Nova - Rekord 2-5. Mistrzostwo ucieka? Beniaminek goni medal
21.02.2010
Ciężar gatunkowy spotkania dla obu zespołów był spory. Gospodarze walczyli, aby nie wypaść z czołówki bijącej się o mistrzostwo, natomiast beniaminek wciąż "goni" medal. - Presji "o pudło" nie ma. Cel czyli utrzymanie mamy zapewnione, ale jeżeli jest szansa na coś więcej, to dlaczego nie mamy z niej skorzystać? - pytał Paweł Machura, który był chyba najszczęśliwszym zawodnikiem po meczu. - Nie da się tego opisać. Koledzy dostaną od Radka Polaska i ode mnie prezent - uśmiechał się piłkarz Rekordu. Radość była tak ogromna, gdyż razem z Czechem strzelili po jednym golu na parkiecie zespołu, w którym do niedawna jeszcze grali.
Słowa piosenki płynącej z głośników w przerwie: "Jaki tu spokój, nic się nie dzieje..." doskonale obrazowały pierwszą odsłonę. - Nie mogliśmy z Novą grać otwartego futsalu. Czekaliśmy na błąd i możliwość wyprowadzenia kontry - tłumaczył taktykę Machura. Gospodarze za to, jak w każdym meczu, rzucili się do ataku i... - Znowu straciliśmy gola. Zamiast spokojnie wyjść na jedno czy dwu bramkowe prowadzenie, musieliśmy gonić wynik. Wtedy wkradają się nerwy i nie idzie - irytował się Błażej Korczyński, trener katowiczan.
- Szczególnie mi nie szło. Zawaliłem dwukrotnie (podanie wprost pod nogi rywala oraz nieporozumienie z Mirgą - przyp. red.) i to w kluczowych momentach - bił się w pierś Nawrat. - Jedyne co mogę zrobić, to przeprosić kolegów. Mam nadzieję, że dzisiejsza porażka nie zaważy o mistrzostwie - dodał załamany bramkarz miejscowych. - Trzeba sobie po męsku powiedzieć, jakie były błędy. Bartek wie, że je popełnił. W kolejnych meczach będzie musiał się zrehabilitować - szkoleniowiec ocenił występ zawodnika.
Co prawda golkiper gospodarzy nie popisał się w wspomnianych sytuacjach, ale... - Stałem tam gdzie miałem stać - uśmiechał się Tomasz Dura, strzelec dwóch bramek, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko dostawić nogę przy podaniach partnerów. Wynik ustalony został po strzałach do pustej bramki, gdy katowiczanie wycofali bramkarza.
Słowa piosenki płynącej z głośników w przerwie: "Jaki tu spokój, nic się nie dzieje..." doskonale obrazowały pierwszą odsłonę. - Nie mogliśmy z Novą grać otwartego futsalu. Czekaliśmy na błąd i możliwość wyprowadzenia kontry - tłumaczył taktykę Machura. Gospodarze za to, jak w każdym meczu, rzucili się do ataku i... - Znowu straciliśmy gola. Zamiast spokojnie wyjść na jedno czy dwu bramkowe prowadzenie, musieliśmy gonić wynik. Wtedy wkradają się nerwy i nie idzie - irytował się Błażej Korczyński, trener katowiczan.
- Szczególnie mi nie szło. Zawaliłem dwukrotnie (podanie wprost pod nogi rywala oraz nieporozumienie z Mirgą - przyp. red.) i to w kluczowych momentach - bił się w pierś Nawrat. - Jedyne co mogę zrobić, to przeprosić kolegów. Mam nadzieję, że dzisiejsza porażka nie zaważy o mistrzostwie - dodał załamany bramkarz miejscowych. - Trzeba sobie po męsku powiedzieć, jakie były błędy. Bartek wie, że je popełnił. W kolejnych meczach będzie musiał się zrehabilitować - szkoleniowiec ocenił występ zawodnika.
Co prawda golkiper gospodarzy nie popisał się w wspomnianych sytuacjach, ale... - Stałem tam gdzie miałem stać - uśmiechał się Tomasz Dura, strzelec dwóch bramek, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko dostawić nogę przy podaniach partnerów. Wynik ustalony został po strzałach do pustej bramki, gdy katowiczanie wycofali bramkarza.
Polecane
Futsal Ekstraklasa