Mak vs Mak. Tak inni, że aż... tacy sami?

24.02.2016
Podczas najbliższego weekendu, a konkretnie w sobotę o godzinie 18:00, przy okazji rywalizacji gdańskiej Lechii z gliwickim Piastem, może dojść do niezwykle ciekawego, braterskiego pojedynku w tle.
Łukasz Laskowski/pressfocus.pl
Mowa oczywiście o występie braci Mak po przeciwnych stronach barykady. Taka konfrontacja ma szansę mieć miejsce po raz pierwszy w historii rywalizacji na szczeblu krajowym, gdyż we wrześniu ubiegłego roku, gdy „Piastunki” podejmowały biało-zielonych, na boisku pojawił się jedynie Michał Mak.

Mateusz nie zagrał, nie będąc jeszcze wówczas w pełni sił po kontuzji, wcześniej natomiast obaj bliźniacy zawsze występowali obok siebie – w tym samym zespole – kolejno w juniorach Babiej Góry Sucha Beskidzka, Wisły Kraków, Stadionu Śląskiego oraz już w dorosłej piłce, w barwach Ruchu Radzionków oraz GKS-u Bełchatów.

Przy tej wiekopomnej okazji postanowiliśmy nieco bliżej przyjrzeć się popularnym „Maczkom” i wziąwszy pod uwagę fakt, iż braterski duet – co zrozumiałe – naprawdę wiele łączy, skupić się dla odmiany na tym co ich... dzieli. Ewentualnie po prostu różni.

Pozycja

No tak, to zrozumiałe i dla większości kibiców oczywiste. Podczas gdy jeden z Maków od lat specjalizował się w grze w ataku, drugi wolał pohasać sobie po skrzydle. Co ciekawe, aktualnie obaj nadal występują na różnych pozycjach, ale równocześnie zarówno „gdańszczanin”, jak i „gliwiczanin” najczęściej pojawiają się na boisku w roli bocznych pomocników. Tyle, że jeden po lewej, a drugi po prawej stronie placu gry. Jeżeli konkretnie w takich rolach zobaczymy ich w sobotę, będzie to oznaczać iż zagrają dokładnie naprzeciwko siebie!

Wartość rynkowa

Cena obydwu zawodników na przestrzeni lat kształtowała się bardzo różnie. Przez długi czas wyżej wyceniano Mateusza, którego wartość jesienią 2012 roku osiągnęła najwyższy jak do tej pory pułap – 600 tys. Euro. Jego brat był wtedy wart „tylko” 200 tysięcy, za to aktualnie tendencja ta odwróciła się. To Michał kosztuje na rynku dokładnie tyle ile gracz Piasta ponad trzy lata temu. Gliwicki skrzydłowy natomiast wyceniany jest na pół miliona Euro.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż na pewno spory i to negatywny wpływ właśnie na tą wycenę miała ciężka kontuzja Mateusza, która na ponad rok praktycznie wyłączyła go z czynnego uprawiania sportu.

Zdrowie

No właśnie – kontuzje. Mateusz Mak nie grał niemalże w ogóle w piłkę od sierpnia 2014, do września 2015 roku. Ciężka kontuzja kolana tak naprawdę zagrażała kontynuacji całej kariery sympatycznego piłkarza.
Michałowi – odpukać – jak do tej pory tak dokuczliwy uraz się na szczęście nie przytrafił. Obaj natomiast nie grali przez jakiś czas w piłkę w końcówce 2012 roku.

Liczba występów

Naturalnie chodzi nam o ilość gier w Ekstraklasie. Pod tym względem zdecydowanym liderem jest Michał, który niedawno zaliczył swój mecz numer 66 w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mateusz ma na koncie tych spotkań dokładnie o 22 mniej i znów spory w tym udział miał wspomniany powyżej uraz kolana. Aktualnie więcej szans na regularne śrubowanie swojego wyniku wydaje się jednakże posiadać zawodnik z Okrzei. To on jest bowiem nieco bliżej wyjściowej jedenastki Piasta, niż jego brat – najczęściej wchodzący w Lechii na boisko z ławki rezerwowych.

Numery

Nie, nie chodzi nam o jakieś numery, które razem wycinali bliźniacy z Suchej Beskidzkiej. Chociaż szczerze mówiąc, duet takich kawalarzy, jakimi są bracia Mak i takich ma trochę na koncie. Nam chodzi jednakże tym razem o numer na koszulce. Obaj oczywiście grali zawsze z inną cyferką na plecach, choć zaczynali... blisko siebie.
W radzionkowskim Ruchu Mateusz miał najpierw 27, jego brat zaś 26. Później się to nieco bardziej „rozjechało”. Ten pierwszy zmienił na 16, Michał na 23. Mateusz pozostał wierny szesnastce przez cały pobyt w Bełchatowie, podczas gdy ten drugi przeskakiwał z 23 na 8, dalej z 8 na 9, która to dziewiątka jest jego teraźniejszym numerem, w Gdańsku.
Mateusz gra natomiast w Gliwicach z 19. Czyli niejako ponownie mają ze sobą coś wspólnego (konkretnie dziewiątkę).

Kontrakt

Było nieco żartobliwie powyżej, to teraz będzie poważniej. Sytuacja obydwu graczy w zakresie podpisanej umowy z klubem różni się i to znacznie. Michał może spać spokojnie, gdyż Lechia chciała zapewnić sobie w jego przypadku pełen komfort i zakontraktowała napastnika aż do czerwca 2019 roku.
Mateusz przychodził do Piasta nie w pełni zdrów, z niepewną do końca przyszłością, stąd asekuracyjna umowa jedynie do połowy bieżącego roku. Plus jest taki, że kontrakt skrzydłowego może zostać automatycznie prolongowany o kolejny rok. Poza tym, bądźmy szczerzy, w rozsądnie zarządzanym klubie z Okrzei zapewne zechcą podpisać ze starszym z braci kolejny kontrakt.
W tej sytuacji obaj mogą chyba spać spokojnie, nie martwiąc się póki co o swoją piłkarską przyszłość.

Pewnie wielu z naszych czytelników zauważyło, że choć staraliśmy się jak najbardziej „poróżnić” bliźniaczy duet i tak niemalże za na każdym kroku wyskakiwało nam w ich przypadku coś... wspólnego.

Niby inna pozycja na boisku, ale aktualnie obaj najczęściej grają na boku pomocy. Zupełnie inna niegdyś wartość rynkowa, która teraz zaczyna oscylować wokół identycznej kwoty. Odmienna liczba gier w Ekstraklasie, ale to Mateusz prawdopodobnie będzie teraz gonił Michała. Inne numery na plecach na przestrzeni lat, lecz przecież w tym momencie jest 9 i... 19. Inny kontrakt, ale pewnie obaj zakotwiczą w swych zespołach na nieco dłużej. Nawet gdy w 2012 roku dwaj „Maczkowie” nie grali z powodu kontuzji, miało to miejsce w tym samym momencie sezonu!

Widocznie tak to już jest z bliźniakami. Zawsze razem, nawet gdy czasem trzeba osobno. Zresztą o tej bliskości wspominał już przecież Mateusz, między innymi podczas wywiadu z naszym portalem, dostępnego w TYM miejscu.
Jak będzie w sobotę, gdy dwóm Makom przyjdzie rywalizować naprzeciwko siebie. Na pewno ciekawie i na pewno niełatwo. W końcu obaj to naprawdę wysokiej klasy piłkarze.
źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również