Napastnik "Górali": Chciałbym zagrać choć jeden mecz w reprezentacji
01.06.2013
Droga 28-letniego Paweli do ekstraklasy była niesamowicie wyboista. Zaczynał w Polonii Świdnica, razem z Januszem Golem i Arkadiuszem Piechem. Uchodził za najzdolniejszego. - W czasach juniorskich grałem naprawdę dobrze, byłem królem strzelców. Polonia Świdnica w 2004 roku się rozpadała, rozwiązano drużynę seniorów. Były trener Tadeusz Masny polecił mnie menedżerowi z Grecji. Po trzech dniach sprawdzianów Grecy zaoferowali mi 4-letni kontrakt. Pojechałem na zgrupowanie. Pierwszy raz w życiu z zeniorami. Niesamowicie ciężko trenowaliśmy, właściwie codziennie trzy razy. Między zajęciami tylko spałem, tak byłem zmęczony. Wyjeżdżałem z Polski na tydzień, a wróciłem po prawie miesięcu: spakować się, pożegnać. Gdy wszedłem do domu, rodzice i bracia nie mogli mnie poznać. Wyjeżdżałem jako dzieciak, wróciłem jako mężczyzna - wspomina w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
W greckiej ekstraklasie jednak nie zadebiutował. - Byłem pełen nadziei. Wciąż myślałem, że jak się pokażę, to najdalej za dwa lata podpiszę umowę z Panathinaikosem. Tylko żebym zaczął wreszcie grać. Trener Gergios Paraschos już był gotów, by dać mi szansę. Miałem zacząć wchodzić po przerwie świątecznej i wtedy przytrafiła mi się kontuzja - podkreśla. Tu następują lata wypożyczeń do niższych lig, kontuzji, pecha, przedziwnych splotów okoliczności. W końcu zaczął mieć Grecji dość. Kolega z drużyny załatwił mu testy w Portugalii. Próbował w Pacos Ferreira i Belenenses Lizbona. Nigdzie nie dali mu szansy. Widział występy Gola i Piecha w ekstraklasie. Postanowił wrócić do Polski. Przez pół roku nie miał klubu. Trenował sam. Chciał rzucić futbol. Ale spróbował jeszcze raz - poszedł do II-ligowych Czarnych Żagań.
- Pomyślałem sobie: OK, pogram pół roku, wypromuję się wyżej. Mój certyfikat szedł z Grecji jednak ponad miesiąc. Straciłem 8 meczów. Gdzie miałem się wypromować pół rundy? Zostałem na kolejny sezon - tłumaczy. - Nie ukrywałem, że jestem w Żaganiu tylko na chwilę, że idę do ekstraklasy. W sześciu meczach nie mogłem trafić do siatki. Koledzy zaczęli ze mnie szydzić: "Ty, Fabian, ty tak do tej ekstraklasy idziesz, a nawet w II lidze nic nie możesz strzelić". Śmiałem się z nimi, ale w środku się gotowałem. W końcu z Jarotą zdobyłem dwie bramki, z Calisią hat trick. W sumie 14 goli. Już wcześniej zajął się mną inny wychowanek Polonii Świdnica Remek Jezierski. Dzięku niemu trafiłem do Podbeskidzia. Wreszcie bez żadnych testów, po prostu podpisałem roczny kontrakt - wyjaśnia.
W pierwszym występie zdobył gola już w 18. sekundzie, co przeszło do historii ekstraklasy. - Sam byłem w szoku. Niecałe 20 sekund i bramka. A tyle lat na to czekałem, tak tego chciałem. Przez chwilę pomyślałem: "No, Fabian, wróciłeś" - przyznaje. Teraz ma już na koncie osiem goli. - Jak się będę dobrze prowadził, to jeszcze trochę pogram. Kontrakt mi się kończy w czerwcu, ale pokazałem się z takiej strony, że chyba znajdę klub w ekstraklasie. Tak między nami, to chciałbym zagrać choć jeden mecz w reprezentacji - mruży oko Pawela.
W greckiej ekstraklasie jednak nie zadebiutował. - Byłem pełen nadziei. Wciąż myślałem, że jak się pokażę, to najdalej za dwa lata podpiszę umowę z Panathinaikosem. Tylko żebym zaczął wreszcie grać. Trener Gergios Paraschos już był gotów, by dać mi szansę. Miałem zacząć wchodzić po przerwie świątecznej i wtedy przytrafiła mi się kontuzja - podkreśla. Tu następują lata wypożyczeń do niższych lig, kontuzji, pecha, przedziwnych splotów okoliczności. W końcu zaczął mieć Grecji dość. Kolega z drużyny załatwił mu testy w Portugalii. Próbował w Pacos Ferreira i Belenenses Lizbona. Nigdzie nie dali mu szansy. Widział występy Gola i Piecha w ekstraklasie. Postanowił wrócić do Polski. Przez pół roku nie miał klubu. Trenował sam. Chciał rzucić futbol. Ale spróbował jeszcze raz - poszedł do II-ligowych Czarnych Żagań.
- Pomyślałem sobie: OK, pogram pół roku, wypromuję się wyżej. Mój certyfikat szedł z Grecji jednak ponad miesiąc. Straciłem 8 meczów. Gdzie miałem się wypromować pół rundy? Zostałem na kolejny sezon - tłumaczy. - Nie ukrywałem, że jestem w Żaganiu tylko na chwilę, że idę do ekstraklasy. W sześciu meczach nie mogłem trafić do siatki. Koledzy zaczęli ze mnie szydzić: "Ty, Fabian, ty tak do tej ekstraklasy idziesz, a nawet w II lidze nic nie możesz strzelić". Śmiałem się z nimi, ale w środku się gotowałem. W końcu z Jarotą zdobyłem dwie bramki, z Calisią hat trick. W sumie 14 goli. Już wcześniej zajął się mną inny wychowanek Polonii Świdnica Remek Jezierski. Dzięku niemu trafiłem do Podbeskidzia. Wreszcie bez żadnych testów, po prostu podpisałem roczny kontrakt - wyjaśnia.
W pierwszym występie zdobył gola już w 18. sekundzie, co przeszło do historii ekstraklasy. - Sam byłem w szoku. Niecałe 20 sekund i bramka. A tyle lat na to czekałem, tak tego chciałem. Przez chwilę pomyślałem: "No, Fabian, wróciłeś" - przyznaje. Teraz ma już na koncie osiem goli. - Jak się będę dobrze prowadził, to jeszcze trochę pogram. Kontrakt mi się kończy w czerwcu, ale pokazałem się z takiej strony, że chyba znajdę klub w ekstraklasie. Tak między nami, to chciałbym zagrać choć jeden mecz w reprezentacji - mruży oko Pawela.
Polecane
Ekstraklasa