Nova - GKS Jachym 6-5. Tyszanie dokonali rzeczy niemożliwej
14.11.2009
Jeszcze długo po spotkaniu w szopienickiej hali trener GKS-u, Grzegorz Morkis, nie mógł uwierzyć, w to co się stało. Jego podopieczni czterokrotnie prowadzili z Novą, ale pojedynku nie wygrali. Mało tego, nie wywieźli nawet punktu. - To kolejny mecz, w którym schodzimy pokonani, praktycznie na własne życzenie - irytował się Paweł Szarek, zdobywca pierwszej bramki. - Już nie wiem jak to tłumaczyć. W naszej drużynie jest wszystko. Walka, dobra gra, sporo goli, a jednak czegoś brakuje - rozkładał bezradnie ręce szkoleniowiec gości - Szczęścia - wskazuje przyczynę Szarek. - Tak było z Grembachem, Rekordem czy Akademią - wylicza piłkarz.
Konfrontacja obu zespołów wyglądała jak walka bokserska. Za każdy otrzymany cios rywal odpowiadał tym samym. Do przerwy zespołom udało się dwukrotnie umieścić piłkę w siatce. Miejscowi mieli jeszcze szansę na dwie bramki z przedłużonych rzutów karnych, ale strzały Cleversona i Halisona wybronił Krzyśka. - To powinien być przełomowy dla nas moment. Spokojnie mogliśmy wyjść na prowadzenie i byłby luz psychiczny. A tak męczyliśmy się do samego końca - zauważył Błażej Korczyński, kapitan Novej.
Miejscowi drżeli o wynik, gdyż w wyśmienitej formie był lider GKS-u, Myszor. Popularny "Myszka” zdobył trzy gole, w tym wyrównującego, w końcówce, kiedy to chwilę wcześniej katowiczanie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie.
Remis nie zadowalał gospodarzy. - Jeden punkt to dla nas porażka - potwierdzał Korczyński. Dlatego wycofali bramkarza. Manewr przyniósł efekt. Skopiować rywali próbowali tyszanie, ale bez powodzenia i w dramatycznych okolicznościach polegli.
Konfrontacja obu zespołów wyglądała jak walka bokserska. Za każdy otrzymany cios rywal odpowiadał tym samym. Do przerwy zespołom udało się dwukrotnie umieścić piłkę w siatce. Miejscowi mieli jeszcze szansę na dwie bramki z przedłużonych rzutów karnych, ale strzały Cleversona i Halisona wybronił Krzyśka. - To powinien być przełomowy dla nas moment. Spokojnie mogliśmy wyjść na prowadzenie i byłby luz psychiczny. A tak męczyliśmy się do samego końca - zauważył Błażej Korczyński, kapitan Novej.
Miejscowi drżeli o wynik, gdyż w wyśmienitej formie był lider GKS-u, Myszor. Popularny "Myszka” zdobył trzy gole, w tym wyrównującego, w końcówce, kiedy to chwilę wcześniej katowiczanie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie.
Remis nie zadowalał gospodarzy. - Jeden punkt to dla nas porażka - potwierdzał Korczyński. Dlatego wycofali bramkarza. Manewr przyniósł efekt. Skopiować rywali próbowali tyszanie, ale bez powodzenia i w dramatycznych okolicznościach polegli.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów