Macedonia - Białoruś 1-2. Awans Polski jeszcze mniej realny
27.02.2011
Aby awansować, zarówno Białoruś, jak i Macedonia potrzebowały wygrać i liczyć na korzystne wyniki w równolegle rozgrywanych turniejach eliminacyjnych. Problem w tym, że w innych europejskich miastach jakoś nie dochodziło do niespodzianek. I tak, Słowacy ograli Norwegów, Serbowie wysoko rozgromili Finlandię, a Belgowie ulegli Turkom.
Prawdopodobnie świadomość iluzoryczności swoich szans wpłynęła na słabą jakość widowiska. W pierwszej połowie obie drużyny grały w tempie ospałym, a mecz momentami był zwyczajnie nudny. Białorusini mieli wyraźną przewagę, ale niejako tradycyjnie bohaterem był macedoński bramkarz Marijan Todorovski. Kiedy nadzwyczaj zwinnego pana z brzuszkiem zawodziło już wszystko, dopisywało mu szczęście. Tak było, gdy Białorusini, zamiast do pustej bramki, trafili w słupek. Zespół z Bałkanów z rzadka się odgryzał, ale kiedy już to robił, stwarzał spore zagrożenie.
Choć w drugiej połowie wyniki innych meczów wcale się nie poprawiły, w obie rywalizujące w Bielsku drużyny wstąpił nowy duch. Białorusini rzucili się z impetem na rywali i tym razem to im dopisywało szczęście. Najpierw Macedończycy odpuścili krycie, co pozwoliło Alieksiejowi Papovowi znaleźć się tuż przed bramkarzem i uderzyć pewnie po długim rogu. Chwilę później Ułazdimir Levus spróbował z dystansu, a jeden z obrońców rywali tak niefortunnie odbił piłkę, że ta wpadła do bramki nad leżącym już i totalnie zdezorientowanym bramkarzem.
Graczy Vasila Skenderovskiego ten niekorzystny obrót spraw jednak nie zniechęcił. Na niespełna siedem minut przed końcem, trener zdecydował się na grę z tzw. lotnym bramkarzem i ta ryzykowna taktyka przyniosła pewien skutek już kilka minut później. Po dobrym zagraniu Olivera Jovanovskiego z narożnika boiska, z bliska wślizgiem do bramki trafił Darko Rangotov. Na więcej macedońskich zawodników nie było jednak stać i zgodnie z przewidywaniami ukończyli zmagania na ostatnim miejscu. Białorusini wyprzedzili Polskę, która o 18:30 zagra z Portugalią, i awansowali na drugie miejsce. A Polacy? Muszą pokonać wicemistrzów Europy i liczyć na to, że Rosjanie ograją w Rotterdamie Holendrów.
Prawdopodobnie świadomość iluzoryczności swoich szans wpłynęła na słabą jakość widowiska. W pierwszej połowie obie drużyny grały w tempie ospałym, a mecz momentami był zwyczajnie nudny. Białorusini mieli wyraźną przewagę, ale niejako tradycyjnie bohaterem był macedoński bramkarz Marijan Todorovski. Kiedy nadzwyczaj zwinnego pana z brzuszkiem zawodziło już wszystko, dopisywało mu szczęście. Tak było, gdy Białorusini, zamiast do pustej bramki, trafili w słupek. Zespół z Bałkanów z rzadka się odgryzał, ale kiedy już to robił, stwarzał spore zagrożenie.
Choć w drugiej połowie wyniki innych meczów wcale się nie poprawiły, w obie rywalizujące w Bielsku drużyny wstąpił nowy duch. Białorusini rzucili się z impetem na rywali i tym razem to im dopisywało szczęście. Najpierw Macedończycy odpuścili krycie, co pozwoliło Alieksiejowi Papovowi znaleźć się tuż przed bramkarzem i uderzyć pewnie po długim rogu. Chwilę później Ułazdimir Levus spróbował z dystansu, a jeden z obrońców rywali tak niefortunnie odbił piłkę, że ta wpadła do bramki nad leżącym już i totalnie zdezorientowanym bramkarzem.
Graczy Vasila Skenderovskiego ten niekorzystny obrót spraw jednak nie zniechęcił. Na niespełna siedem minut przed końcem, trener zdecydował się na grę z tzw. lotnym bramkarzem i ta ryzykowna taktyka przyniosła pewien skutek już kilka minut później. Po dobrym zagraniu Olivera Jovanovskiego z narożnika boiska, z bliska wślizgiem do bramki trafił Darko Rangotov. Na więcej macedońskich zawodników nie było jednak stać i zgodnie z przewidywaniami ukończyli zmagania na ostatnim miejscu. Białorusini wyprzedzili Polskę, która o 18:30 zagra z Portugalią, i awansowali na drugie miejsce. A Polacy? Muszą pokonać wicemistrzów Europy i liczyć na to, że Rosjanie ograją w Rotterdamie Holendrów.
Polecane
Futsal Ekstraklasa