Nowy nabytek GKS-u Tychy: Sytuacja w Rudzie Śląskiej była trudna
06.01.2013
Tyszanie rozpoczęli mecz w Bielsku-Białej katastrofalnie, bo po 11 minutach przegrywali już 0-4. - Nie tak sobie wyobrażałem powrót - przyznaje Słonina. - W pierwszych minutach nas "nie było". Straciliśmy cztery bramki. W przerwie padło parę mocnych słów, powiedzieliśmy sobie jakie błędy popełniamy, wyszliśmy bardziej zdeterminowani i zaczęliśmy strzelać gole - przypomina.
Istotnie, w drugiej połowie GKS grał o niebo lepiej i udało mu się doprowadzić do stanu 3-4. - Strzeliliśmy bramkę kontaktową i mieliśmy stuprocentową sytuację na wyrównanie. Nie trafiliśmy, Rekord wyszedł z kontrą i "Honza" (Jan Janovsky - przyp. MT) zdobył bramkę. Wtedy uszło z nas powietrze i ta wiara gdzieś w nas przygasła - nie ukrywa.
Zawodników Grzegorza Morkisa trzeba jednak pochwalić za walkę do samego końca. Oni, mają mimo wszystko niedosyt. - Po pierwszej połowie wiary było trochę mniej, ale z każdą kolejną bramką utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że możemy stąd wywieźć chociaż remis. Doprowadzenie od stanu 0-4 do 4-4 byłoby sukcesem. Mały niedosyt więc jest. O zwycięstwo wprawdzie ciężko było się pokusić, ale remis był w naszym zasięgu, bo w drugiej połowie zdominowaliśmy drużynę Rekordu - podkreśla Słonina.
Powrót do Tychów był więc dla reprezentanta Polski nieudany. Ale co sprawiło, że zdecydował się w połowie sezonu zmienić barwy klubowe? - Sytuacja w Rudzie Śląskiej była dość trudna. Prezes powiedział, że kto chce może sobie szukać klubu, a on będzie stawiał na wychowanków. Dano mi do zrozumienia, że mogę sobie szukać klubu. Tychy chciały mnie już przed sezonem, ale wtedy byłem związany kontraktem. Teraz prezes nie robił mi problemów z odejściem. W ten sposób wróciłem na "stare śmieci" - wyjaśnia tyszanin.
GKS, który zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, w rundzie rewanżowej chce walczyć o awans do play-offów. - Stawka jest jednak bardzo wyrównana. Nie ukrywam jednak, że chcielibyśmy się załapać do ósemki. Bezpośrednio przed nami są drużyny... Wisły Kraków i Rekordu, a Remedium, z którym mieliśmy walczyć trochę nam uciekło (to się zmieniło wczoraj wieczorem, kiedy Wisła i Rekord przeskoczyły Remedium - przyp. MT). Zostało jeszcze dużo meczów, a druga połowa spotkania w Bielsku pokazała, że wszystko jest możliwe. Będziemy walczyć do ostatniej kolejki - zapowiada.
Powinno być o tyle łatwiej, że z każdym meczem Słonina powinien lepiej rozumieć się z kolegami. - Przed tym spotkaniem odbyłem z drużyną tylko dwa treningi, więc ciężko o zgranie. Będzie jednak lepiej. Druga połowa pokazała, że z tej mąki może być chleb - kończy Michał Słonina.
Istotnie, w drugiej połowie GKS grał o niebo lepiej i udało mu się doprowadzić do stanu 3-4. - Strzeliliśmy bramkę kontaktową i mieliśmy stuprocentową sytuację na wyrównanie. Nie trafiliśmy, Rekord wyszedł z kontrą i "Honza" (Jan Janovsky - przyp. MT) zdobył bramkę. Wtedy uszło z nas powietrze i ta wiara gdzieś w nas przygasła - nie ukrywa.
Zawodników Grzegorza Morkisa trzeba jednak pochwalić za walkę do samego końca. Oni, mają mimo wszystko niedosyt. - Po pierwszej połowie wiary było trochę mniej, ale z każdą kolejną bramką utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że możemy stąd wywieźć chociaż remis. Doprowadzenie od stanu 0-4 do 4-4 byłoby sukcesem. Mały niedosyt więc jest. O zwycięstwo wprawdzie ciężko było się pokusić, ale remis był w naszym zasięgu, bo w drugiej połowie zdominowaliśmy drużynę Rekordu - podkreśla Słonina.
Powrót do Tychów był więc dla reprezentanta Polski nieudany. Ale co sprawiło, że zdecydował się w połowie sezonu zmienić barwy klubowe? - Sytuacja w Rudzie Śląskiej była dość trudna. Prezes powiedział, że kto chce może sobie szukać klubu, a on będzie stawiał na wychowanków. Dano mi do zrozumienia, że mogę sobie szukać klubu. Tychy chciały mnie już przed sezonem, ale wtedy byłem związany kontraktem. Teraz prezes nie robił mi problemów z odejściem. W ten sposób wróciłem na "stare śmieci" - wyjaśnia tyszanin.
GKS, który zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli, w rundzie rewanżowej chce walczyć o awans do play-offów. - Stawka jest jednak bardzo wyrównana. Nie ukrywam jednak, że chcielibyśmy się załapać do ósemki. Bezpośrednio przed nami są drużyny... Wisły Kraków i Rekordu, a Remedium, z którym mieliśmy walczyć trochę nam uciekło (to się zmieniło wczoraj wieczorem, kiedy Wisła i Rekord przeskoczyły Remedium - przyp. MT). Zostało jeszcze dużo meczów, a druga połowa spotkania w Bielsku pokazała, że wszystko jest możliwe. Będziemy walczyć do ostatniej kolejki - zapowiada.
Powinno być o tyle łatwiej, że z każdym meczem Słonina powinien lepiej rozumieć się z kolegami. - Przed tym spotkaniem odbyłem z drużyną tylko dwa treningi, więc ciężko o zgranie. Będzie jednak lepiej. Druga połowa pokazała, że z tej mąki może być chleb - kończy Michał Słonina.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów