Obrońca "Górali": To będzie najważniejszy dzień w naszym piłkarskim życiu
31.05.2013
Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała nie mieli wczoraj czasu na świętowanie zwycięstwa z "Portowcami" i remisu GKS-u Bełchatów z Jagiellonią Białystok. Już na godzinę 10:00 trener Czesław Michniewicz zarządził rozruch na stadionie miejskim. Atmosfera była wyraźnie luźniejsza niż przed meczem z Pogonią. Ale do zrobienia pozostał jeszcze jeden krok...
- Wszystko, co było za nami, jest już nieważne. Niedziela to będzie najważniejszy dzień w naszym piłkarskim życiu. Napięcie po meczu z Pogonią nie tylko z nas nie zeszło, ale dopiero wzrosło - podkreśla. Bielszczanie cieszyli się wczoraj dwa razy. Najpierw - około 19:50, gdy sędzia zakończył ich mecz z Pogonią. Trzy kwadranse później, gdy Euzebiusz Smolarek wpychał piłkę do bramki GKS-u. - Wiadomo, że teraz wszystko jest w naszych nogach i nie musimy się na nikogo oglądać, ale patrzymy dalej przede wszystkim na siebie, żebyśmy zagrali jak najlepiej w Łodzi i zrealizowali postawiony przed rundą cel - podkreśla środkowy obrońca.
Trudno w to uwierzyć, ale Pietrasiak obejrzał wczoraj dopiero... pierwszą żółtą kartkę w tym sezonie. Jako że grał w większości meczów i występuje na newralgicznej pozycji środkowego obrońcy, jest to spory wyczyn. Jedyny raz, doświadczony defensor został indywidualnie napomniany w spotkaniu z Lechem Poznań, ale wtedy była to niesłusznie pokazana czerwona kartka. - Teraz było zresztą podobnie, bo rozmawiałem z Tomkiem Chałasem i on też przyznał, że nie było faulu. Sędzia pokazał mi jednak kartkę... Nie patrzę na to, czy gram czysto, czy nie. Ważne, żebyśmy nie tracili bramek i wygrywali mecze - zaznacza. Przyznaje jednak, że sekret czystego odbioru tkwi w ustawieniu. - Jest mądre powiedzenie, że lepiej stać niż głupio biegać. Trzeba szybko myśleć, dobrze się ustawiać, analizować grę i podejmować dobre decyzje na boisku - tłumaczy Pietrasiak, który w niedzielę najprawdopodobniej stworzy parę stoperów z Michalem Piterem-Buczką.
- Wszystko, co było za nami, jest już nieważne. Niedziela to będzie najważniejszy dzień w naszym piłkarskim życiu. Napięcie po meczu z Pogonią nie tylko z nas nie zeszło, ale dopiero wzrosło - podkreśla. Bielszczanie cieszyli się wczoraj dwa razy. Najpierw - około 19:50, gdy sędzia zakończył ich mecz z Pogonią. Trzy kwadranse później, gdy Euzebiusz Smolarek wpychał piłkę do bramki GKS-u. - Wiadomo, że teraz wszystko jest w naszych nogach i nie musimy się na nikogo oglądać, ale patrzymy dalej przede wszystkim na siebie, żebyśmy zagrali jak najlepiej w Łodzi i zrealizowali postawiony przed rundą cel - podkreśla środkowy obrońca.
Trudno w to uwierzyć, ale Pietrasiak obejrzał wczoraj dopiero... pierwszą żółtą kartkę w tym sezonie. Jako że grał w większości meczów i występuje na newralgicznej pozycji środkowego obrońcy, jest to spory wyczyn. Jedyny raz, doświadczony defensor został indywidualnie napomniany w spotkaniu z Lechem Poznań, ale wtedy była to niesłusznie pokazana czerwona kartka. - Teraz było zresztą podobnie, bo rozmawiałem z Tomkiem Chałasem i on też przyznał, że nie było faulu. Sędzia pokazał mi jednak kartkę... Nie patrzę na to, czy gram czysto, czy nie. Ważne, żebyśmy nie tracili bramek i wygrywali mecze - zaznacza. Przyznaje jednak, że sekret czystego odbioru tkwi w ustawieniu. - Jest mądre powiedzenie, że lepiej stać niż głupio biegać. Trzeba szybko myśleć, dobrze się ustawiać, analizować grę i podejmować dobre decyzje na boisku - tłumaczy Pietrasiak, który w niedzielę najprawdopodobniej stworzy parę stoperów z Michalem Piterem-Buczką.
Polecane
Ekstraklasa