Oto siedem najważniejszych, najbardziej pasjonujących meczów roku!

26.12.2013
Co tydzień każda z naszych drużyn rozgrywa mecze, jednak gdy za parę lat ktoś spyta nas, które spotkania zapamiętaliśmy najbardziej z 2013 roku, wskażemy właśnie poniższą siódemkę.
<strong>7. Energetyk ROW Rybnik - Chrobry Głogów 4-3
</strong>Wprawdzie Energetyk ROW Rybnik uzyskał pierwszy po 30 latach awans na zaplecze ekstraklasy, nie wychodząc na boisko, to jednak majowe spotkanie z Chrobrym Głogów ostatecznie przypieczętowało powrót poważnej piłki nożnej do Rybnika. Przy pełnych trybunach było naprawdę pasjonująco. Świetna atmosfera i jeszcze lepsze widowisko - siedem bramek. A początkowo nic nie zapowiadało emocji - po 23 minutach ROW prowadził 2-0 i był praktycznie w I lidze. Później jednak trzy gole zdobyli goście. Rybniczanie w końcówce wbili jednak dwie bramki i w porywającym stylu powrócili do drugiej klasy rozgrywkowej.

<strong>6. Ruch Chorzów - Legia Warszawa 2-1
</strong>Ruch prowadzony wówczas przez Jacka Zielińskiego długo nie mógł wygrać meczu, męczył się zwłaszcza przy Cichej, męczył swoich kibiców nudną i przewidywalną grą. Do Chorzowa przyjechała Legia, która wtedy walczyła jeszcze o Ligę Mistrzów, a jej nowe transfery wydawały się wynosić ją na inny poziom. Dziś już wiemy, że Henrik Ojamaa, Helio Pinto, Dossa Junior to nie nadludzie. Wówczas Ruch był pierwszą drużyną, która zatrzymała mistrzów Polski. Szczególnie w pamięci utkwiło piękne trafienie Łukasza Surmy, jego pierwsze po powrocie na Cichą.

<strong>5. Podbeskidzie Bielsko-Biała - Legia Warszawa 1-0
</strong>Jakiś czas temu w naszej sondzie wskazywaliście, że najbardziej cieszy was zawsze zwycięstwo nad Legią Warszawa. Nic więc dziwnego, że jej kolejna porażka na naszym terenie też znalazła się w zestawieniu. Kilka dni przed meczem w Bielsku-Białej Legia przegrała z Lazio Rzym. Wówczas Miroslav Radović powiedział, że on i jego koledzy zagrali "jak z Podbeskidziem". Prorok. Kilka dni później waleczni "Górale", po golu warszawiaka Aleksandra Jagiełły pokonali po raz pierwszy w historii Legię pod Klimczokiem. Wygrana przedostatniej drużyny z liderem smakowała tym lepiej, że została zapewniona na... dwie minuty przed końcem.

<strong>4. Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 3-2
</strong>Śląsk utrzymywał się jeszcze wówczas w czołówce, a więc był sąsiadem zabrzan. W Polsce toczyła się dyskusja o tym, kto ma zostać selekcjonerem. Tymczasem goście po błysku Marco Paixao szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Górnik nie pierwszy raz tej jesieni zerwał się do odrabiania strat i w drugiej połowie strzelił trzy gole. Ostatnie, zwycięskie trafienie Prejuce'a Nakoulmy padło już w doliczonym czasie gry. Niesamowity mecz.

<strong>3. Lech Poznań - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0-2
</strong>Mecz, który rozstrzygnął bardzo wiele. Na trzy kolejki przed końcem "Górale" jechali do rozpędzonego "Kolejorza", który coraz mocniej naciskał Legię w walce o mistrzostwo Polski. Brak zwycięstwa dla bielszczan oznaczałby definitywne pożegnanie z ekstraklasą. Tymczasem przy Bułgarskiej działy się rzeczy niezwykłe. Podbeskidzie dominowało, Bartłomiej Konieczny zaliczał asystę przewrotką, Fabian Pawela strzelał dwa gole, a bielszczanie pierwszy raz przywieźli z Poznania komplet punktów. Po tym meczu rozstrzygnęła się walka o tytuł, a Podbeskidzie dostało drugie życie, które wykorzystało.

<strong>2. Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 4-4
</strong>Dotychczasowe mecze w tym zestawieniu były radosne dla śląskich kibiców. Ten jednak w Chorzowie na pewno wspomina się gorzko. Niemniej to prawdopodobnie najbardziej niesamowite spotkanie całego roku w Polsce. Ruch po dobrej grze prowadził na PGE Arenie do 90. minuty 4-2, a jednak po dwóch niesamowitych golach stracił prowadzenie. Jednego z nich Adam Duda zdobył piętą, w stylu Zlatana Ibrahimovicia. Dla "Niebieskich" mecz smutny, ale dla neutralnych kibiców frajda na cały tydzień.

<strong>1. Piast Gliwice - Śląsk Wrocław 3-2
</strong>Mecz dwóch rywali w walce o europejskie puchary, końcówka sezonu. Dwa gole Dalibora Stevanovicia, gliwiczanie przegrywający 1-2, grający w dziesiątkę, zdołali w ostatnich minutach nie tylko odrobić straty, ale też nogami nastoletniego wychowanka Radosława Murawskiego dać niesamowite zwycięstwo. Po tym meczu Gliwice szalały, a reszta Polski zaczynała rozumieć, że Piast naprawdę ma zamiar awansować do europejskich pucharów. Stanislav Levy ciskał o ziemię marynarką i wołał na swoją drużynę "To są pozoranty!". Działo się...
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również