Maciej Iwański: W Podbeskidziu chcę pokazać na co mnie stać
Polska ekstraklasa i Podbeskidzie to dla ciebie dobry kierunek?
- W Turcji grałem w II lidze, ale jestem zadowolony z czasu, który tam spędziłem. Nabrałem doświadczenia, rozegrałem 32 spotkania, więc to nie jest tak, że coś tam się nie ułożyło po mojej myśli. Przejście z II ligi tureckiej do polskiej ekstraklasy, to z pewnością nie jest krok wstecz. Polska liga rośnie w siłę i mam nadzieję, że będę mógł pomóc Podbeskidziu.
Rzeczywiście jest tak, że w Turcji gra się bardziej technicznie, a w Polsce większą wagę przykłada się do przygotowania fizycznego?
- Ja uważam, że tureccy zawodnicy są dużo lepiej wyszkoleni technicznie od nas, a przygotowaniem motorycznym nie odstają od nas, ale głównie w ofensywie. W defensywie wychodzi im to znacznie gorzej. My jednak lepiej ustawiamy się na boisku. W Polsce dużo większą wagę przywiązuje się do taktyki i poleceń trenera. Tak więc myślę, że to wszystko gdzieś się równoważy.
W tym czasie, kiedy pozostawałeś bez klubu, pojawiały się oferty z klubów zagranicznych, czy jednak chciałeś za wszelką cenę wrócić do Polski?
- Nie ukrywam, że po tym jak zerwałem kontrakt z Manisasporem, miałem zapytania z innych tureckich klubów. Jednak nie miałem pewności, że pieniądze jakie oferowali mi w Turcji, będą w ogóle wypłacone. Miałem też propozycje z innych zagranicznych lig i liczyłem też na jakąś propozycję z Polski. Nie przeliczyłem się i cieszę się, że to właśnie trener Michniewicz sobie o mnie przypomniał.
Trener Michniewicz nie ukrywa, że widziałby cię na pozycji rozgrywającego, ale w Turcji miałeś również sporo zadań w defensywie. Na której pozycji w środku pola czujesz się najlepiej?
Na „10” nie grałem już z dobre 5 lat, bo ostatnio najczęściej byłem ustawiany trochę bardziej z tyłu. Ale to nie ma dla mnie większego znaczenia. Jeżeli grając na „10” dostajesz podania od środkowych pomocników, to nie ma problemu. Gorzej jak grasz jako ofensywny pomocnik i nie masz żadnych podań, wtedy jest problem. Ja zdecydowanie wolę grać na pozycji nr 6, bo wiem, czego zawodnik grający za plecami napastnika może ode mnie oczekiwać. Mniej więcej wiem jak te piłki w tamten sektor podawać, bo nie zawsze defensywni pomocnicy podejmują ryzyko, żeby te piłki tam grać. Ja się tego ryzyka nie boję i zobaczymy, jak to będzie wyglądać na boisku. Jeżeli trener będzie mnie widział na pozycji ofensywnego pomocnika, to oczywiście mu nie odmówię i postaram się grać jak najlepiej.
Turcja Polakom kojarzy się przede wszystkim z pięknymi wakacjami, a jak wygląda tam życie na co dzień?
- Muszę przyznać, że bardzo dobrze nam się tam żyło. Mój syn był bardzo zadowolony, moja żona również, ale pewne względy zadecydowały o tym, że nie zostaliśmy w Turcji dłużej. Naprawdę, polecam ten kraj wszystkim, którzy mają pełny luz i nie przejmują się tym, że coś nie jest zrobione na czas. Tam jest tak, że jak ktoś ci mówi, że już coś zrobił, albo jest w trakcie, to tak naprawdę jeszcze tego nie zaczął. Taką mają mentalność. Pełny luz.
W Polsce przylgnęła do ciebie łatka piłkarza, który mało biega. To jak to jest w rzeczywistości?
- Za mną zawsze przemawiały liczby. Grając jeszcze w Legii, podczas spotkań byłem w trójce najlepiej biegających piłkarzy w całym zespole. Więc takie rzeczy piszą osoby, które nigdy w piłkę nie grały, nie zajmowały tym i nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi, ale to jest ich sprawa.
Całkiem niedawno do Podbeskidzia przychodził inny piłkarz z głośnym nazwiskiem, Ireneusz Jeleń. Nie boisz się, że twoja przygoda z Podbeskidziem będzie podobna?
- Ja Irka bardzo dobrze znam i uważam go za bardzo dobrego piłkarza. Czasem jest tak, że nie można wymagać od razu nie wiadomo czego. Czasem trzeba dać spokojnie popracować, a efekty przyjdą z czasem. Na Irku być może była zbyt duża presja, ale ja presji się nie boję. Przychodzę do nowego miejsca i chcę pokazać na co mnie stać!