Nova Katowice nie chce popełnić "grzechów" poprzedniczki z Gliwic

12.11.2009
Choć Nova Katowice w obecnych rozgrywkach ekstraklasy zajmuje pozycję wicelidera, ostatnie konfrontacje uwidoczniły sporo mankamentów w ich boiskowych poczynaniach.
Nova Katowice w swoim oficjalnym debiucie w ekstraklasie, przegrywając z Cleareksem, zaliczyła spory faltrast. - To był najważniejszy mecz! Pierwsze spotkanie w sezonie, derby, prestiż, komfort psychiczny - wyliczał wówczas trener Ivan Ilczyszyn. Od tego momentu minęły dwa miesiące i jego podopieczni - mimo czarnych scenariuszy szkoleniowca - nie znaleźli kolejnego pogromcy. Ich gra jest jednak jeszcze daleka od ideału, o czym świadczyć mogą choćby ostatnie pojedynki z Gwiazdą i Rekordem, w których do ostatniej sekundy drżeli o wynik. Nie popisali się też w sensacyjnie zremisowanym u siebie meczu z Kupczykiem Kraków.

Z czego wynikają owe "wojny nerwów", przez które kibice Novej narażeni są na szybsze bicie serc? - Czasem nie potrafimy się jeszcze w 100 procentach skoncentrować nad naszą grą. Wszystko niby idzie zgodnie z planem, ale tracimy głupie bramki i do ostatniej chwili musimy się martwić o korzystny rezultat - wskazuje Zbigniew Mirga, gracz ze stolicy Górnego Śląska.

Jest też druga strona medalu, bo... - Ta sytuacja jest dokładnie odwrotna od tego, co - jeszcze jako P.A. Nova Gliwice - prezentowaliśmy w ubiegłym sezonie. Wtedy, choć graliśmy efektownie, traciliśmy "oczka", które ostatecznie pozbawiły nas podium. Nie chodzi nam więc o piękną grę, a jedynie o następne  komplety punktów dopisywane do naszego konta - zaznacza Mirga.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również