Najbardziej sensacyjny transfer lata? Martin Matusz może wrócić do "Górali"!
27.07.2013
Matusz grał w Podbeskidziu od sezonu 2007/2008 i był ulubieńcem kibiców, którzy ochrzcili go ksywką "Collina". Przez dwa i pół sezonu strzelił dla "Górali" 17 goli. Sprawiał jednak problemy pozaboiskowe. Podobnie było w Ruchu Radzionków, do którego trafił z Podbeskidzia. Napastnika zatrzymano swego czasu za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu.
Po odejściu z Radzionkowa, Słowak wrócił do ojczyzny, gdzie grał w klubie, którego jest wychowankiem - FK Kysucky Lieskoviec. Po pobycie w niższych ligach słowackich trafił na testy do III-ligowej wówczas Skałki Żabnica, gdzie rozpoczynał polski odcinek kariery. Po sparingu z Duklą Bańska Bystrzycka wpadł jednak w oko słowackiego ekstraklasowca i podpisał z nim kontrakt. W Dukli grał łącznie przez jeden sezon, wystąpił w 18 meczach i strzelił cztery gole. Rundę wiosenną spędził w SK Kremniczka z III ligi słowackiej.
Dziś zupełnie niespodziewanie pojawił się na trybunach przy Rychlińskiego. Po meczu długo rozmawiał z Grzegorzem Więzikiem, dyrektorem sportowym bielszczan. - Przyjechałem na zaproszenie pana Więzika. Dzisiaj oglądałem jak wygląda ekstraklasa w Bielsku i jadę do domu. Oglądałem też mecz pierwszej kolejki z Lechią Gdańsk. Wyglądało to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Teraz nie grali za fajnie. W drugiej połowie było trochę lepiej, po strzeleniu bramki więcej walczyli, bo w pierwszej połowie odpuścili. Przykro mi, bo liczyłem, że zobaczę zwycięstwo Podbeskidzia - przyznaje.
O sprawie powrotu do Bielska-Białej nie chciał mówić za dużo. - No comments - wzbraniał się. Wiadomo jednak, że jest taki temat i to jest właśnie jego główna przyczyna wizyty przy Rychlińskiego. Wszystko będzie teraz zależeć od trenera i prezesa.
Co bardzo ważne, Matusz jest wolnym zawodnikiem, a jego styl gry w ataku odpowiada temu, którego tak bardzo potrzebują bielszczanie.
Po odejściu z Radzionkowa, Słowak wrócił do ojczyzny, gdzie grał w klubie, którego jest wychowankiem - FK Kysucky Lieskoviec. Po pobycie w niższych ligach słowackich trafił na testy do III-ligowej wówczas Skałki Żabnica, gdzie rozpoczynał polski odcinek kariery. Po sparingu z Duklą Bańska Bystrzycka wpadł jednak w oko słowackiego ekstraklasowca i podpisał z nim kontrakt. W Dukli grał łącznie przez jeden sezon, wystąpił w 18 meczach i strzelił cztery gole. Rundę wiosenną spędził w SK Kremniczka z III ligi słowackiej.
Dziś zupełnie niespodziewanie pojawił się na trybunach przy Rychlińskiego. Po meczu długo rozmawiał z Grzegorzem Więzikiem, dyrektorem sportowym bielszczan. - Przyjechałem na zaproszenie pana Więzika. Dzisiaj oglądałem jak wygląda ekstraklasa w Bielsku i jadę do domu. Oglądałem też mecz pierwszej kolejki z Lechią Gdańsk. Wyglądało to zupełnie inaczej niż dzisiaj. Teraz nie grali za fajnie. W drugiej połowie było trochę lepiej, po strzeleniu bramki więcej walczyli, bo w pierwszej połowie odpuścili. Przykro mi, bo liczyłem, że zobaczę zwycięstwo Podbeskidzia - przyznaje.
O sprawie powrotu do Bielska-Białej nie chciał mówić za dużo. - No comments - wzbraniał się. Wiadomo jednak, że jest taki temat i to jest właśnie jego główna przyczyna wizyty przy Rychlińskiego. Wszystko będzie teraz zależeć od trenera i prezesa.
Co bardzo ważne, Matusz jest wolnym zawodnikiem, a jego styl gry w ataku odpowiada temu, którego tak bardzo potrzebują bielszczanie.
Polecane
Ekstraklasa