Nowy trener Podbeskidzia: Z Realu i z Barcelony na razie nie dzwonili

30.10.2012
- Wszystkim chyba zależy, by w Bielsku była ekstraklasa i myślę, że władzom klubu również. Widać gołym okiem, że na kilku pozycjach potrzeba wzmocnień - mówi Marcin Sasal, nowy trener Podbeskidzia.
Czy nie ma pan wrażenia, że podpisując kontrakt z Podbeskidziem, umieści pan sobie w CV spadek z ekstraklasy?

Marcin Sasal, trener Podbeskidzia: - Podbeskidzie, z tego co wiem, jeszcze nie spadło i ja się w takie rzeczy nigdy nie bawiłem i nie zamierzam tego teraz robić. Może zaczniemy jeszcze raz tę rozmowę, bo idzie w złym kierunku, a ja jestem optymistą...

Zgodzi się pan jednak chyba, że przejmuje pan zespół w bardzo ciężkim momencie?

- Sytuacja jest bardzo ciężka, ale jeszcze nie beznadziejna. Jeszcze nikt się nie utrzymał z jedenastoma czy trzynastoma punktami w ekstraklasie. Zespołom, które tyle mają, jest bliżej do utrzymania, a Podbeskidzie ma trochę dalej. Trzeba pokazać charakter i walczyć.

Śledził pan losy Podbeskidzia?

- Śledziłem wiele meczów w ekstraklasie, właściwie co tydzień na żywo, bo raz byłem na Legii, raz na Polonii Warszawa. Widziałem m.in. Podbeskidzie na Legii i gdybym nie wierzył w tych chłopaków i ich potencjał, bo bym się w ogóle w Bielsku nie pojawiał. Generalnie, wiem, co mnie czeka, wiem, że będzie bardzo trudno, ale nie ma sytuacji bez wyjścia.

Wiem, że w Dolcanie Ząbki pracował pan z Sebatianem Ziajką. Czy jeszcze innych zawodników Podbeskidzia zna pan z takiej codziennej pracy?

- Pracowaliśmy też jakiś czas z Darkiem Łatką w Kielcach.

Jak pan ich ocenia?

- Bardzo ciężko oceniać zawodników, nie będąc jeszcze w klubie, a szczególnie robić to w mediach. Nie zamierzam więc tego robić. Zamierzam współpracować ze wszystkimi i przynajmniej z mojej strony jest wszystko w porządku. Natomiast jak odczuwają to zawodnicy - nie wiem.

A dlaczego zdecydował się pan na przyjęcie tej propozycji?

- Wie pan, z Realu Madryt do mnie nie zadzwonili. Każdy trener czeka na telefon albo z Realu albo z Barcelony. Ja telefonów z tych klubów się na razie nie doczekałem, pół roku nie pracowałem z żadnym zespołem i dla mnie każda propozycja z ekstraklasy jest atrakcyjna.

Proszę zdradzić, jak przebiegały negocjacje z Podbeskidziem. Były trudne, czy nie zastanawiał się pan ani chwili?

- Trwało to dość długo. Było z obu stron kilka punktów negocjacji, które nie pozwalały na podpisanie umowy w dwie minuty. Z panem prezesem w poniedziałek rano się spotkaliśmy i zdecydowaliśmy się na współpracę.

Planuje pan skontaktować się z trenerem Robertem Kasperczykiem, aby poznać sytuację w drużynie z jego perspektywy?

- Nie chcę się deklarować, czy będę do niego dzwonić, czy nie. Ja mam ogromny szacunek do trenera Kasperczyka, bo kiedyś mi pomógł w bardzo prozaicznej sprawie. Zmienił termin sparingu, kiedy odmówiły mi dwie drużyny niemieckie. Szanuję go jako kolegę i jako trenera. Natomiast powiem szczerze, że zawsze obejmuje się zespół po kimś i jeszcze mi się nie zdarzyło kontaktować z poprzednikiem. Być może nie miałem potrzeby. Ale jeżeli w Bielsku się w czymś nie zorientuję i będzie taka potrzeba, to nie ma przeciwwskazań. On zostawił tutaj kupę wspomnień, sporo serca i dobry wynik. Pracował tu trzy lata, ale nagle coś się zacięło. To jest normalna sprawa i myślę, że wszyscy musimy zmienić podejście. Nie możemy tylko wypominać tego, co było złe na koniec, lecz szukać tych dobrych rzeczy, więc o trenerze Kasperczyku da się w Bielsku powiedzieć wiele, wiele dobrego.

Czego spodziewa się pan po Ireneuszu Jeleniu? Ten piłkarz może jeszcze nawiązać do formy z dawnych lat?

- Uważam, że po tym meczu z Lechią, gdyby ktoś nie wiedział, że on długo nie grał w piłkę, to by się nie domyślił. To na pewno ważny zawodnik dla tego zespołu, dla Bielska. Nie ma o czym mówić. Irek jest w takiej samej sytuacji, jak ja, bo też zdecydował się na klub, który jest w bardzo trudnym położeniu, ale zdecydował się powalczyć i udowodnił, że ma trochę charakteru, skoro chce coś udowodnić.

Pan zaczyna pracę w Bielsku od bardzo ważnego meczu z Zagłębiem. To dobry rywal na debiut?

- Już było parę meczów o "sześć punktów" - czy z Bełchatowem, czy przed przerwą na reprezentację. Akurat jesteśmy w takiej sytuacji, że trzeba wszystkie punkty wyrywać, czy to będzie Zagłębie Lubin, czy Lech Poznań. Punktów mamy na razie dwa, a do utrzymania potrzeba jeszcze... 28, bo z mniejszą ilością punktów raczej się nie utrzymamy. Trzeba walczyć do końca ze wszystkimi przeciwnikami.

Na koniec pytanie, czy w czasie negocjacji uzyskał pan jakieś zapewnienie, że zimą zespół zostanie wzmocniony?

- Wszystkim chyba zależy, żeby w Bielsku była ekstraklasa i mam nadzieję, że władzom klubu również. Trzeba zrobić wszystko, żeby tę ekstraklasę ratować. Widać gołym okiem, że na kilku pozycjach potrzeba wzmocnień, żeby to wszystko dobrze funkcjonowało nie przez 20 minut, ale przez 90-kilka, bo jak było ostatnio widać, doliczony czas gry też jest bardzo istotny dla wyniku.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również