Niesamowita pogoń FC Siemianowice. Bramkarz bohaterem!
31.10.2011
Wyjazd do Polkowic można uznać za udany, choć dużo nie brakowało a mogli wrócić na tarczy. Siemianowiczan uchronił przed tym Janusz Potempa, który swoimi interwencjami wprawiał w osłupienie wszystkich obecnych w polkowickiej hali.
Ale po kolei. Przed meczem trener Nowacki uczulał zawodników, aby nie dali sobie strzelić pierwszej bramki, bo to może uskrzydlić będącą w dołku drużynę TPH. Niestety, tej rady zawodnicy FCS nie wzięli sobie do serca i po 10 minutach meczu przegrywali 0-1. Straty szybko odrobił Cierpioł uderzeniem sprzed pola karnego. Piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców i wpadła do bramki.
W końcówce pierwszej części gry na prowadzenie gościom dał Rabczak. Druga połowa rozpoczęła się już po myśli naszej ekipy. Wydawało się, że minuta po minucie zdobyte dwie bramki przez Jagiełłę oraz Pękalę ustawią spotkanie i już nic złego się nie wydarzy. Nic bardziej mylnego. Zawodnicy trenera Nowackiego wykorzystali limit fauli na piętnaście minut przed końcem spotkania, co spowodowało wielki chaos w siemianowickiej drużynie.
Do tego wszystkiego, przyjezdni stracili dwie bramki, a przy stanie 4-3 z boiska "wyleciał" Mariusz Seget za drugą żółta kartkę. Rywale nie wykorzystali jednak gry w przewadze. - Nie wiem, co się dzieje. Brakuje nam skuteczności. Z drugiej strony, bramkarz siemianowiczan bronił wprost wspaniale i nie uważam aby miał "dzień konia"- podsumował kapitan polkowiczan.
Trzeba przyznać, że gdyby nie Janusz Potempa to z Polkowic beniaminek wróciłby bez punktów. Na uznanie zasługuje również Michał Włodarek, który wziął ciężar gry na siebie w najbardziej potrzebnym momencie. Uderzeniem z pierwszej piłki trafił do pustej bramki TPH. Trafienie było o tyle niezwykłe, że uderzał praktycznie spod własnego pola karnego. Na kilka sekund przed końcem swoją drugą bramkę
dołożył jeszcze Rabczak i zwycięstwo stało się faktem.
Ale po kolei. Przed meczem trener Nowacki uczulał zawodników, aby nie dali sobie strzelić pierwszej bramki, bo to może uskrzydlić będącą w dołku drużynę TPH. Niestety, tej rady zawodnicy FCS nie wzięli sobie do serca i po 10 minutach meczu przegrywali 0-1. Straty szybko odrobił Cierpioł uderzeniem sprzed pola karnego. Piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców i wpadła do bramki.
W końcówce pierwszej części gry na prowadzenie gościom dał Rabczak. Druga połowa rozpoczęła się już po myśli naszej ekipy. Wydawało się, że minuta po minucie zdobyte dwie bramki przez Jagiełłę oraz Pękalę ustawią spotkanie i już nic złego się nie wydarzy. Nic bardziej mylnego. Zawodnicy trenera Nowackiego wykorzystali limit fauli na piętnaście minut przed końcem spotkania, co spowodowało wielki chaos w siemianowickiej drużynie.
Do tego wszystkiego, przyjezdni stracili dwie bramki, a przy stanie 4-3 z boiska "wyleciał" Mariusz Seget za drugą żółta kartkę. Rywale nie wykorzystali jednak gry w przewadze. - Nie wiem, co się dzieje. Brakuje nam skuteczności. Z drugiej strony, bramkarz siemianowiczan bronił wprost wspaniale i nie uważam aby miał "dzień konia"- podsumował kapitan polkowiczan.
Trzeba przyznać, że gdyby nie Janusz Potempa to z Polkowic beniaminek wróciłby bez punktów. Na uznanie zasługuje również Michał Włodarek, który wziął ciężar gry na siebie w najbardziej potrzebnym momencie. Uderzeniem z pierwszej piłki trafił do pustej bramki TPH. Trafienie było o tyle niezwykłe, że uderzał praktycznie spod własnego pola karnego. Na kilka sekund przed końcem swoją drugą bramkę
dołożył jeszcze Rabczak i zwycięstwo stało się faktem.
Polecane
Futsal Ekstraklasa