"Ostatnia sytuacja była dramatyczna. Myślałem, że to wpadnie do bramki..."
30.10.2011
Po raz pierwszy palpitacji serca kibice gości mogli dostać w 31. minucie, chwilę po golu dającym Podbeskidziu prowadzenie. Dariusz Łatka zastawiał piłkę we własnym polu karnym, stracił ją, a w zamieszaniu podbramkowym za linię bramkową wepchnął futbolówkę David Biton. Sędzia odgwizdał faul. Czy słusznie? - Uważam, że przewinienie było ewidentne. Darek Łatka chciał wybić piłkę, a Paljić kopnął go w nogę. To oczywisty faul. Skoro uniemożliwił wybicie piłki, to nie ma dyskusji - twierdzi Marek Sokołowski. Powtórki pokazują, że sędzia chyba faktycznie podjął dobrą decyzję.
Gorzej było jednak w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Po pięknym podaniu Macieja Rogalskiego, Adrian Sikora mógł popędzić na bramkę Siergieja Pareiki. Nie uczynił tego jednak, a ponadto strzelił na tyle lekko, ze estoński bramkarz mógł szybko wznowić grę... - To była akcja przypadek. Długa piłka Pareiki. Wyszedł mu wykop, jaki się zdarza raz na pięć-sześć wybić - uważa Bartłomiej Konieczny. Obrońcy bielszczan popełnili błąd, w wyniku którego Junior Diaz stanął oko w oko z Richardem Zajacem. Pojedynek przegrał, a dobitkę Rafała Boguskiego z pustej bramki wybili obrońcy.
- Końcówka była nerwowa, a już ostatnia akcja wręcz dramatyczna. Zderzyłem się z Bartkiem Koniecznym, patrzyłem na tę piłkę i myślałem, że leci do bramki. Na szczęście się myliłem. Inna sprawa, że szkoda, że nie wykorzystaliśmy którejś z kontr, bo w takim wypadku byłoby nam spokojniej - kończy Sokołowski.
Gorzej było jednak w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Po pięknym podaniu Macieja Rogalskiego, Adrian Sikora mógł popędzić na bramkę Siergieja Pareiki. Nie uczynił tego jednak, a ponadto strzelił na tyle lekko, ze estoński bramkarz mógł szybko wznowić grę... - To była akcja przypadek. Długa piłka Pareiki. Wyszedł mu wykop, jaki się zdarza raz na pięć-sześć wybić - uważa Bartłomiej Konieczny. Obrońcy bielszczan popełnili błąd, w wyniku którego Junior Diaz stanął oko w oko z Richardem Zajacem. Pojedynek przegrał, a dobitkę Rafała Boguskiego z pustej bramki wybili obrońcy.
- Końcówka była nerwowa, a już ostatnia akcja wręcz dramatyczna. Zderzyłem się z Bartkiem Koniecznym, patrzyłem na tę piłkę i myślałem, że leci do bramki. Na szczęście się myliłem. Inna sprawa, że szkoda, że nie wykorzystaliśmy którejś z kontr, bo w takim wypadku byłoby nam spokojniej - kończy Sokołowski.
Polecane
Ekstraklasa