Marcin Sierczyński: "Takich punktów po prostu nie możemy gubić"
06.08.2017
Po wczorajszym spotkaniu niemal każda osoba, związana z Podbeskidziem, opuszczała stadion w minorowych nastrojach. Trudno się dziwić, skoro gospodarze byli faworytem pojedynku z Bytovią i przez niemal całą drugą połowę grali z przewagą jednego zawodnika. - Po tym meczu emanuje od nas sportowa złość, bo uważam, że z przebiegu całego meczu nie zasłużyliśmy na porażkę w takim stylu. Wiadomo, rywal grał w dziesiątkę przez właściwie całą drugą połowę i naszym obowiązkiem było wygrać to spotkanie. Mieliśmy swoje sytuacje w tym spotkaniu, a Bytovia właściwie pierwszą okazję zamieniła na bramkę. Nic nas jednak nie usprawiedliwia – mieliśmy dużo czasu, by jednak te straty odrobić - powiedział obrońca Marcin Sierczyński w rozmowie z naszym portalem.
Obu bramek dla zespołu z Bytowa dało się uniknąć, a wydaje się, że szczególnie pierwszej. Piłkarze Podbeskidzia nie upilnowali w polu Frana Gonzaleza, który najwyżej wyskoczył do piłki, zaadresowanej z rzutu rożnego i pewnym strzałem pokonał Rafała Leszczyńskiego. Gospodarze tym samym nie poradzili sobie z najmocniejszą stroną Bytovii, jaką są dobrze bite stałe fragmenty gry - Trener przestrzegał nas przed tym, że Bytovia znakomicie wykonuje stałe fragmenty, w dodatku dokładnie analizowaliśmy przeciwnika. Czego nam zabrakło? W kluczowym momencie po prostu zgubiliśmy krycie i zawodnik z Bytowa idealnie to wykorzystał. Co do drugiego gola to już było połączenie wszystkich możliwych błędów. Wiadomo, że próbowaliśmy gonić wynik, rywal grał w dziesięciu, ale zaczęliśmy popełniać coraz więcej błędów, a w nasze poczynania wkradła się nerwowość. Przez naszą niedokładność narażaliśmy się na kontry i w efekcie czego gościom udało się zdobyć drugą bramkę.
Obrońca, pozyskany latem z Zagłębia Sosnowiec, nie ukrywał złości po wczorajszym meczu, bo "górale" w kluczowych momentach spotkania po prostu zawiedli. - Na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, że daliśmy ciała, gdyż naszym obowiązkiem było to spotkanie wygrać – nawet gdyby rywal nie grał w osłabieniu. Uważam, że pierwsza połowa toczyła się pod nasze dyktando i być może ta czerwona kartka nas po prostu rozbiła. Grając jedenastu na jedenastu byliśmy zdecydowanie bardziej skoncentrowani. To nas zgubiło i po tym meczu jesteśmy wściekli na siebie. Takich punktów po prostu nie możemy gubić.
Wpływ na taką postawę bielszczan mogło mieć zamieszanie z trenerem Janem Kocianem, który od blisko tygodnia przebywa na zwolnieniu lekarskim i nie prowadzi drużyny bezpośrednio z ławki rezerwowych. - Nie możemy się takimi rzeczami tłumaczyć. Trener Kocian jest w stałym kontakcie ze swoimi asystentami – Karolem Michalskim i Dariuszem Fornalakiem, to są jego zaufani ludzie, a treningi są bardzo dobrze przeprowadzane. Wiemy co mamy robić od A do Z, wszystko jest w klubie dopięte na ostatni guzik, więc absencja trenera Kociana to nie jest żadne wytłumaczenie naszej postawy. Trener Dariusz Fornalak i Karol Michalski prowadzą aktualnie zajęcia i oni bardzo dobrze wiedzą, co mają robić na treningach. Tak naprawdę pracujemy nad tymi samymi elementami co u trenera Kociana. Szkoda, że taka sytuacja się zdarzyła – taki traf losowy może się jednak każdemu przytrafić, ale nie ma to wpływu na jakość naszego treningu.
Sierczyński, spytany o ewentualną przyszłość słowackiego szkoleniowca, stwierdził - Zobaczymy jak sytuacja ta się rozwiąże, a my jako zawodnicy czekamy na rozwój wypadków. My nie mamy na to wpływu i się tym nie zajmujemy – my jesteśmy tylko i wyłącznie od grania i na tym się skupiamy.
Sierczyński, spytany o ewentualną przyszłość słowackiego szkoleniowca, stwierdził - Zobaczymy jak sytuacja ta się rozwiąże, a my jako zawodnicy czekamy na rozwój wypadków. My nie mamy na to wpływu i się tym nie zajmujemy – my jesteśmy tylko i wyłącznie od grania i na tym się skupiamy.
Polecane
I liga