Odrzucił kilka propozycji, a teraz może wylądować w rezerwach "Górali"

07.02.2011
- Liczę, że coś jeszcze się zmieni w mojej sytuacji, bo mam ambicje i możliwości, by grać. Być może jednak będę musiał występować w rezerwach - mówi Łukasz Ganowicz, obrońca Podbeskidzia.
Większość klubów stara się powoli domykać kadry na rundę wiosenną. Wśród sprawdzanych przez trenera Roberta Kasperczyka zawodników próżno jednak szukać obrońcy Łukasza Ganowicza, który ma ważny kontrakt do czerwca, a minione pół roku spędził na wypożyczeniu w GKP Gorzów Wielkopolski. - Przed paroma dniami doszło do rozmów. Powiedziano mi, że nie będę brany pod uwagę przy ustalaniu podstawowej jedenastki, a nawet kadry meczowej. Przynajmniej na początku rundy. Nie jest to miła sytuacja, bo czuję się na siłach, by pomóc Podbeskidziu, jestem zdrowy. Ale obrona bielszczan dobrze się spisuje, więc rozumiem trenera - mówi Ganowicz.

30-letni zawodnik może mówić o sporym pechu. Niedawno był bowiem o krok od zmiany klubu. - Trenowałem i byłem na obozie z Wisłą Płock. Wszystko wyglądało dobrze. Była aprobata ze strony trenera i moje papiery leżały już na zebraniu zarządu do podpisania. Tyle że w międzyczasie doszło do zmiany prezesa i okazało się, że będą ściągani inni zawodnicy. Miałem tam zostać na dłuższy czas. Przychodziły mi oferty z innych klubów, ale wiedziałem, że Wisła to poukładana drużyna, która ma dużą szansę na powrót do I ligi, więc odmawiałem. Tym sposobem parę bramek sobie pozamykałem - wzdycha piłkarz.

- Wygląda na to, że początkiem tygodnia stawię się w Bielsku-Białej. Liczę, że coś jeszcze się zmieni w mojej sytuacji, bo mam ambicje i możliwości, by grać. Być może jednak będę musiał występować w IV-ligowych rezerwach. Nie uśmiecha mi się taka opcja, ale to nie najgorszy wypadek, bo nim byłaby kontuzja. Jednak grając w GKP przeciwko Podbeskidziu, pokazałem, że nie odstaję, wiele mediów wybrało mnie na najlepszego gracza meczu i to chyba nie przypadek. Zaznaczam jednak, że nie jestem skonfliktowany z prezesem Januszem Okrzesikiem ani z trenerem Kasperczykiem. Po prostu oni mają inną wizję - tłumaczy.

Kto wie jednak, czy dla "Górali" nie byłoby bezpieczniej dać Ganowiczowi jeszcze jedną szansę. - Mam już przecież na koncie dwa awanse. Z Odrą Opole wszedłem do dzisiejszej I ligi i strzeliłem nawet decydującą bramkę Radomiakowi Radom, a z Zagłębiem Lubin wywalczyłem promocję do ekstraklasy. Na początku rundy nie mam szans na grę w Podbeskidziu, ale o pierwszych miejscach zazwyczaj decyduje ostatnie pięć kolejek, więc może wtedy bym się przydał? - pół-żartem pyta Łukasz Ganowicz.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również