Nowy trener Podbeskidzia: Nawałce to ja się mogę tylko ukłonić
03.11.2009
Tomasz Świderski to pewnie nawet dla części sympatyków "Górali" postać anonimowa. 36-latek wiele sobie z tego jednak nie robi... - Owszem, doświadczenia w prowadzeniu seniorów nie mam, ale jakbym się na tej robocie nie znał, to bym się za nią nie brał - podkreśla sam zainteresowany, który dotychczas z powodzeniem szkolił na Rychlińskiego grupy młodzieżowe. Z pierwszym zespołem zdążył natomiast przeprowadzić zaledwie dwa treningi.
- Jeszcze wczoraj widziałem po chłopakach, że mocno przeżywają całą sprawę z trenerem Broszem, ale dzisiaj było już mnóstwo śmiechu - zaznacza. Jak będzie wyglądało "jego" Podbeskidzie? - W porównaniu do spotkania z Flotą Świnoujście, w składzie mogą zajść co najwyżej trzy zmiany - zdradza. Jak sam bowiem przekonuje, nie ma sensu zmieniać czegoś, co było dobre, a tak właśnie ocenia pracę Brosza. - Po prostu czegoś tam zabrakło - wskazuje.
Przede wszystkim bielszczanie przestali wykorzystywać atut własnego boiska. Od początku sezonu wygrali u siebie tylko dwa razy! - Może u zawodników odzywa się ta nasza polska mentalność? Historia dowodzi przecież, że jesteśmy narodem, który mobilizuje się wtedy, kiedy warunki nie sprzyjają. A tak było, gdy przychodził tu trener Brosz. Praktycznie z niczego zrobił świetny zespół. Z kolei teraz, gdy klub wszedł już na znacznie wyższy poziom, chłopcy jakby się zablokowali. Z każdą kolejką grają na coraz większych nerwach - zauważa Świderski. Dla niego samego stres będzie tym większy, że po drugiej strony barykady stanie Adam Nawałka.
- Przed meczem mogę się mu co najwyżej nisko ukłonić i powiedzieć "dzień dobry". To wielka postać. Czapki z głów przed nim. Ale... to jest sport. Tu muszę być bezczelny - uśmiecha się młody fachowiec. - Może się zdarzyć tak, że stawka tej konfrontacji mnie sparaliżuje. Ale tylko przez pierwszych pięć minut. Potem i tak zacznę przy ławce gestykulować, skakać, krzyczeć. Tak już mam. A że dysponuję donośnym głosem... - śmieje się Świderski, który nie ukrywa, że poprzednią noc spędził na analizowaniu ostatnich występów GieKSy. Dzisiaj też pewnie o sen może być trudno. W końcu jutrzejsza rywalizacja ma dla "Górali" ogromne znaczenie.
- Jeszcze wczoraj widziałem po chłopakach, że mocno przeżywają całą sprawę z trenerem Broszem, ale dzisiaj było już mnóstwo śmiechu - zaznacza. Jak będzie wyglądało "jego" Podbeskidzie? - W porównaniu do spotkania z Flotą Świnoujście, w składzie mogą zajść co najwyżej trzy zmiany - zdradza. Jak sam bowiem przekonuje, nie ma sensu zmieniać czegoś, co było dobre, a tak właśnie ocenia pracę Brosza. - Po prostu czegoś tam zabrakło - wskazuje.
Przede wszystkim bielszczanie przestali wykorzystywać atut własnego boiska. Od początku sezonu wygrali u siebie tylko dwa razy! - Może u zawodników odzywa się ta nasza polska mentalność? Historia dowodzi przecież, że jesteśmy narodem, który mobilizuje się wtedy, kiedy warunki nie sprzyjają. A tak było, gdy przychodził tu trener Brosz. Praktycznie z niczego zrobił świetny zespół. Z kolei teraz, gdy klub wszedł już na znacznie wyższy poziom, chłopcy jakby się zablokowali. Z każdą kolejką grają na coraz większych nerwach - zauważa Świderski. Dla niego samego stres będzie tym większy, że po drugiej strony barykady stanie Adam Nawałka.
- Przed meczem mogę się mu co najwyżej nisko ukłonić i powiedzieć "dzień dobry". To wielka postać. Czapki z głów przed nim. Ale... to jest sport. Tu muszę być bezczelny - uśmiecha się młody fachowiec. - Może się zdarzyć tak, że stawka tej konfrontacji mnie sparaliżuje. Ale tylko przez pierwszych pięć minut. Potem i tak zacznę przy ławce gestykulować, skakać, krzyczeć. Tak już mam. A że dysponuję donośnym głosem... - śmieje się Świderski, który nie ukrywa, że poprzednią noc spędził na analizowaniu ostatnich występów GieKSy. Dzisiaj też pewnie o sen może być trudno. W końcu jutrzejsza rywalizacja ma dla "Górali" ogromne znaczenie.
Polecane
I liga