Obawiali się o obronę, ale Pavol Stano nie spuchł

02.09.2014
- Wpływ na to, że przeszedłem do Podbeskidzia, miała oczywiście osoba trenera Ojrzyńskiego, ale też fakt, że nie chciałem już grać daleko od domu, bo rodzina musiałaby się przeprowadzać - mówi Pavol Stano.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Pavol Stano w czwartek po raz pierwszy trenował z zespołem, a już w niedzielę musiał wybiec na boisko w podstawowym składzie. I to na mecz z nie byle kim - z Legią Warszawa. - Strasznie się tego obawialiśmy, bo gdybyśmy mieli problem na środku obrony, to byłoby trudno osiągnąć dobry wynik z Legią - mówi trener Leszek Ojrzyński. Było jednak dobrze. - Drżeliśmy czy w końcówce Stano nie spuchnie, bo musielibyśmy bardzo kombinować. Ale dał radę - ocenia szkoleniowiec.

Jak ocenia występ zawodnik? - Oczywiście jestem bardzo zadowolony. Zwłaszcza z wyniku, bo w mojej grze jest wiele do poprawy - przyznaje. - Z czasem powinno być coraz lepiej. Myślałem, że dostanę trochę więcej czasu na poznanie się z drużyną i wejście w reżim treningowy, zanim będę grał, ale wyszło tak, że musiałem grać z marszu przeciwko mistrzowi Polski. Fizycznie nie było najgorzej. Starałem się cały czas ostro trenować - opowiada Stano.

Zawodnik długo szukał nowego klubu. Przymierzany był m.in. do Zagłębia Sosnowiec i GKS-u Tychy. Udało się jednak załapać do zespołu z najwyższej klasy rozgrywkowej. Obrońca cieszy się nie tylko z tego powodu. - Wpływ na to, że przeszedłem do Podbeskidzia, miała oczywiście osoba trenera Ojrzyńskiego, ale też fakt, że nie chciałem już grać daleko od domu, bo rodzina musiałaby się przeprowadzać. Cieszę się, że udało mi się podpisać kontrakt w Bielsku-Białej. Chłopaki, których znam z Korony, przyjęli mnie bardzo dobrze, ale inni koledzy z szatni też ułatwili mi wejście do drużyny - podkreśla obrońca.
źródło: SPORT

Przeczytaj również