych błędów miejscowych, jastrzębianie przejęli w drugiej odsłonie. Przy stanie 10-6 dla Jastrzębskiego Węgla, szkoleniowiec Skry poprosił o przerwę. Ale niebawem przewaga gości wzrosła (15-9) po ataku Krzysztofa Gierczyńskiego z przechodzącej piłki. W tym secie „pomarańczowo-czarni” byli już nie do zatrzymania.

Po 10-minutowej pauzie podopieczni Lorenzo Bernardiego wyglądali na bardzo pewnych swego. Blok Łaski na Conte dał im błyskawiczną zaliczkę 5-2. Zespół z Bełchatowa te straty nadrobił, ale w połowie seta znów bliżej sukcesu byli przyjezdni po serii kapitalnych zagrywek Kubiaka (15-12). Fragmenty końcowe to prawdziwa wojna nerwów, taktyczne zmiany trenerów i przerwy na żądanie. W takim napięciu spokój zachowali jastrzębianie, wygrywając ważną odsłonę 25-23 po precyzyjnym i mocnym zbiciu ze środka Roba Bontje.

Start seta czwartego – zaskakujący. Serwisowe bomby Mariusza Wlazłego i problemy Kubiaka w przyjęciu sprawiły, że Skra „odjechała” na komfortowe 6-1, a wkrótce prowadziła już 16-7, gdy znów przyjmujący nie radzili sobie ze „strzałami” Wlazłego. Ustawiło to partię na korzyść gospodarzy i zagwarantowało rozstrzygnięcie meczu w tie-breaku.

Na wstępie dwa punkty zaliczki wypracowali sobie siatkarze Skry, którzy wykorzystywali kiepskie przyjęcie w szeregach gości i słabą skuteczność ataku (6-2). Gdy gospodarze prowadzili aż 9-3 trener Bernardi poprosił o czas dla swojej drużyny. Znacznych, jak na piątego seta strat, odrobić się już nie udało mimo podjętych przez jastrzębian prób. Po ataku autowym Karola Kłosa było tylko 13-10 dla PGE Skry, jednak zespół prowadzący nerwy opanował, a zakończył atakiem po bloku Wlazły.

W poniedziałek 7 kwietnia, o godzinie 18:00, rozpocznie się drugi mecz serii, także w hali bełchatowskiej Skry.

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również