Marek Glogaza: Podbeskidzie zawsze będę miał w sercu

19.12.2012
- Zarząd nigdy nie kwestionuje decyzji akcjonariuszy... Takie mam zawsze stanowisko - mówi Marek Glogaza, wciąż jeszcze prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała, który dzisiaj złożył rezygnację z pełnionej funkcji.

Czy może pan powiedzieć coś o przyczynach rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa Podbeskidzia Bielsko-Biała?

Marek Glogaza: - Wyczerpała się formuła współpracy. Dla dobra sprawy ustalono, że może rzeczywiście taka zmiana będzie potrzebna.

Czuje się pan rozczarowany takim obrotem spraw?

- Wszystko zostało załatwione w sposób profesjonalny. Firma na tym nie ucierpi. Wszystkie sprawy są prowadzone bez najmniejszych zakłóceń. Indywidualne odczucia nie mają tu żadnego znaczenia.

W pana ocenie, w jakiej kondycji finansowej i organizacyjnej zostawia pan klub swojemu następcy?

- Od strony organizacyjnej i sportowej oceni to biegły rewident, ponieważ taka decyzja została już podjęta i firma, która to zrobi została wybrana. Ale jestem tu spokojny. Od strony płynności finansowej, firma ma dobry standing. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, mogę się wypowiadać tylko dobrze o zespole, który ze mną współpracował. Natomiast oczywiście jak każdy nie uciekam od odpowiedzialności za rzeczy, które można było zrobić lepiej. A zwłaszcza za wynik sportowy. Muszę wziąć za to odpowiedzialność, jak za każdy oddział działalności. Na dokładną analizę przyjdzie jednak oczywiście czas. Wolałbym tego nie robić na gorąco.

Spodziewał się pan, że takie rozwiązanie nastąpi tak szybko?

- Wie pan, profesjonalny menedżer bierze taką możliwość pod uwagę każdego dnia, o każdej porze nocy. Na tym polega również specyfika tej pracy.

Rozumiem, że taka jest zasada, ale czy może pan powiedzieć osobiście, czy czuł się pan zaskoczony?

- Zarząd - nawet taki, który za chwilę nie będzie zarządem - nigdy nie kwestionuje decyzji akcjonariuszy... Takie mam zawsze stanowisko i to nie dotyczy tylko Podbeskidzia.

Gdy pan patrzy na rok spędzony w Podbeskidziu, już teraz wie pan, co dziś zrobiłby inaczej?

- Wolałbym nabrać dystansu, ale oczywiście wiem, że niektóre rzeczy można było zrobić inaczej. Na niektóre patrzę krytycznie. Niektóre sprawy były rozwiązywane pod wpływem emocji. Było za dużo tych emocji. Może trzeba było więcej konsultować? Ale przyjdzie czas na lepsze i bardziej wyważone oceny.

Pana związki z Podbeskidziem skończą się 2 stycznia?

- Kibicem będę zawsze. Życzę jak najlepiej moim współpracownikom i tym ludziom, którzy w tej chwili będą zarządzać klubem. Jeżeli tylko będę potrafił w czymś pomóc, to zawsze jestem do dyspozycji. A sercem zawsze będę za Podbeskidziem.

Funkcji natomiast nie będzie pan już pełnił żadnych?

- Nic na ten temat nie powiem. Nie dlatego, że nie chcę. Po prostu nie wiem. Na dziś sytuacja jest taka, że w poczuciu odpowiedzialności się rozstajemy.

Czy przez te dwa tygodnie, które pozostają do 2 stycznia, będą jeszcze zapadać jakieś decyzje personalne, np. w sprawie transferów?

Zapaść mogą, ale ja nie będę ich podejmował, bo formalnie jestem na urlopie.

Rozmawiał Michał Trela.

autor: Michał Trela

Przeczytaj również