Marek Motyka: O zainteresowaniu Podbeskidzia wiem z gazet

01.12.2009
Jeszcze kilka miesięcy temu Podbeskidzie Bielsko-Biała - jak sam przyznaje - o mało co nie przyprawiło go o palpitację serca. Dzisiaj wymienia się go już w gronie kandydatów do poprowadzenia "Górali".
Z każdym dniem wydłuża się lista trenerów, którzy mieliby poprowadzić Podbeskidzie Bielsko-Biała. Padają kandydatury Grzegorza Wesołowskiego (ŁKS Łódź), Bogusława Baniaka (Warta Poznań) czy Wojciecha Boreckiego (Rekord Bielsko-Biała). Najbardziej medialnym w tym gronie jest jednak nazwisko Marka Motyki, szkoleniowca przecież na Górnym Śląsku świetnie znanego, który - co chyba równie ważne - nie ukrywa swoich związków z Bielskiem-Białą.

- Urodziłem się w Żywcu, więc nie ma takiej możliwości, bym nie trzymał kciuków za "Górali". Powiem więcej. Wypadałoby też zostawić w tym regionie coś po sobie - uśmiecha się 51-letni fachowiec. - Żadnego kontaktu z działaczami Podbeskidzia jednak nie miałem. O rzekomym zainteresowaniu moją osobą dowiedziałem się z gazet - dodaje po chwili.

Jak zapewnia, ewentualną propozycję z Rychlińskiego uważnie by rozważył. - Umiejętności tego zespołu cenię bardzo wysoko. Pamiętam doskonale, jak w samej końcówce poprzedniego sezonu o mało co nie przyprawił mnie o palpitację serca - Motyka wraca myślami do rywalizacji o ekstraklasę, jaką "Górale" stoczyli z jego ówczesnym klubem, Koroną. Kielczanie znaleźli się w niej tylko dzięki temu, że Podbeskidzie w ostatniej kolejce nie wygrało ze Zniczem Pruszków.

- Pokonaliśmy Dolcan Ząbki, a potem przeżyłem... trzy minuty grozy. Właśnie tyle dłużej trwał mecz w Bielsku-Białej. Serce stanęło mi w gardle, gdy słuchałem wieści z tamtego spotkania. Bielszczan od elity dzieliły przecież milimetry! - podkreśla były trener Górnika Zabrze i Polonii Bytom. - Tym bardziej jestem zaskoczony tak słabą w ich wykonaniu jesienią - wskazuje.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również