Maciej Sadlok: W żadnym meczu nie stworzyliśmy aż tyle sytuacji
26.11.2011
Dankowice leżą bowiem zaledwie 15 kilometrów od Bielska-Białej, a na obiektach Pasjonata, klubu, który prowadzi jego ojciec, trenują właśnie... piłkarze Podbeskidzia. Co więcej, siostra obrońcy - Paulina, pracuje w bielskim sklepie sportowym, w którym można kupić m.in. gadżety "Górali". Nic więc dziwnego, że fani szczególną uwagę zwracali właśnie na Sadloka. On sam przyznał po meczu, że zwycięstwo z bielszczanami przyszło jego drużynie bardzo ciężko.
- W ogóle wygrywanie bardzo ciężko nam przychodzi. Nie jesteśmy drużyną, która strzela wiele bramek. Najważniejsze jednak, że Konwiktorska dalej jest niezdobyta - podkreśla obrońca reprezentacji Polski. W czasie meczu były jednak ciężkie chwile. - Podbeskidzie potwierdziło, że jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Spodziewaliśmy się takiej gry, tego, że goście będą raczej szukać szans z kontry. Zaczęliśmy jednak fatalnie. Po golu troszkę zeszło z nas powietrze. Nie powinien nam się trafić taki początek gry. To my, zwłaszcza u siebie, powinniśmy od razu dyktować warunki gry - uważa Sadlok.
Ogólnie pierwsze 45 minut były obrońca Ruchu Chorzów uważa za słabe. - I połowa nie była dobra, gra nam się nie kleiła. Każdego z nas w głębi duszy przybiła ta bramka Mariusza Sachy. Najważniejsze jednak, że pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną i podnieśliśmy. Chociaż bramek dużo nie strzeliliśmy, to i tak uważam, że w żadnym meczu nie stworzyliśmy sobie tyle sytuacji. W pierwszej połowie mieli bramkowe okazje Marcin Baszczyński i Bruno Coutinho, w drugiej Edgar Czani strzelił dwie, a mógł dołożyć kolejne. Nie wyszło nam wszystko tak, jak trzeba, ale jeśli mamy grać w ten sposób i zawsze wygrywać, to ja to biorę w ciemno - kończy Maciej Sadlok.
- W ogóle wygrywanie bardzo ciężko nam przychodzi. Nie jesteśmy drużyną, która strzela wiele bramek. Najważniejsze jednak, że Konwiktorska dalej jest niezdobyta - podkreśla obrońca reprezentacji Polski. W czasie meczu były jednak ciężkie chwile. - Podbeskidzie potwierdziło, że jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Spodziewaliśmy się takiej gry, tego, że goście będą raczej szukać szans z kontry. Zaczęliśmy jednak fatalnie. Po golu troszkę zeszło z nas powietrze. Nie powinien nam się trafić taki początek gry. To my, zwłaszcza u siebie, powinniśmy od razu dyktować warunki gry - uważa Sadlok.
Ogólnie pierwsze 45 minut były obrońca Ruchu Chorzów uważa za słabe. - I połowa nie była dobra, gra nam się nie kleiła. Każdego z nas w głębi duszy przybiła ta bramka Mariusza Sachy. Najważniejsze jednak, że pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną i podnieśliśmy. Chociaż bramek dużo nie strzeliliśmy, to i tak uważam, że w żadnym meczu nie stworzyliśmy sobie tyle sytuacji. W pierwszej połowie mieli bramkowe okazje Marcin Baszczyński i Bruno Coutinho, w drugiej Edgar Czani strzelił dwie, a mógł dołożyć kolejne. Nie wyszło nam wszystko tak, jak trzeba, ale jeśli mamy grać w ten sposób i zawsze wygrywać, to ja to biorę w ciemno - kończy Maciej Sadlok.
Polecane
Ekstraklasa