Michał Osiński: O Ruchu Chorzów już zapomniałem
13.09.2011
W sezonie, w którym chorzowianie awansowali do ekstraklasy, lewy obrońca zagrał w 25 meczach i zdobył jedną bramkę (przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała). W elicie trener Duszan Radolsky też na niego stawiał. W pierwszych ośmiu kolejkach "Osa" grał w pełnym wymiarze czasowym. Wtedy przyszedł jednak mecz z Lechem w Poznaniu, który "Niebiescy" przegrali 2-6. Szkoleniowiec ściągnął go wtedy z boiska w 68. minucie i... już nigdy nie wystawił w pierwszym składzie w meczu ligowym. Słowak miał wówczas sugerować, że Osiński jest dobrym zawodnikiem na szczebel I ligi.
Zawodnik odbudował się w Bielsku-Białej. W minionym sezonie był jednym z najlepszych, a na pewno najrówniej grających piłkarzy, z drużyny, która wywalczyła awans. Wystąpił łącznie w 34 spotkaniach. Tymczasem po awansie do ekstraklasy zagrał 90 minut z Jagiellonią Białystok oraz GKS-em Bełchatów i... tyle. Po porażce 0-6 został zesłany do IV-ligowych rezerw, w ekstraklasie gra za niego Krzysztof Król, który gra bardzo równo i niemal bez zarzutu. Czy Osiński ma deja vu?
- Sytuacja może jest podobna... Może Radolsky tak o mnie powiedział, ja nie słyszałem. I to nie ma znaczenia, bo ja już zapomniałem o Ruchu Chorzów. Tam jednak grałem w 10 meczach, miałem możliwość wykazania się. Tu wystąpiłem na razie tylko w dwóch... - przypomina. Zawodnik zamiast uczestniczyć w zwycięstwie z Legią Warszawa, dzień później zagrał w meczu IV ligi z MRKS-em Czechowice-Dziedzice. To musi chyba boleć... - Jakaś sportowa złość jest, ale przede wszystkim - dobrze, że wygraliśmy z Legią, bo gdybyśmy przegrali to byłoby ciężko. Zespół ma teraz trochę luzu psychicznego, lecz teraz znów trudne mecze z Ruchem i z Lechią Gdańsk - podkreśla.
Czy jest szansa, by w najbliższym czasie Osiński wrócił do podstawowego składu? - Nic się nie zmienia w mojej sytuacji, więc ciężko coś w tej chwili powiedzieć. Zawsze jestem przygotowany na występy w pierwszym zespole, tak samo zresztą jak pozostałe osoby w drużynie. Na razie jednak trzeba walczyć w IV lidze - kończy Michał Osiński.
Zawodnik odbudował się w Bielsku-Białej. W minionym sezonie był jednym z najlepszych, a na pewno najrówniej grających piłkarzy, z drużyny, która wywalczyła awans. Wystąpił łącznie w 34 spotkaniach. Tymczasem po awansie do ekstraklasy zagrał 90 minut z Jagiellonią Białystok oraz GKS-em Bełchatów i... tyle. Po porażce 0-6 został zesłany do IV-ligowych rezerw, w ekstraklasie gra za niego Krzysztof Król, który gra bardzo równo i niemal bez zarzutu. Czy Osiński ma deja vu?
- Sytuacja może jest podobna... Może Radolsky tak o mnie powiedział, ja nie słyszałem. I to nie ma znaczenia, bo ja już zapomniałem o Ruchu Chorzów. Tam jednak grałem w 10 meczach, miałem możliwość wykazania się. Tu wystąpiłem na razie tylko w dwóch... - przypomina. Zawodnik zamiast uczestniczyć w zwycięstwie z Legią Warszawa, dzień później zagrał w meczu IV ligi z MRKS-em Czechowice-Dziedzice. To musi chyba boleć... - Jakaś sportowa złość jest, ale przede wszystkim - dobrze, że wygraliśmy z Legią, bo gdybyśmy przegrali to byłoby ciężko. Zespół ma teraz trochę luzu psychicznego, lecz teraz znów trudne mecze z Ruchem i z Lechią Gdańsk - podkreśla.
Czy jest szansa, by w najbliższym czasie Osiński wrócił do podstawowego składu? - Nic się nie zmienia w mojej sytuacji, więc ciężko coś w tej chwili powiedzieć. Zawsze jestem przygotowany na występy w pierwszym zespole, tak samo zresztą jak pozostałe osoby w drużynie. Na razie jednak trzeba walczyć w IV lidze - kończy Michał Osiński.
Polecane
Ekstraklasa