Marek Motyka: Jestem zaskoczony in minus postawą Adama Banasia (wywiad)
Panie trenerze, kluby z województwa śląskiego w ekstraklasie pana zaskoczyły in minus, czy in plus?
Marek Motyka: - Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony Ruchem Chorzów. To jest zespół, który jest budowany na swoich piłkarzach, wychowankach i Polakach. Śladowo jest uzupełniany obcokrajowcami, ale są to bardzo trafne transfery. Ruch przy bardzo małym budżecie plasuje się w samym czubie, bo przecież jest nad Wisłą, czy Lechem. To trzeba podkreślić. Po drugie, fantastyczną pracę wykonuje z tymi piłkarzami trener Waldemar Fornalik. Ogólnie bardzo podoba mi się struktura klubu, który inwestuje w swoich ludzi i w swojego trenera, który oddaje mu całe serce, jest bardzo zaangażowany. Zawodnicy także oddają wszystko, co mają, bo wielu z nich jest z Ruchem związanych od dawna, tam się wychowali. Robią wszystko, co mogą, dlatego, że szanują i kochają ten klub, a nie przychodzą tylko zarabiać pieniędzy. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, co robią w Chorzowie.
Marek Koźmiński powiedział ostatnio, że chorzowianie na wiosnę wypadną z grupy walczącej o podium. Zgodzi się pan z nim?
- Nie do końca się zgodzę, ale "Niebiescy" nie będą mieli łatwo. Bogatsze zespoły będą się podpierać obcokrajowcami i, jeżeli trafią na dobrych zagranicznych piłkarzy, to Ruchowi będzie ciężej. Absolutnie jednak nie odbieram mu szans. Jest to bardzo solidnie poukładany zespół, od bramkarza po atak. Są doświadczeni gracze, jak i młodzież, która świetnie radzi sobie w ofensywie. Ruch trzeba bardzo poważnie traktować, bo jesienią udowodnił, że może grać z najlepszymi jak równy z równym.
Podbeskidzie nie weszło w sezon siłą rozpędu po awansie z I ligi, jak to zazwyczaj się zdarza. Po 17. kolejkach można jednak "Górali" pochwalić.
- Podbeskidziem też jestem pozytywnie zaskoczony. Wiadomo, że wpadki się zdarzają, jak ta 0-6 w Bełchatowie. Szybko jednak wyciągnęli wnioski z błędów, później się to dobrze ułożyło: wygrana na Legii, zwycięstwa w Krakowie i Białymstoku. Te wyniki świadczą o tym, że zespół nie tylko powinien się utrzymać, ale zajmie miejsce w środku tabeli. Podbeskidzie to jest zespół bez nazwisk, ale bardzo solidny. Bardzo dobrze gra obrona. Uważam, że Bartłomiej Konieczny może być kandydatem do gry w kadrze.
Chciałbym jednocześnie przestrzec, że te zespoły, które są w tabeli za Podbeskidziem i nie tracą aż tak dużo punktów, mają więcej pieniędzy, mogą się zimą wzmocnić. To jest dopiero połowa sezonu i zarząd musi trochę popracować. Wiosna będzie wykładnią prawdziwej siły zespołów. Gracze z Bielska-Białej czują się bezpiecznie, ale nie mogą przysnąć, stanąć w miejscu, bo wiosna będzie piekielnie ciężka.
Minusów wiele nie widzę, ale uważam, że trochę zawodzi publiczność. Niby był w tym mieście głód ekstraklasy, a widziałem wolne miejsca na trybunach. Mam jednak nadzieję, że powstanie nowy stadion i drużynie będzie kibicowało nawet 15 tysięcy osób. Swoją drogą, chwała zarządowi za to, że przeforsował grę u siebie, bo w Wodzisławiu Śląskim kibiców byłoby jeszcze mniej.
Górnik jest najsłabszym naszym zespołem w ekstraklasie, a pieniędzy na wielkie wzmocnienia nie ma. Spadek zagląda w oczy zabrzanom?
- Nikt nie ukrywa, że Górnik przechodzi bardzo trudny okres. Długi, które narosły, są problemem. Zespół był osłabiany, a trener Adam Nawałka wycisnął z tych piłkarzy, których miał, maksimum. Jestem zaskoczony in minus postawą Adama Banasia, kapitana, który zawsze wiele dawał temu zespołowi. Nie wiem do końca, jaka jest przyczyna tego, że wypadł ze składu. Dobrze z kolei prezentował się Michał Pazdan. Obawiam się, że Górnik może się wplątać w strefę spadkową. Oby tak nie było. Na wielkie transfery pieniędzy nie ma. Walczą dzielnie, ale atutów za dużych nie mają.
Polonia Bytom znajduje się w strefie spadkowej. Jej sytuacja jest więcej niż trudna...
- Jestem strasznie zaskoczony. Myślałem, że po spadku Polonia będzie się liczyła w walce o powrót do ekstraklasy. Kiedyś, będąc w Bytomiu, zobaczyłem z bliska kadrę trenera Dariusza Fornalaka i porównałem ją z moją i ze składem trenera Jurija Szatałowa, to wiele centralnych postaci już nie ma. Pozycja jest odzwierciedleniem potencjału zawodników. Działacze muszą coś zrobić, bo może się to skończyć tragedią. Gdyby spadli do II ligi, to powrót wyżej będzie bardzo trudny. Szykuje się ciężka zima w Bytomiu... Nowy zarząd nie może dopuścić do upadku, bo to klub o bogatej historii. Miałem tam przyjemność pracować i było dużo miłych chwil. Martwię się i z bólem serca obserwuję to, co się z Polonią dzieje.
O nowych piłkarzach na Olimpijskiej na razie nie wiemy. Jednak zespół ten na 99% opuści Jakub Świerczok, który był ważnym ogniwem drużyny minionej jesieni.
- Jeżeli ten chłopak odejdzie - a jest to główny motor napędowy - to pojawia się problem. Czasami jednak trzeba poświęcić jednostkę, by utrzymać klub.
Jest pan zwolennikiem talentu Świerczoka?
- Jest to jeden z wyróżniających się piłkarzy. Jestem pozytywnie zaskoczony. Nie dziwię się, że chce odejść. Słyszałem, że ma iść do Wisły, ale...
... kibice go tam nie chcą. Za przywiązanie do Cracovii.
- Jestem zdziwiony, bo dotąd nie wiedziałem, że ma jakieś powiązania z Cracovią. Z drugiej strony, czy to ma być przeszkoda? Można mieć sympatie i antypatie, ale który piłkarz jest zakochany w jakimś klubie? Przejście Świerczoka mogłoby być korzystne dla Wisły i dla niego. Kibice w Krakowie narzekają, że jest za dużo obcokrajowców, a jak jest szansa, by zagrał młody Polak, to go nie chcą.
Wychodzi jednak na to, że zagra w niemieckim Kaiserslautern.
- I mam tutaj pewne obawy, czy da sobie radę za granicą, bez gry w polskiej ekstraklasie. Można tutaj mnożyć przykłady takich graczy, jak choćby Mateusz Klich z Cracovii. U nas grał pierwsze skrzypce, a tam nie gra. Trenuje co prawda w dobrym klubie, ale jednak mecze to zupełnie co innego. Oby to nie spotkało Świerczoka. Życzę mu, by pograł trochę w dobrym polskim klubie. Rozmawiałem z nim. Mówiłem mu, że czasami przerost ambicji może spowodować katastrofę.
Rozmawiał Michał Knura