Marek Motyka: Nie ma sensu wzniecać w Bielsku sztucznej paniki
31.08.2011
Były trener m.in. Górnika Zabrze czy Polonii Bytom pokusił się o ocenę pierwszych pięciu kolejek w wykonaniu beniaminka z Bielska-Białej. - Wszyscy patrzyli na nich przez pryzmat świetnych występów w Pucharze Polski. Wydawało się, że to zespół na środek tabeli. Kiedy jednak przyszedł rytm meczowy, wyszło trochę inaczej. Współpraca wewnątrz drużyny szwankuje, jest dużo indywidualnych błędów, a zespół nie stanowi monolitu - twierdzi trener z Żywca.
Jego zdaniem jest teraz jednak za wcześnie na skazywanie "Górali" na pożarcie. - Nie można ich już krytykować. Uważam, że zarząd z trenerem powinni siąść dopiero po rundzie jesiennej i przeanalizować, kto zawiódł, a kto może pociągnąć ten zespół. Po kilku meczach nie można się ani zachwycać, ani za mocno ganić - mówi.
Według Motyki, Podbeskidzie nie powinno na siłę szukać zawodników. - Nie tak dawno spotkałem się na gali w Warszawie z jednym z działaczy bielskiego klubu. On mówił z zachwytem o letnich wzmocnieniach, był pewny, że wszystkie będą trafione. Ja jestem doświadczony i wiem, że tak się nie da. Niektóre są dobre, inne są złe. Zawsze tak jest. Jeżeli teraz jeszcze trafi się jakiś "rodzynek", to warto go ściągnąć, ale trzeba mądrze wydawać pieniądze, a nie kupować na sztuki - szybko, głupio i źle - przestrzega.
- Zwłaszcza, że bielszczanie nie grali tak całkiem źle, nie ma przepaści w umiejętnościach. Mieli dobre momenty. Po prostu powinni w spokoju pracować i nie wykonywać panicznych ruchów. Tej drużynie trzeba jednego-dwóch zwycięstw na przełamanie, bo teraz presja rośnie i zawodnicy nie grają tego, co potrafią. Proszę jednak popatrzeć na inne drużyny - Cracovia miała ambitne plany, a ma mniej punktów niż Podbeskidzie. ŁKS nie gra źle, a przegrywa. O Lechii Gdańsk mówiło się, że jest drużyną na pierwszą piątkę, a początek miała bardzo słaby. Nie zawsze ten, kto źle zaczyna, kończy źle. Myślę, że od Podbeskidzia znajdą się słabsi... - kończy Marek Motyka.
Jego zdaniem jest teraz jednak za wcześnie na skazywanie "Górali" na pożarcie. - Nie można ich już krytykować. Uważam, że zarząd z trenerem powinni siąść dopiero po rundzie jesiennej i przeanalizować, kto zawiódł, a kto może pociągnąć ten zespół. Po kilku meczach nie można się ani zachwycać, ani za mocno ganić - mówi.
Według Motyki, Podbeskidzie nie powinno na siłę szukać zawodników. - Nie tak dawno spotkałem się na gali w Warszawie z jednym z działaczy bielskiego klubu. On mówił z zachwytem o letnich wzmocnieniach, był pewny, że wszystkie będą trafione. Ja jestem doświadczony i wiem, że tak się nie da. Niektóre są dobre, inne są złe. Zawsze tak jest. Jeżeli teraz jeszcze trafi się jakiś "rodzynek", to warto go ściągnąć, ale trzeba mądrze wydawać pieniądze, a nie kupować na sztuki - szybko, głupio i źle - przestrzega.
- Zwłaszcza, że bielszczanie nie grali tak całkiem źle, nie ma przepaści w umiejętnościach. Mieli dobre momenty. Po prostu powinni w spokoju pracować i nie wykonywać panicznych ruchów. Tej drużynie trzeba jednego-dwóch zwycięstw na przełamanie, bo teraz presja rośnie i zawodnicy nie grają tego, co potrafią. Proszę jednak popatrzeć na inne drużyny - Cracovia miała ambitne plany, a ma mniej punktów niż Podbeskidzie. ŁKS nie gra źle, a przegrywa. O Lechii Gdańsk mówiło się, że jest drużyną na pierwszą piątkę, a początek miała bardzo słaby. Nie zawsze ten, kto źle zaczyna, kończy źle. Myślę, że od Podbeskidzia znajdą się słabsi... - kończy Marek Motyka.
Polecane
Ekstraklasa