"Nie mam wątpliwości, że chcę tutaj zakończyć karierę"
07.03.2011
To nie jest historia jak Adriana Sikory, Tomasza Moskały czy Tomasza Jodłowca. Oni zostali na początkowym etapie kariery zauważeni przez Podbeskidzie i w nim się wypromowali. A Marek Sokołowski karierę rozpoczynał już w barwach BBTS-u Włókniarz, który po serii fuzji stał się w efekcie Podbeskidziem. Swój premierowy mecz rozegrał 13 kwietnia 1996 roku, a bielszczanie ulegli wówczas Unii Oświęcim 0-2, w rozgrywkach IV ligi.
W Bielsku-Białej grał do końca XX wieku, kiedy odszedł do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, jednak po awansie Podbeskidzia na zaplecze ekstraklasy wrócił na rundę wiosenną, by pomóc ratować II-ligowy byt. Udało się, więc Sokołowski mógł z czystym sercem kontynuować karierę na ekstraklasowym poziomie. Grał w Odrze Wodzisław, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, w barwach której zdobył dwa Puchary Polski i dwa Puchary Ligi, oraz w Polonii Warszawa. Jak dotychczas w najwyższej lidze rozegrał 169 meczów i zdobył dziewięć goli.
Chce jednak, by jego dorobek jeszcze się powiększył, dlatego przyszedł pomóc Podbeskidziu w awansie. Ostatni raz jego grę bielscy kibice mogli oglądać 7 czerwca 2003 roku w meczu z Polarem Wrocław (1-1). Sokołowski regularnie pojawiał się później na trybunach jako widz, ale by wybiec na murawę, musiał czekać do sobotniego spotkania z Kolejarzem Stróże. Nic dziwnego, że było to wyjątkowe dla zawodnika, ale też dla fanów, którzy przywitali go, skandując jego nazwisko.
- Uwielbiam tutaj grać, uważam, że szybko się zaaklimatyzowałem. Nie mogłoby być źle w moim klubie i w moim mieście. Bardzo przyjemnie znów poczuć klimat tego stadionu. Nie mam wątpliwości, że chcę tu zakończyć karierę - mówił po meczu pełen entuzjazmu Sokołowski. A trzeba przyznać, że pomocnik pokazał się z bardzo dobrej strony - samobójczy gol padł po jego chytrym zagraniu, a cały jego występ mógł się podobać.
W Bielsku-Białej grał do końca XX wieku, kiedy odszedł do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, jednak po awansie Podbeskidzia na zaplecze ekstraklasy wrócił na rundę wiosenną, by pomóc ratować II-ligowy byt. Udało się, więc Sokołowski mógł z czystym sercem kontynuować karierę na ekstraklasowym poziomie. Grał w Odrze Wodzisław, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, w barwach której zdobył dwa Puchary Polski i dwa Puchary Ligi, oraz w Polonii Warszawa. Jak dotychczas w najwyższej lidze rozegrał 169 meczów i zdobył dziewięć goli.
Chce jednak, by jego dorobek jeszcze się powiększył, dlatego przyszedł pomóc Podbeskidziu w awansie. Ostatni raz jego grę bielscy kibice mogli oglądać 7 czerwca 2003 roku w meczu z Polarem Wrocław (1-1). Sokołowski regularnie pojawiał się później na trybunach jako widz, ale by wybiec na murawę, musiał czekać do sobotniego spotkania z Kolejarzem Stróże. Nic dziwnego, że było to wyjątkowe dla zawodnika, ale też dla fanów, którzy przywitali go, skandując jego nazwisko.
- Uwielbiam tutaj grać, uważam, że szybko się zaaklimatyzowałem. Nie mogłoby być źle w moim klubie i w moim mieście. Bardzo przyjemnie znów poczuć klimat tego stadionu. Nie mam wątpliwości, że chcę tu zakończyć karierę - mówił po meczu pełen entuzjazmu Sokołowski. A trzeba przyznać, że pomocnik pokazał się z bardzo dobrej strony - samobójczy gol padł po jego chytrym zagraniu, a cały jego występ mógł się podobać.
Polecane
I liga