Legenda polskiego futsalu: Poziom ligi strasznie się wyrównał

23.12.2012
- Przychodząc do Bielska-Białej, myślałem, że będziemy liderem albo wiceliderem. Poziom ligi strasznie się jednak wyrównał. Myślę, że w górę - mówi Andrzej Szłapa, gracz Rekordu i legenda polskiego futsalu.
Zakończyliście rok pewną wygraną z AZS-em UG Gdańsk. Chyba wreszcie macie powody do zadowolenia?

Andrzej Szłapa, gracz Rekordu Bielsko-Biała: - Jestem zadowolony z wyniku, bo z gry nie można być zadowolonym. Niestety, była taka troszkę szarpana. Strzeliliśmy dużo bramek, ale też popełniliśmy dużo błędów. Gra nie wyglądała, jak gra klasowego zespołu. Dla nas w tym momencie liczą się jednak punkty, wygrane mecze, więc trzeba być poniekąd zadowolonym.

Zwłaszcza pierwsze 10 minut drugiej połowy było zaskakujące. Prowadziliście 4-0, ale zamiast grać spokojnie, dopuściliście gości do bardzo groźnych szans...

- Wynika to z tego, że drużyna przegrywająca postawiła wszystko na jedną kartę. Nie skupia się na obronie, tylko na ataku. Pewnie to był główny powód, że gra była taka nerwowa i tych sytuacji trochę było z obu stron. Dlatego taki wysoki wynik. Pewnie mogło być strzelonych jeszcze więcej bramek, ale 7-2 to dla kibiców też ciekawy wynik.

Jesień była dla was jednak nieudana. Przychodząc do Bielska-Białej chyba spodziewał się pan lepszych wyników?

- Oczywiście, że tak. Nie ukrywam, że liczyłem na to, iż będziemy liderem albo wiceliderem. Jest troszkę inaczej. Na tym jednak polega sport, że nie wszystko jest przewidywalne. Musimy się jeszcze trochę pomęczyć, żeby do czołówki doszlusować.

Chyba teraz możecie się cieszyć, że wprowadzono play-offy, bo jeszcze kilka sezonów temu już na tym etapie nie mielibyście właściwie o co grać...

- Jasne, play-offy w tym momencie nas trochę ratują. Niemniej, nie mamy aż tak dużej straty, żeby cokolwiek już było przesądzone. Mamy jeszcze 10 meczów i wszystko przed nami.

Po latach wrócił pan do Bielska-Białej. Grał pan w Podbeskidziu na dużym boisku. Jak się pan czuje w Rekordzie?

- Nie grałem w Rekordzie, faktycznie grałem w Podbeskidziu. Przeżywałem tutaj wspaniałe chwile, bo robiliśmy wtedy awans z III do II ligi. Spędziłem tu prawie trzy lata. Zawsze bardzo lubiłem tu przyjeżdżać. Wiadomo - góry, świeże powietrze. A o Rekordzie to już nawet nie ma co mówić. Świetny ośrodek, mamy wszystko, co tylko można sobie wymarzyć, bardzo dobrze się pracuje i trenuje.

Teraz, kiedy jest pan na miejscu, śledzi pan losy Podbeskidzia?

- Oczywiście. Człowiek obserwuje wszystkie kluby, w których grał. Patrzy jak idzie kolegom czy byłym kolegom. Szkoda, że Podbeskidzie gra tak, jak gra. Nie jest im łatwo. Na pewno przed nimi ciężka runda. Będą mieli duży problem, by utrzymać się w lidze.

Wróćmy jeszcze do Rekordu. Pan jest legendą polskiego futsalu, ale w waszej drużynie widać coraz więcej młodych chłopaków. Stara się pan czegoś ich nauczyć?

- Pewnie, że tak. Fajnie jak jest mieszanka w drużynie, wtedy skład jest pełny. Ja im pomagam doświadczeniem, oni mi pomagają werwą i uzupełniamy się nawzajem. To idealny twór.

Wie pan, jak długo zamierza jeszcze pan grać w futsal?

- Na razie mi to sprawia przyjemność - to jest podstawa. Mam zdrowie, a to też bardzo ważne. Dopóki będę chciany, to pewnie pogram. Może skończę za pół roku, może za półtorej roku. Nie mam jeszcze tak dalekosiężnych planów.

Wierzy pan, że z Rekordem uda się zdobyć kolejne mistrzostwo? To znaczy, dla pana kolejne, dla Rekordu pierwsze...

- Oczywiście, że wierzę. Nie grałbym tutaj, gdybym nie wierzył. W każdym sezonie, w każdym w klubie liczyłem na to, że uda mi się to mistrzostwo osiągnąć. Czasem się udawało. Liczę, że swoim doświadczeniem pomogę w osiągnięciu dobrego wyniku. Nie mówię o mistrzostwie, żeby nie zapeszać. Każdy chce wygrać, każdy chce być mistrzem.

Chciałbym jeszcze spytać o samą ekstraklasę futsalu, która wydaje się w tym sezonie "postawiona na głowie". Zgodzi się pan z tym? Rekord jest w środku tabeli, pana były klub Wisła - wicemistrz Polski, ma podobne problemy...

- No, tak. Przegrali teraz u siebie z Gwiazdą Ruda śląska, a to na pewno duża niespodzianka. Poziom się strasznie wyrównał.

W górę czy w dół?

- Ja myślę, że w górę. Jest dużo klubów, które są mocniejsze niż rok-dwa lata temu. Pamiętam czasy, kiedy były dwie drużyny, a reszta się nie liczyła i walczyła o trzecie miejsce. A teraz osiem-dziewięć drużyn może się pokusić o mistrzostwo. Wisła przegrywa u siebie wysoko z Gwiazdą, my wysoko przegraliśmy z Remedium Pyskowice. Każdy z każdym może wygrać.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również