Łukasz Merda: Cracovia działała w niesamowitym tempie
01.09.2009
To nie był jeden z tych transferów, które trzymane są w ogromnej tajemnicy. Inna sprawa, że na ukrywanie się przed mediami... nie było po prostu czasu. - Wszystko działo się w ekspresowym tempie. Jeszcze w niedzielę nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogą mnie chcieć w Krakowie. Sprawa miała swój początek wczoraj o 11:30 - tłumaczy Łukasz Merda. Bramkarz "Górali" związał się z przedstawicielem ekstraklasy 2-letnim kontraktem.
I już na starcie swojej przygody z Cracovią może poczuć się pewnie. Ma bowiem za sobą duże poparcie dwóch najważniejszych ludzi sztabu szkoleniowego. - Trener Orest Lenczyk starał się o mnie jeszcze, gdy prowadził GKS Bełchatów. Z kolei Marek Wleciałowski, jego asystent, interesował się moją osobą, będąc szkoleniowcem Ruchu Chorzów - przyznaje 29-latek.
Również obecny pierwszy bramkarz krakowian, Marcin Cabaj, wydaje się być przeszkodą do przeskoczenia. W końcu ciągnie się za nim opinia gracza tyleż utalentowanego, co lubiącego puszczać kuriozalne gole. To już jednak nie problem Podbeskidzia. Na Rychlińskiego mają zresztą o wiele większy kłopot. Transfer Merdy oznacza konieczność znalezienia nie tylko człowieka do bramki, ale i kogoś, kto przejąłby opaskę kapitana.
Kandydatem do miejsca między słupkami jest pozostający ostatnio bez klubu Paweł Linka. O swoje powalczą też młodzi, będący już w kadrze bielszczan, Paweł Góra i Joachim Mikler.
- O Podbeskidzie jestem spokojny. Jest duże światełko w tunelu na poprawę wyników, bo drużyna gra naprawdę dobrze. Trzymam kciuki za chłopaków. Tak jak oni trzymają je za mnie. Od rana dostaję od nich telefony z gratulacjami. To miłe. Z Bielsko-Białą się nie żegnam. Tu mam przecież mieszkanie, tu urodziła się moja córka... - dodaje wychowanek Obry Trzciel.
I już na starcie swojej przygody z Cracovią może poczuć się pewnie. Ma bowiem za sobą duże poparcie dwóch najważniejszych ludzi sztabu szkoleniowego. - Trener Orest Lenczyk starał się o mnie jeszcze, gdy prowadził GKS Bełchatów. Z kolei Marek Wleciałowski, jego asystent, interesował się moją osobą, będąc szkoleniowcem Ruchu Chorzów - przyznaje 29-latek.
Również obecny pierwszy bramkarz krakowian, Marcin Cabaj, wydaje się być przeszkodą do przeskoczenia. W końcu ciągnie się za nim opinia gracza tyleż utalentowanego, co lubiącego puszczać kuriozalne gole. To już jednak nie problem Podbeskidzia. Na Rychlińskiego mają zresztą o wiele większy kłopot. Transfer Merdy oznacza konieczność znalezienia nie tylko człowieka do bramki, ale i kogoś, kto przejąłby opaskę kapitana.
Kandydatem do miejsca między słupkami jest pozostający ostatnio bez klubu Paweł Linka. O swoje powalczą też młodzi, będący już w kadrze bielszczan, Paweł Góra i Joachim Mikler.
- O Podbeskidzie jestem spokojny. Jest duże światełko w tunelu na poprawę wyników, bo drużyna gra naprawdę dobrze. Trzymam kciuki za chłopaków. Tak jak oni trzymają je za mnie. Od rana dostaję od nich telefony z gratulacjami. To miłe. Z Bielsko-Białą się nie żegnam. Tu mam przecież mieszkanie, tu urodziła się moja córka... - dodaje wychowanek Obry Trzciel.
Polecane
I liga