Obrońca GKS-u Bełchatów: Fajnie byłoby już wrócić na Śląsk
20.04.2013
Stoper, który dzięki dobrym występom w Bielsku-Białej w I lidze wypromował się do ekstraklasy, nie może dobić do upragnionej setki występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przez kilka sezonów utrzymywał się w podstawowym składzie Arki Gdynia a później GKS-u Bełchatów. Zimą jednak, jak wielu zawodników "Brunatnych", został zesłany do Młodej Ekstraklasy. Jak wygląda obecnie jego sytuacja?
- Trenuję z zespołem ekstraklasy - rozpoczyna Szmatiuk. - Na pewno nie jest to ani fajne, ani miłe, ale takie decyzje zapadły. Nam, którzy jesteśmy w tej sytuacji, pozostaje to uszanować i wykonywać swoje obowiązki - tłumaczy. Nie tak dawno jednak Dawid Nowak został przywrócony do pierwszego zespołu. Czy w przypadku Szmatiuka nie było takiej szansy? - Przesunięcie Dawida to na pewno była potrzeba drużyny, która nie przegrywała, ale też nie strzelała goli. Ja o takim temacie nie słyszałem, więc do czerwca zostaje tak, jak jest. Można powiedzieć, że jestem uwięziony. W zimie każdy z nas szukał nowego pracodawcy, bo nikomu się nie spieszyło, żeby siedzieć pół roku w Młodej Ekstraklasie. Ja sam nie znalazłem nikogo, kto by mi pasował od strony sportowo-życiowej na najbliższe dwa lata. Nie chodzi przecież o to, by odejść tylko po to, żeby gdzieś iść - podkreśla.
Dziś drużyna 33-latka - oczywiście bez jego udziału - zmierzy się z Podbeskidziem Bielsko-Biała, w którym przeżył sporo miłych chwil. Za kim więc będzie trzymał kciuki? - Bezapelacyjnie za GKS Bełchatów. Może i jestem w MESie, ale to jest mój klub i w 100 procentach mu kibicuję. Mam nadzieję, że po ostatnich dwóch przegranych meczach, chłopaki się odbiją, zagrają jak w pierwszych kolejkach i znów złapią dystans. Życzę chłopakom, żeby powalczyli i sięgnęli po trzy punkty - zaznacza gliwiczanin.
Dla zespołu z województwa łódzkiego, mecz przy Rychlińskiego to starcie definitywnie ostatniej szansy. Jeśli przegrają, do bielszczan będą tracić już osiem punktów. - Mecze uciekają, ale nasza liga jest nieprzewidywalna. Pewnie nikt się nie spodziewał, że chłopaki tak będą punktować w pierwszych kolejkach, kiedy w większości meczów - nie licząc tego z Lechem Poznań - byli nawet lepsi. Dlatego przy ewentualnych trzech zwycięstwach z rzędu, każdy znów będzie mówił, że jest blisko. Ja bym się jednak skupił na meczu z Podbeskidziem, a potem myślał o kolejnych - sugeruje.
Podbeskidzie startowało wiosną z tego samego - beznadziejnego - pułapu, co bełchatowianie. "Górale" punktują jednak lepiej i w tej kolejce, jeśli wszystko się dla nich ułoży, mogą się na całego włączyć do walki o utrzymanie. - Powiem szczerze, że wierzyłem zarówno w nasz zespół, jak i w Podbeskidzie. Bielszczanie też dobrze wystartowali i teraz ma swoją szansę. Nie jest powiedziane, że skoro inne zespoły zdobyły jesienią po 20-parę punktów, to my i Podbeskidzie nie możemy zrobić tego samego. Jak najbardziej. Ale wiara wiarą, a wszystko musi być poparte na boisku. Oba zespoły na pewno jednak zaskoczyły, bo wszyscy myśleli, że tu już będzie cisza, spokój i nic się nie wydarzy - przypomina nasz rozmówca.
Szmatiuka, który jest Ślązakiem z Sośnicy, nie było w naszym regionie już od czterech lat, gdy wyjechał z Bielska-Białej. Czy latem zanosi się na jego powrót w rodzinne strony? - Na pewno powoli fajnie byłoby wrócić na Śląsk. Może już latem? Najpierw wyjechałem nad morze, teraz jestem w centralnej Polsce, może teraz czas na Śląsk? Nie wykluczam, ale... nie wykluczam też, że zawędruje w zupełnie inne rejony - kończy.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKS Bełchatów
sobota, 13:30
Sędzia Paweł Raczkowski (Warszawa).
- Trenuję z zespołem ekstraklasy - rozpoczyna Szmatiuk. - Na pewno nie jest to ani fajne, ani miłe, ale takie decyzje zapadły. Nam, którzy jesteśmy w tej sytuacji, pozostaje to uszanować i wykonywać swoje obowiązki - tłumaczy. Nie tak dawno jednak Dawid Nowak został przywrócony do pierwszego zespołu. Czy w przypadku Szmatiuka nie było takiej szansy? - Przesunięcie Dawida to na pewno była potrzeba drużyny, która nie przegrywała, ale też nie strzelała goli. Ja o takim temacie nie słyszałem, więc do czerwca zostaje tak, jak jest. Można powiedzieć, że jestem uwięziony. W zimie każdy z nas szukał nowego pracodawcy, bo nikomu się nie spieszyło, żeby siedzieć pół roku w Młodej Ekstraklasie. Ja sam nie znalazłem nikogo, kto by mi pasował od strony sportowo-życiowej na najbliższe dwa lata. Nie chodzi przecież o to, by odejść tylko po to, żeby gdzieś iść - podkreśla.
Dziś drużyna 33-latka - oczywiście bez jego udziału - zmierzy się z Podbeskidziem Bielsko-Biała, w którym przeżył sporo miłych chwil. Za kim więc będzie trzymał kciuki? - Bezapelacyjnie za GKS Bełchatów. Może i jestem w MESie, ale to jest mój klub i w 100 procentach mu kibicuję. Mam nadzieję, że po ostatnich dwóch przegranych meczach, chłopaki się odbiją, zagrają jak w pierwszych kolejkach i znów złapią dystans. Życzę chłopakom, żeby powalczyli i sięgnęli po trzy punkty - zaznacza gliwiczanin.
Dla zespołu z województwa łódzkiego, mecz przy Rychlińskiego to starcie definitywnie ostatniej szansy. Jeśli przegrają, do bielszczan będą tracić już osiem punktów. - Mecze uciekają, ale nasza liga jest nieprzewidywalna. Pewnie nikt się nie spodziewał, że chłopaki tak będą punktować w pierwszych kolejkach, kiedy w większości meczów - nie licząc tego z Lechem Poznań - byli nawet lepsi. Dlatego przy ewentualnych trzech zwycięstwach z rzędu, każdy znów będzie mówił, że jest blisko. Ja bym się jednak skupił na meczu z Podbeskidziem, a potem myślał o kolejnych - sugeruje.
Podbeskidzie startowało wiosną z tego samego - beznadziejnego - pułapu, co bełchatowianie. "Górale" punktują jednak lepiej i w tej kolejce, jeśli wszystko się dla nich ułoży, mogą się na całego włączyć do walki o utrzymanie. - Powiem szczerze, że wierzyłem zarówno w nasz zespół, jak i w Podbeskidzie. Bielszczanie też dobrze wystartowali i teraz ma swoją szansę. Nie jest powiedziane, że skoro inne zespoły zdobyły jesienią po 20-parę punktów, to my i Podbeskidzie nie możemy zrobić tego samego. Jak najbardziej. Ale wiara wiarą, a wszystko musi być poparte na boisku. Oba zespoły na pewno jednak zaskoczyły, bo wszyscy myśleli, że tu już będzie cisza, spokój i nic się nie wydarzy - przypomina nasz rozmówca.
Szmatiuka, który jest Ślązakiem z Sośnicy, nie było w naszym regionie już od czterech lat, gdy wyjechał z Bielska-Białej. Czy latem zanosi się na jego powrót w rodzinne strony? - Na pewno powoli fajnie byłoby wrócić na Śląsk. Może już latem? Najpierw wyjechałem nad morze, teraz jestem w centralnej Polsce, może teraz czas na Śląsk? Nie wykluczam, ale... nie wykluczam też, że zawędruje w zupełnie inne rejony - kończy.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKS Bełchatów
sobota, 13:30
Sędzia Paweł Raczkowski (Warszawa).
Polecane
Ekstraklasa