Napastnik Wisły: Podbeskidzie było nastawione tylko na stałe fragmenty gry
04.03.2013
W 66. minucie Boguski był ewidentnie faulowany w polu karnym przez Marka Sokołowskiego. Sędzia Marcin Borski podyktował "jedenastkę", ale po konsultacji z arbitrem bramkowy zmienił decyzję i ukarał napastnika Wisły żółtą kartką. - Co ja mam po tej sytuacji powiedzieć? Bramkowy podjął tę decyzję, bo główny najpierw pokazał karnego, a potem się z niego wycofał - rozkładał ręce "Boguś".
Zawodnik krakowian przyznaje jednak, że gra jego zespołu też nie wyglądała dobrze, choć winę za to zwala także na gości. - Nie graliśmy dobrze, ale miał na to wpływ fakt, że Podbeskidzie było skupione tylko na wykonywaniu stałych fragmentów gry. Nawet z własnej połowy grali długą piłką. Ciężko było stworzyć sytuację, gdy 22 zawodników było na jednej połowie. Nie mogliśmy przebić tego muru - przyznał, choć akurat z liczbą graczy na połowie bielszczan przesadził. Wszak Siergieja Pareiki ani razu na niej nie było...
Gospodarze chcieli też grać pressingiem, ale znów bielszczanie im to skutecznie uniemożliwiali. - Próbowaliśmy zrobić tak, żeby nie rozgrywali piłki. Wiedzieliśmy, że gdy się ich przyciśnie, to grają długimi podaniami. Ale oni walili długą nawet jak byliśmy 10 metrów od nich! Nie było sensu do nich blisko podchodzić, skoro wiedzieliśmy, że boczni i środkowi obrońcy będą od razu walić do przodu - tłumaczył taktyczne niuanse Boguski.
Napastnik nie był jednak zadowolony ze swojej gry. - Nie mogę być. Miałem sytuację, mogłem strzelić gola, ale trafiłem w bark bramkarza. Gdybym trafił, wszyscy byliby zadowoleni. Próbowaliśmy się z Ivicą Ilievem wymieniać, rozmawialiśmy o tym, że jak jeden pójdzie do przodu, to niech ten drugi zostanie, żeby mieć krótszą drogę powrotu, nie tracić za dużo sił i mieć je jak najdłużej - dodał. Odpierał też zarzuty krakowskich dziennikarzy, którzy narzekali, że w Wiśle nie miał kto wykańczać akcji w polu karnym. - Wydaje mi się, że ja tam byłem, był też Ivica, ale przy moim wzroście czasem ciężko uderzyć wysoko zagraną piłkę - bronił się.
Dobrych stron tego spotkania, Boguski szukał natomiast, podobnie jak Dariusz Kubicki, w grze obronnej swojego zespołu. - Tak, to może być plusem tego spotkania. Znowu nie straciliśmy bramki. Trzeba tylko popawić ofensywę i będzie lepiej. Z Polonią Warszawa poprzeczka pójdzie w górę, choć myślę, że ona też będzie grać z kontrataku, tak jak to robiła z Lechią Gdańsk czy z Lechem Poznań - kończy Rafał Boguski.
Zawodnik krakowian przyznaje jednak, że gra jego zespołu też nie wyglądała dobrze, choć winę za to zwala także na gości. - Nie graliśmy dobrze, ale miał na to wpływ fakt, że Podbeskidzie było skupione tylko na wykonywaniu stałych fragmentów gry. Nawet z własnej połowy grali długą piłką. Ciężko było stworzyć sytuację, gdy 22 zawodników było na jednej połowie. Nie mogliśmy przebić tego muru - przyznał, choć akurat z liczbą graczy na połowie bielszczan przesadził. Wszak Siergieja Pareiki ani razu na niej nie było...
Gospodarze chcieli też grać pressingiem, ale znów bielszczanie im to skutecznie uniemożliwiali. - Próbowaliśmy zrobić tak, żeby nie rozgrywali piłki. Wiedzieliśmy, że gdy się ich przyciśnie, to grają długimi podaniami. Ale oni walili długą nawet jak byliśmy 10 metrów od nich! Nie było sensu do nich blisko podchodzić, skoro wiedzieliśmy, że boczni i środkowi obrońcy będą od razu walić do przodu - tłumaczył taktyczne niuanse Boguski.
Napastnik nie był jednak zadowolony ze swojej gry. - Nie mogę być. Miałem sytuację, mogłem strzelić gola, ale trafiłem w bark bramkarza. Gdybym trafił, wszyscy byliby zadowoleni. Próbowaliśmy się z Ivicą Ilievem wymieniać, rozmawialiśmy o tym, że jak jeden pójdzie do przodu, to niech ten drugi zostanie, żeby mieć krótszą drogę powrotu, nie tracić za dużo sił i mieć je jak najdłużej - dodał. Odpierał też zarzuty krakowskich dziennikarzy, którzy narzekali, że w Wiśle nie miał kto wykańczać akcji w polu karnym. - Wydaje mi się, że ja tam byłem, był też Ivica, ale przy moim wzroście czasem ciężko uderzyć wysoko zagraną piłkę - bronił się.
Dobrych stron tego spotkania, Boguski szukał natomiast, podobnie jak Dariusz Kubicki, w grze obronnej swojego zespołu. - Tak, to może być plusem tego spotkania. Znowu nie straciliśmy bramki. Trzeba tylko popawić ofensywę i będzie lepiej. Z Polonią Warszawa poprzeczka pójdzie w górę, choć myślę, że ona też będzie grać z kontrataku, tak jak to robiła z Lechią Gdańsk czy z Lechem Poznań - kończy Rafał Boguski.
Polecane
Ekstraklasa