Obrońca "Górali" za zwycięstwo da się zszyć jeszcze raz

17.03.2010
Łukasz Ganowicz słynie z twardej walki i nieustępliwości. Niejednokrotnie przekonywali się o tym nie tylko przeciwnicy, ale i... on sam, gdyż od grudnia już trzykrotnie zakładano mu szwy.
- Nie wiem z czego to wynika, może to efekt zaangażowania w boiskowe wydarzenia, może zwykły niefart. To są jednak tylko tzw. "agrafki”, drobne kontuzje, które nie wykluczają z gry. Wczoraj już normalnie trenowałem i na mecz z Górnikiem będę gotowy.

Były zawodnik Zagłębia Lubin, zanim trafił do Bielska-Białej, prowadził poważne negocjacje z Górnikiem Zabrze. - Musiałbym czekać dwa tygodnie na rozwój wypadków, okienko powoli się już kończyło, a ja chciałem mieć jasną sytuację. Wybrałem więc Podbeskidzie i dobrze zrobiłem - mówi piłkarz. Mimo że zabrzanie w tym sezonie nie zachwycają, "Gana” twierdzi, że to zespół w którym trudno wskazać słabe punkty. - Na pewno jesienią była nim obrona, ale po tym jak do składu wrócił Adam Banaś, zaczęło to lepiej wyglądać. Mają dobrych bocznych obrońców i skrzydłowych. Na pewno nie grają efektownie, ale punkty jak widać to przynosi. Jakoś ich jednak "ugryziemy” - zapewnia.

Bielszczanie nie wygrali na własnym stadionie od wrześniowej potyczki z Dolcanem Ząbki. Doskwiera to nie tylko kibicom, ale też piłkarzom. - Chętnie dam się szyć jeszcze raz, jeśli przyniesie to zwycięstwo! - przekonuje Ganowicz.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również