Motor - Podbeskidzie 1-1. Mecz fajny dzięki spryciarzom
24.10.2009
Gol, dzięki któremu Podbeskidzie zremisowało, zachwycił nawet trenera gospodarzy. - Takie bramki rzadko się zdarzają. Piękny strzał - rzucił Mirosław Kosowski. Autor trafienia pewnie się z tym nie zgodzi, bo uderzenia z narożnika pola karnego to dla niego chleb powszedni. - To trenowane było - uśmiechnął się Sylwester Patejuk, który przy rzucie rożnym zachował się kapitalnie. Niespodziewanie podbiegł do krótkiego podania Kołodzieja i pozostawiony bez asysty piłkarzy Motoru trafił pod poprzeczkę.
- Tyle dobrze, że udało nam się podnieść po utracie bramki - potakiwali goście. Ta rzeczywiście mogła ich podłamać, bo Król po wznowieniu gry na 30. metrze oddał strzał - wydawałoby się - niegroźny. Tyle że bramkarz Podbeskidzia piłkę "wpiąstkował" do własnej bramki. - Zmieniła w ostatnim momencie kierunek - tłumaczył się Joachim Mikler. - Nie można go za to winić. Fantastyczny strzał - pocieszał kolegę Patejuk.
To wydarzenie z pewnością było atrakcją meczu. Wcześniej w światło bramki piłka zmierzała dwukrotnie za sprawą piłkarzy Motoru, z kolei dla bielszczan szczytem było oddanie jakiegokolwiek strzału. - Tempo do otwarcia wyniku był średnie. Po bramce zrobił się fajny mecz - zauważył Marcin Brosz, trener gości, który jednak w końcówce łapał się tylko za głowę. Po dwóch akcjach "oko w oko" Bagnickiego z bramkarzem Giereszem bielszczanie powinni zainkasować trzy punkty.
- Remis cieszy, choć działacze nie będą zadowoleni. Oni nie są zadowoleni nawet, kiedy wygrywamy - wyznał Patejuk.
Konferencja prasowa
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): Sprawiedliwy remis. Podsumowaniem niech będzie zachowanie kibiców Motoru, którzy bardzo ładnie podziękowali swoim piłkarzom za walkę.
Mirosław Kosowski (trener Motoru): Podbeskidzie miało aspiracje na ekstraklasę, więc cieszymy się z punktu. Nie mamy tylu doświadczonych zawodników, co nasz dzisiejszy rywal. My dopiero budujemy drużynę, budujemy Motor.
- Tyle dobrze, że udało nam się podnieść po utracie bramki - potakiwali goście. Ta rzeczywiście mogła ich podłamać, bo Król po wznowieniu gry na 30. metrze oddał strzał - wydawałoby się - niegroźny. Tyle że bramkarz Podbeskidzia piłkę "wpiąstkował" do własnej bramki. - Zmieniła w ostatnim momencie kierunek - tłumaczył się Joachim Mikler. - Nie można go za to winić. Fantastyczny strzał - pocieszał kolegę Patejuk.
To wydarzenie z pewnością było atrakcją meczu. Wcześniej w światło bramki piłka zmierzała dwukrotnie za sprawą piłkarzy Motoru, z kolei dla bielszczan szczytem było oddanie jakiegokolwiek strzału. - Tempo do otwarcia wyniku był średnie. Po bramce zrobił się fajny mecz - zauważył Marcin Brosz, trener gości, który jednak w końcówce łapał się tylko za głowę. Po dwóch akcjach "oko w oko" Bagnickiego z bramkarzem Giereszem bielszczanie powinni zainkasować trzy punkty.
- Remis cieszy, choć działacze nie będą zadowoleni. Oni nie są zadowoleni nawet, kiedy wygrywamy - wyznał Patejuk.
Konferencja prasowa
Marcin Brosz (trener Podbeskidzia): Sprawiedliwy remis. Podsumowaniem niech będzie zachowanie kibiców Motoru, którzy bardzo ładnie podziękowali swoim piłkarzom za walkę.
Mirosław Kosowski (trener Motoru): Podbeskidzie miało aspiracje na ekstraklasę, więc cieszymy się z punktu. Nie mamy tylu doświadczonych zawodników, co nasz dzisiejszy rywal. My dopiero budujemy drużynę, budujemy Motor.
Polecane
I liga