Nie chciał, ale... zechciał. Jak Niechciał Podbeskidziu odmawiał

12.07.2012
Skoro mamy okienko transferowe, to do przymiarek transferowych Podbeskidzia Bielsko-Biała możemy wpisać Mateusza Niechciała. Ryzyko pomyłki? Bliskie zera. Bielszczanie zabiegają o niego od 2,5 roku!
Ledwo Robert Kasperczyk zaczynał pracę w Bielsku-Białej, ledwo poznał drużynę, a już przypomniał sobie o obrońcy, którego jeszcze przed wkroczeniem w pełnoletniość wprowadzał do seniorskiej drużyny Hutnika Kraków. Mateusz Niechciał grał już wtedy w I-ligowym GKS-ie Katowice. Choć przeprowadzka nie byłaby specjalnie uciążliwa, bo oba miasta dzieli tylko kilkadziesiąt kilometrów, a oba kluby grały na tym samym poziomie rozgrywkowym, krakowianin chyba większy potencjał dostrzegł w drużynie z Katowic...

- Chcę grać w GKS-ie. Wspaniali kibice, fajne miasto... Podoba mi się tu - powiedział 9 stycznia 2010 roku w naszym portalu, spytany przez nas o propozycję z Podbeskidzia. "Górale" grali wtedy o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy. Po heroicznej walce, osiągnęli cel, a Kasperczyk zaczął kompletować drużynę na miarę awansu. Zwrócił się więc do... Niechciała. A ten znów odmówił.

Podbeskidzie awansowało do ekstraklasy, a GieKSa grzęzła w marazmie. Co więcej, pozycja Niechciała była coraz słabsza. Lewego obrońcę trenerzy coraz rzadziej widzieli w składzie i w końcu wylądował w Sandecji Nowy Sącz. Wtedy, zima tego roku, odniósł się do propozycji składanych przez bielszczan. - Ofertę składało dwa razy, a ja dwa razy odmówiłem. Teraz, kiedy dawno już jest po fakcie, mogę żałować. Bielsko zrobiło awans, a - jak pokazuje przypadek Krzysztofa Króla - Michał Osiński wcale nie był kimś nie do wygryzienia ze składu - mówił.

Listonosz zawsze dzwoni dwa razy, a Kasperczyk... nawet więcej. Wspomnianego Osińskiego już w Bielsku-Białej nie ma, a to oznacza deficyt lewych obrońców. Trener Podbeskidzia wziął więc na testy Niechciała... Tym razem już nie odmówił.

- Dwa lata temu, albo półtora roku temu były dwa zapytania. Ja chciałem zostać w Katowicach. Co prawda teraz żałuję z perspektywy czasu, ale trener na szczęście odezwał sie po raz trzeci - przyznał obrońca.

Trener Kasperczyk w swojego wychowanka wierzy, choć zaznacza, że ten nie jest jeszcze gotowy do gry. A jak widzi swoje szanse na pozostanie w Bielsku-Białej sam piłkarz? -  Mam zapowiedziane spotkanie z panem prezesem i liczę, że wszystko pójdzie po mojej mysli. Czuję się tu dobrze, treningi są na super obiektach. Jest oczywiście ekstraklasa, więc są ambicje do  podnoszenia umiejętności - podkreślił.

Dla Niechciała spore znaczenie ma też osoba szkoleniowca. - Jeszcze jako 16-latek wchodziłem do seniorskiej piłki, bardzo mi pomógł, dał zadebiutować w III lidze. Z trenerem sie znamy i cieszę się bardzo, że mnie zapamiętał - nie ukrywał.

Wczoraj 24-latek dostał szansę pokazania się przez 90 minut sparingu z MFK Dolny Kubin i nie zachwycił. Jak on sam ocenił to spotkanie? - W pierwszej połowie aura dała się we znaki obu drużynom. Fizycznie cięzko wyglądało, troche nam zabrakło pary, ale  w drugiej połowie się odbudowaliśmy, padło trochę gorzkich słów w szatni i udało się wygrać po raz kolejny - zakończył Mateusz Niechciał.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również