Nie przeszła wycięta narzutka, więc numer zrobiono z... plastra

31.03.2009
Do małego zamieszania doszło w końcówce meczu GKS-u Jachym z P.A. Novą. Nie mając nic do stracenia, tyszanie chcieli wprowadzić lotnego bramkarza. I pojawił się problem jego koszulki.
GKS Jachym przegrywał z mistrzem kraju 1-2. Musiał atakować, więc postanowił wprowadzić lotnego bramkarza. Problem w tym, że tyszanie posiadali dla niego bluzę w białym kolorze, czyli takim samym w jakim grali tego dnia goście. Gospodarze zaczęli więc kombinować w co ubrać Piotra Słoninę, aby mógł zmienić bramkarza Zbigniewa Modrzika. Pierwszy pomysł, to charakterystyczna żółta narzutka z wyciętym tyłem, tak aby było nadal widać numer Słoniny.

Oburzyli się w tym momencie gliwiczanie. - Nie! Nie zgadzamy się. To wbrew przepisom - zaznaczył twardo Błażej Korczyński. Po chwili zamieszania jego zdanie podzielili sędziowie. - Szczerze? Miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony liczy się gra, a z drugiej trzeba respektować przepisy. Nawet te irracjonalne - przyznaje Roman Sowiński. - Zawsze byłem za tym, aby dopuścić wycinane koszulki. Przecież trudno przewidzieć jaki numer nadrukować na koszulce bramkarza lotnego. Wytypowany przed meczem zawodnik może przecież odnieść kontuzję. I co wtedy? - zauważył menedżer P.A. Novej.

Sytuację uratował pomysł Modrzika, który grał tego dnia w niebieskiej bluzie. Na ławce tyszan znaleziono koszulkę w takim samym kolorze, na którą naniesiono... plastrem numer Michała Słoniny (siódemkę). I w taki sposób, to drugi z braci pełnił rolę bramkarza lotnego, ubrany w prowizoryczny strój.

- Takie sytuacje nie powinny się zdarzać na parkietach ekstraklasy - przyznali zawodnicy obu drużyn. Dodajmy, że początkowy sprzeciw gliwiczan wynikał z przeszłości. - Jesienią przymknęliśmy oko i w ostatnich sekundach straciliśmy gola - tłumaczył Korczyński. I w Gliwicach padł wówczas remis. Tym razem historia się nie powtórzyła.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również