Odra - Podbeskidzie 1-2. "Nie zawiesili nam poprzeczki za wysoko"

26.03.2011
- Jestem zadowolony ze zwycięstwa, ale wciąż czekam na grę z jesieni - mówił Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia. - Zasłużyliśmy przynajmniej na remis - twierdzą w Odrze Wodzisław.
- Wyszliśmy na boisku bardzo uważni. Założenie było takie, żeby w pierwszej połowie grać bardzo defensywnie, boczni pomocnicy mieli dużo zadań obronnych. I to rozbijanie ataków się udawało, Podbeskidzie Bielsko-Biała nie miało za dużo okazji - powiedział Jarosław Skrobacz, trener wodzisławian. Po tych słowach można się domyślać, że pierwsze 45 minut nie mogło wyglądać ciekawie - "Górale" mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki, ale ich sytuacje sprowadzały się do ledwie dwóch strzałów z dystansu - minimalnie za wysokich - Roberta Demjana i Dariusza Łatki.

Poddenerwowany trener Kasperczyk w przerwie dokonał dwóch zmian - ściągnął z boiska Adama Cieślińskiego i Piotra Komana, a wpuścił na nie Dariusza Kołodzieja i Sylwestra Patejuka. - To nie były kontuzje, tylko taktyka. Nie podobała mi się gra do przodu naszych środkowych, a Franek Metelka ma od Komana więcej doświadczenia na rozegraniu. Za to Cieśliński był dziś niemrawy - mówił Kasperczyk. Jak się okazało to były kluczowe decyzje meczu. Ale takich ważnych momentów można wskazać zdecydowanie więcej.

Druga połowa. "Górale" przyspieszyli, Kołodziej i Patejuk wnieśli sporo aktywności. Pierwszy z nich oddał nawet groźny strzał z rzutu wolnego wybroniony przez Michała Buchalika. Gol dla bielszczan wisiał  jednak w powietrzu. W końcu Sławomir Cienciała idealnie dogra k z prawego skrzydła na głowę niepilnowanego Macieja Rogalskiego, ten frunąc, uderzył piłkę, ta leciała w sam róg bramki i gdy 180-osobowa grupa kibiców gości podrywała się z miejsc, bramkarz Odry położył dłoń na linii bramkowej i niesamowitą paradą wybił na róg.

Oniemiali bielszczanie zapomnieli o obronie. Jeden z wodzisławian kompletnie zepsuł dośrodkowanie, ale Richard Zajac fatalnie odbił piłkę przed siebie, pod nogi świeżo wprowadzonego Tomasza Stolpy, który kopnął piłkę do bramki. Było o krok od sensacji...

Od czego "Górale" mają jednak Kołodzieja? Były pomocnik Górnika Zabrze najpierw świetnie zszedł ze skrzydła do środka i huknął tuż obok słupka bramki Buchalika, a pięć minut później idealnie uderzył z rzutu wolnego. W końcówce Odra desperacko walczyła o wyrównanie, w polu karnym bielszczan grał nawet bramkarz Buchalik i choć było blisko, to Podbeskidzie wywiozło trzy punkty. - To bardzo boli, bo postawiliśmy ciężkie warunki - mówił Buchalik. - Zasłużyliśmy chociaż na remis - dodał Łukasz Skrobacz, piłkarz Odry. Innego zdania był Bartłomiej Konieczny, obrońca "Górali". - Odra nie zawiesiła wysoko poprzeczki, po prostu nam się mecz nie ułożył i nie umieliśmy wykorzystać swoich sytuacji - zakończył.

Konferencja prasowa
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Gratuluję zawodnikom zwłaszcza drugiej połowy, bo mecz był ciężki do wygrania. Wydawało się, że to miało być jedno z łatwiejszych spotkań i widać, że takich już na wiosnę nie ma. To, że wygraliśmy, zawdzięczamy zaangażowaniu biegowemu, ale przede wszystkim Darkowi Kołodziejowi. Jestem bardzo zadowolony z wyniku, ale o stylu wolałbym zapomnieć.
Jarosław Skrobacz (trener Odry): Nie mamy sobie chyba wiele do zarzucenia. Są oczywiście błędy, które trzeba wyeliminować, ale byliśmy blisko. Po strzeleniu bramki, która padła po błędzie bramkarza, mogliśmy się pokusić nawet o sensację. Potrzebujemy punktów jak ryba wody, a tu uciekają nam kolejne mecze. Będziemy musieli stoczyć bardzo ciężką walkę o utrzymanie.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również