Nieciecza - Podbeskidzie 0-5. "Górale" wspięli się na szczyt!
15.08.2010
Starcie z Podbeskidziem Bielsko-Biała było pierwszym na szczeblu I ligi rozgrywanym w Niecieczy. - Cała wieś i okolica żyły tym spotkaniem. Szkoda, że skończyło się to takim wynikiem - żałował Marcin Jałocha, trener gospodarzy. Frekwencja była faktycznie imponująca - w miejscowości, którą zamieszkuje 700 osób, na stadionie zjawiło się ich aż 1600! - Widać było, że Nieciecza nie wytrzymała chyba psychicznie tego meczu. Świadczy o tym fakt, jak łatwo zdobyliśmy przewagę w środku pola - mówi z kolei Robert Kasperczyk. Z tej optycznej przewagi bielszczan nic jednak w pierwszej połowie nie wynikało. Goście oddali tylko jeden celny strzał, natomiast gospodarze... żadnego, co może posłużyć za całe podsumowanie poziomu gry.
Na drugą połowę wyszło zupełnie inne Podbeskidzie. Minęły ledwie cztery minuty, a już Robert Demjan urwał się obrońcom, wpadł w pole karne i, mimo asysty czterech obrońców, idealnie odegrał do Macieja Rogalskiego. Ten nie podpalił się, ale lekko kopnął po ziemi obok interweniującego Macieja Budki. - Te słowa, które trener przekazał mi po meczu z Polkowicami na pewno uderzyły w moje ambicje, choć w paru kwestiach bym się nie zgodził. Takie jest życie piłkarza, że czasem ma się słabszy dzień. Ważne, że dziś poprawę było widać gołym okiem - cieszy się pomocnik.
Były zawodnik Lechii Gdańsk przyczynił się do jeszcze jednego gola, świetnie dogrywając z rzutu wolnego na głowę Sławomira Cienciały, który uczcił swój awans na drugie miejsce w historii występów w Podbeskidziu, zdobyciem pierwszej od blisko roku bramki.
Wcześniej z gola cieszył się jeszcze Adam Cieśliński, który najpierw urwał się obrońcom i dał się sfaulować w polu karnym, a następnie sam wymierzył sprawiedliwość. Było to jego pierwsze trafienie w barwach "Górali". - W przerwie Adam zgłaszał mi, że ma całą spuchniętą lewą kostkę. Ustaliliśmy, że wyjdzie na drugą połowę, a jak coś będzie nie tak, to da sygnał. No i dał, po strzeleniu bramki - opowiada Kasperczyk. Końcówka meczu upłynęła pod znakiem desperackich prób strzelenia gola ze strony Niecieczy. Gospodarze porzucili właściwie obronę i chwilę później przekonali się jak wielkim błędem jest pozostawianie niepilnowanego Demjana.
Na dwie minuty przed końcem jeden z zawodników LKS-u trafił w poprzeczkę, bielszczanie wyprowadzili błyskawiczną kontrę, którą Słowak wykończył pięknie lobując Budkę. Nie był to jednak koniec popisów przyjezdnych, bo w doliczonym czasie gry znów skrzydłem urwał się Demjan, ale tym razem nie wykorzystał sytuacji sam, lecz dograł piłkę "na patelni" do Sylwestra Patejuka, który dopełnił dzieła zniszczenia Niecieczy.
Konferencja prasowa:
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Bardzo się cieszę ze zwycięstwa, a przede wszystkim ze stylu. Ja już po pierwszej połowie byłem zadowolony z naszej postawy, widać było, że nie nastawiliśmy się na jakieś czekanie w środku pola. Graliśmy to, co ćwiczymy na zajęciach - wysoki pressing, ataki z dwoma-trzema podaniami. Wynik jest krzywdzący dla drużyny gospodarzy, ktoś kto nie był na meczu, może pomyśleć, że grała jedna drużyna. Przy stanie 0-0 Nieciecza miała sytuacje, gdyby to strzeliła, mogłoby być różnie. Wydaje mi się, że rywale trochę spalili się psychicznie. Takie było moje odczucie, bo od razu od pierwszej minuty zdominowaliśmy środek pola. Myślę, że taka szkoła gospodarzom się przyda. Ja parę razy taką szkołę miałem i umiałem wyciągnąć wnioski. Marcin jest na tyle doświadczonym i dobrym trenerem, że też będzie wiedział co robić, a jego zespołowi mocno kibicuję, bo jestem rodowitym Małopolaninem. Myślę, że to jest kwestia jednego meczu by się odbili. A swoim chłopcom mogę jedynie pogratulować.
Marcin Jałocha (trener Niecieczy): Szkoda, że przegraliśmy ten mecz tak wysoko. Straciliśmy kuriozalną pierwszą bramkę. Chłopcy starali się jeszcze walczyć, ale kolejne gole ich dobiły. Same chęci starczały może na drugą ligę, ale jak widać na pierwszą to za mało. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach wyciągniemy z tej szkoły wnioski. Szkoda, że tak się skończył ten pierwszy mecz u siebie, wszyscy nim żyli. Trzeba wyciągnąć wnioski i zacząć wreszcie zdobywać bramki!
Na drugą połowę wyszło zupełnie inne Podbeskidzie. Minęły ledwie cztery minuty, a już Robert Demjan urwał się obrońcom, wpadł w pole karne i, mimo asysty czterech obrońców, idealnie odegrał do Macieja Rogalskiego. Ten nie podpalił się, ale lekko kopnął po ziemi obok interweniującego Macieja Budki. - Te słowa, które trener przekazał mi po meczu z Polkowicami na pewno uderzyły w moje ambicje, choć w paru kwestiach bym się nie zgodził. Takie jest życie piłkarza, że czasem ma się słabszy dzień. Ważne, że dziś poprawę było widać gołym okiem - cieszy się pomocnik.
Były zawodnik Lechii Gdańsk przyczynił się do jeszcze jednego gola, świetnie dogrywając z rzutu wolnego na głowę Sławomira Cienciały, który uczcił swój awans na drugie miejsce w historii występów w Podbeskidziu, zdobyciem pierwszej od blisko roku bramki.
Wcześniej z gola cieszył się jeszcze Adam Cieśliński, który najpierw urwał się obrońcom i dał się sfaulować w polu karnym, a następnie sam wymierzył sprawiedliwość. Było to jego pierwsze trafienie w barwach "Górali". - W przerwie Adam zgłaszał mi, że ma całą spuchniętą lewą kostkę. Ustaliliśmy, że wyjdzie na drugą połowę, a jak coś będzie nie tak, to da sygnał. No i dał, po strzeleniu bramki - opowiada Kasperczyk. Końcówka meczu upłynęła pod znakiem desperackich prób strzelenia gola ze strony Niecieczy. Gospodarze porzucili właściwie obronę i chwilę później przekonali się jak wielkim błędem jest pozostawianie niepilnowanego Demjana.
Na dwie minuty przed końcem jeden z zawodników LKS-u trafił w poprzeczkę, bielszczanie wyprowadzili błyskawiczną kontrę, którą Słowak wykończył pięknie lobując Budkę. Nie był to jednak koniec popisów przyjezdnych, bo w doliczonym czasie gry znów skrzydłem urwał się Demjan, ale tym razem nie wykorzystał sytuacji sam, lecz dograł piłkę "na patelni" do Sylwestra Patejuka, który dopełnił dzieła zniszczenia Niecieczy.
Konferencja prasowa:
Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia): Bardzo się cieszę ze zwycięstwa, a przede wszystkim ze stylu. Ja już po pierwszej połowie byłem zadowolony z naszej postawy, widać było, że nie nastawiliśmy się na jakieś czekanie w środku pola. Graliśmy to, co ćwiczymy na zajęciach - wysoki pressing, ataki z dwoma-trzema podaniami. Wynik jest krzywdzący dla drużyny gospodarzy, ktoś kto nie był na meczu, może pomyśleć, że grała jedna drużyna. Przy stanie 0-0 Nieciecza miała sytuacje, gdyby to strzeliła, mogłoby być różnie. Wydaje mi się, że rywale trochę spalili się psychicznie. Takie było moje odczucie, bo od razu od pierwszej minuty zdominowaliśmy środek pola. Myślę, że taka szkoła gospodarzom się przyda. Ja parę razy taką szkołę miałem i umiałem wyciągnąć wnioski. Marcin jest na tyle doświadczonym i dobrym trenerem, że też będzie wiedział co robić, a jego zespołowi mocno kibicuję, bo jestem rodowitym Małopolaninem. Myślę, że to jest kwestia jednego meczu by się odbili. A swoim chłopcom mogę jedynie pogratulować.
Marcin Jałocha (trener Niecieczy): Szkoda, że przegraliśmy ten mecz tak wysoko. Straciliśmy kuriozalną pierwszą bramkę. Chłopcy starali się jeszcze walczyć, ale kolejne gole ich dobiły. Same chęci starczały może na drugą ligę, ale jak widać na pierwszą to za mało. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach wyciągniemy z tej szkoły wnioski. Szkoda, że tak się skończył ten pierwszy mecz u siebie, wszyscy nim żyli. Trzeba wyciągnąć wnioski i zacząć wreszcie zdobywać bramki!
Polecane
I liga