Mecz z Dolcanem był kluczowy. Tylko... jeszcze nie wiadomo dlaczego

09.05.2011
Jeśli Podbeskidzie Bielsko-Biała awansuje do ekstraklasy, mecz z Dolcanem Ząbki walnie się do tego przyczyni. Jeśli promocji nie uzyska, niedzielne spotkanie okaże się... tak samo ważne!
Gdy 19. kwietnia w 58. minucie rewanżowego meczu półfinału Pucharu Polski, Piotr Malinowski przecinał chłodne wieczorne powietrze i pakował piłkę do bramki Lecha Poznań, wówczas cały stadion przeniósł się do Bydgoszczy, na finał krajowego pucharu. Trener Robert Kasperczyk opowiadał, że piłkarze poczuli się, jakby już uzyskali awans, kibice domagali się upokorzenia mistrza Polski, wołając "Jeden, dwa - mało!", dziennikarze wpisywali już wizytę w Bydgoszczy przy dacie 3 maja, a i sam szkoleniowiec pewnie widział już siebie w finale, choć to akurat niepewne, bowiem on chyba jednak twardo stąpa po ziemi.

Jak się tamto spotkanie zakończyło, wszyscy pamiętamy. Po ograniu w przedostatniej kolejce Pogoni Szczecin, przy jednoczesnej stracie punktów ŁKS-u, Floty i Piasta, wszyscy zaczęli już widzieć bielszczan w ekstraklasie. Wobec słabości rywali, mówiło się o tym, jak o czymś pewnym. Niezależnie od tego, czy "Góralom" ktoś życzy dobrze, czy źle. Nastroje tonował Kasperczyk i niektórzy piłkarze. Tonowali, ale trudno przypuszczać, by w głowach nie mieli już bliskości ekstraklasy, nie czuli już nadchodzącej fety z okazji awansu, triumfalnego przejazdu z Radzionkowa na bielski rynek i wielogodzinnego świętowania.

Dlatego wstydliwa, haniebna i upokarzająca porażka trafiła się "Góralom" w najlepszym momencie. Takie uderzenie obuchem mogło wybić im z głowy wszelkie myśli o ekstraklasie. Każdy  z zawodników zobaczył, że jeśli chce podbijać pełne trybuny w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu, najpierw musi zachwycić opustoszały stadion w Ząbkach.

Warianty dalszych wydarzeń są dwa. Albo Podbeskidzie po zimnym prysznicu już w środę z Piastem Gliwice zaprezentuje inny futbol i nie będzie sobie zaprzątać głowy laurami aż do rzeczywistego wywalczenia awansu. Albo też "Górale" wcale nie zlekceważyli Dolcanu, a był to początek kryzysu. To drugie jest wątpliwe, ale... Gdyby tak było, obserwowalibyśmy "pasjonującą" końcówkę sezonu, która przypominałaby wyścig kulawego z beznogim - nikt nie umiałby wygrywać, ale ktoś musiałby awansować.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również