Obrońca Podbeskidzia: Parę szczegółów i naprawdę będzie dobrze
09.12.2012
- Prowadząc 2-1 w arcyważnym meczu z Widzewem, powinniśmy byli dowieźć zwycięstwo do końca, ale niestety, nie udało nam się. Trudno. Nic się nie dzieje, nie jest jeszcze tragicznie. Walczymy dalej. Były zespoły, które utrzymywały się w ekstraklasie, mając nawet pięć punktów po jesieni. Mamy dobrego trenera, przepracujemy zimę i myślę, że będzie dobrze - podkreśla wychowanek bielszczan.
Obrona "Górali" w każdej konfiguracji wygląda na bardzo elektryczną. Czy to brak zdecydowania? - Pewnie, że czujemy się pewnie na boisku. Myślę, że to wszystko jest niefart. Prowadzimy 2-1 i w 86. minucie jedziemy we trzech na wślizgu i żadnego z nas nie trafia piłka. To jest pech. Jak znam życie, to w podobnej sytuacji piłka trafiłaby któregoś gracza Widzewa i wyszła za bramkę - twierdzi.
Czy wobec takiego "pecha" można wierzyć w utrzymanie? - Jasne, że wierzymy do końca. Gdybyśmy nie wierzyli, to byśmy nie wychodzili na boisko, bo byłoby to bez sensu. Nie przegrywamy 0-4 czy 0-5, tylko każdy mecz jest na styku. Parę szczegółów poprawimy i naprawdę będzie dobrze - kończy największy optymista w bielskich szeregach.
Obrona "Górali" w każdej konfiguracji wygląda na bardzo elektryczną. Czy to brak zdecydowania? - Pewnie, że czujemy się pewnie na boisku. Myślę, że to wszystko jest niefart. Prowadzimy 2-1 i w 86. minucie jedziemy we trzech na wślizgu i żadnego z nas nie trafia piłka. To jest pech. Jak znam życie, to w podobnej sytuacji piłka trafiłaby któregoś gracza Widzewa i wyszła za bramkę - twierdzi.
Czy wobec takiego "pecha" można wierzyć w utrzymanie? - Jasne, że wierzymy do końca. Gdybyśmy nie wierzyli, to byśmy nie wychodzili na boisko, bo byłoby to bez sensu. Nie przegrywamy 0-4 czy 0-5, tylko każdy mecz jest na styku. Parę szczegółów poprawimy i naprawdę będzie dobrze - kończy największy optymista w bielskich szeregach.
Polecane
Ekstraklasa