Marek Motyka: Megasensacja? Może, ale nie dla mnie (wywiad)

20.02.2012
Marek Motyka do wczoraj był ostatnim trenerem Górnika Zabrze, któremu udało się wygrać z Legią Warszawa. Szkoleniowiec chwali zabrzan, ale dobrze ocenia też inaugurację Ruchu i Podbeskidzia.
Jest pan zaskoczony wynikiem meczu Górnika Zabrze z Legią Warszawa?

Marek Motyka: - Teoretycznie, jest to megasensacja. Co by nie powiedzieć, to według przewidywań przedmeczowych, stuprocentowym faworytem była Legia, która mierzy wysoko, bo gra o mistrzostwo Polski.
Natomiast Górnika zaczęto już przymierzać do dolnych rejonów tabeli, a nawet zastanawiano się, czy zabrzanie nie zaplączą się w strefę spadkową. Wiadomo, że sprawy finansowe tu również odgrywały rolę. Legia dziś dość mocno stoi finansowo, natomiast Górnik ma lekkie problemy i wiadomo, że musiało odejść kilka podstawowych ogniw. To wszystko powodowało, ze każdy stawiał na Legię, która jesień miała rewelacyjną. Na pewno wielka niespodzianka.

Pan jednak nie wydaje się zszokowany...

- Nie jestem aż tak strasznie zaskoczony, z tego względu, że wiem, że ci chłopcy w Górniku, których ma trener Adam Nawałka, nie tylko mają charakter i potrafią walczyć, ale przede wszystkim mają atmosferę w drużynie i trenera, który potrafi zaszczepić w zawodnikach wolę walki i taką agresję, która ma pozytywne odzwierciedlenie w grze. Legia przegrała w sumie zasłużenie. 2-0 to wynik bardzo konkretny, w takim sensie, że goście nie stworzyli zbyt dużo sytuacji, a Górnik grał jak równy z równym.
Trzeba powiedzieć, że pokazał się z bardzo dobrej strony. To grupa zawodników z charakterem, którzy chcą się na polskim rynku pokazać. Trener też robi świetną robotę, dobrze ich motywuje. Legia być może przyjechała z myślą, że zwycięstwo jej się obligatoryjnie należy, a okazało się, że trzeba o nie ciężko walczyć.

Co - oprócz walki - zadecydowało o triumfie Górnika?

- Przede wszystkim świetna skuteczność w przodzie. Nakoulma strzelił piękną bramkę. Drugi gol był troszkę przypadkowy, ale trzeba jednak powiedzieć, że Górnik nie tylko się nie wystraszył przeciwnika, ale grał bardzo rozsądnie i nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł.



Łukasz Laskowski/Pressfocus

Czy wczorajszy mecz da się porównać z tym sprzed pięciu lat, kiedy pana drużyna ograła warszawian 1-0 po golu Rafała Andraszaka?

- Ja również nie musiałem specjalnie motywować zespołu. Mecze Górnik - Legia to ligowe hity i nie trzeba ich specjalnie motywować, bo mówi się o nich latami. One się zapisują w historii, więc zawodnicy zawsze chcą w nich jak najlepiej wypaść. Miałem szczęście wygrać z Legią i to się do dziś odbija, nawet przez sam fakt, że teraz rozmawiamy. To pokazuje, że ludzie o tym nie zapomnieli.

A co pan powie o Legii?

- Na pewno zawiodła. Dziwna sprawa, bo wydawało się, że będzie to zespół, który będzie mierzył wysoko, ale wczoraj nie przełożyli tego na wynik. Nie doskoczyli do Śląska. Następne mecze pokażą, w którym kierunku pójdzie Legia, ale dotyczy to też Górnika.


Czy któryś z zawodników zabrzan szczególnie się panu spodobał?

- W tym zespole nie było słabego ogniwa, bo każdy wkładał ogromne serce i zaangażowanie. Natomiast, na pewno postacią centralną, która w Górniku robi fantastyczną robotę, jest oczywiście
Nakoulma. On strzela bramki decydujące o wyniku. Duży plus, że takiego chłopaka, dodatkowo o niesamowitej szybkości, dynamice, Górnik sobie ściągnął.

Ktoś jeszcze?

- Na pewno w środku pola dobrze gra Aleksander Kwiek, który chciał zimą odejść, a jest dyrygentem zespołu. I przede wszystkim Górnik grał bardzo solidnie w obronie, do tego ma przyzwoitego bramkarza, przez co zespół prezentuje się dobrze. Mimo że odeszło kilku zawodników, zaczęli bardzo dobrze, a wydawało się, że będzie ciężko. Trzeba im życzyć, żeby było jeszcze lepiej. Górnik ma przecież fantastycznych kibiców, historię i tradycje. Dla mnie praca w Zabrzu była wielkim zaszczytem i przyjemnością. Życzyłbym każdemu, żeby mógł przeżyć to, co ja przeżyłem w Górniku, choć miałem ciężki okres, bo było niestabilnie finansowo i organizacyjnie. Ale klub ma wielki kapitał w sensie pani prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik, która mocno stoi za Górnikiem. Jak się wybuduje stadion, to frekwencja będzie wielkim atutem. To jest niesamowita siła tego zespołu. Po wybudowaniu stadionu na pewno będzie walczyć o puchary i sponsorów, którzy będą chcieli grać więcej niż tylko o utrzymanie i to się na pewno spełni.

W zabrzańskim zespole zagrał wczoraj jeden debiutant - Ołeksandr Szeweluchin. Jak pan ocenia jego występ?

- Bardzo fajnie. Widać, że nie popełniał większych błędów. To ciekawy zawodnik. Trzeba mu dać troszkę czasu i ocenić go później, ale na pewno sam fakt, że Górnik zagrał na zero, świadczy o tym, że jest to chłopak, z którego chłopak będzie miał dużą pociechę. Trzeba mu po prostu dać troszkę czasu, żeby przyzwyczaił się do klubu i do naszej ligi. Może być ciekawym wzmocnieniem.


Łukasz Laskowski/Pressfocus

Przejdźmy teraz do innych naszych drużyn. Podbeskidzie Bielsko-Biała wygrało w Łodzi z Widzewem...

- Powiem szczerze, że to, że wygrali tylko 1-0, to duże zaskoczenie! Do przerwy były cztery 100-procentowe sytuacje, do tego niewykorzystany rzut karny. Miało ogromną przewagę i tylko brak skuteczności spowodował, że pierwsza połowa wyszła, jak wyszła. Natomiast w drugiej również były sytuacje bramkowe, a gol padł z rzutu wolnego, akurat trochę przypadkowo, bo gdyby mur się nie odsunął, to kto wie, czy by wpadła. Trzeba pochwalić Podbeskidzie, że zagrało solidnie w tyłach i miało dużą przewagę. Stwarzali groźne sytuacje i można się przyczepić tylko do indolencji strzeleckiej. Bardzo dobra postawa "Górali".

Jak widzi pan najbliższą przyszłość bielszczan?

- Zdobycie trzech punktów już w pierwszym meczu daje duży spokój Podbeskidziu. Następny mecz, z Zagłębiem Lubin, to będzie bardzo ciekawa potyczka, bo goście będą grać o życie, a więcej luzu będzie miało Podbeskidzie, które będzie chciało potwierdzić swoje walory. To jednak powinna być dużo cięższa przeprawa, niż w tej kolejce, bo o dziwo, Widzew zaskoczył słabą grą, więc Podbeskidziu było trochę łatwiej. Trzeba jednak pochwalić przygotowanie zespołu i jego dużą mądrość.

Przejdźmy do Ruchu, który urwał punkty liderowi we Wrocławiu...

- Wydawało się, że zdecydowanym faworytem jest Śląsk, że wygra i to dość konkretnie. Życie pokazało, że Ruch to zespół z charakterem, w którym drzemią ogromne możliwości. Trener Fornalik naprawdę ma ciekawie złożony zespół, który cały czas gra do przodu i solidnie w tyłach. Przytrafiła się sytuacja, gdzie stracili bramkę, po błędzie w obronie, ale w drugiej połowie cały czas dążyli nie tylko do remisu, ale też do wygranej. Kontry "Niebieskich" były bardzo groźne i trzeba powiedzieć, że wynik zasłużony. Duże pochwały dla Ruchu, bo Śląsk dysponuje mocną kadrą, wysokim budżetem, a jednak chorzowianie nieprzypadkowo są w czołówce. To drużyna, która ma solidnego bramkarza i obronę, doświadczoną pomoc i bardzo skuteczny atak. Ruch idzie w bardzo fajnym kierunku. Jeśli poprawi się jeszcze sytuacja finansowa, to kto wie, co będzie w przyszłości. Trzeba życzyć trenerowi Fornalikowi, żeby trzymał tak dalej, bo robi fantastyczną robotę.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również