Kupczyk - GKS Jachym 1-5. Wyjazdowe przełamanie tyszan!
23.01.2010
- Widać mam patent na Kupczyka. W ostatnim meczu rozegranym tutaj też strzeliłem trzy bramki, ale najważniejsze, co będę podkreślał w każdym wywiadzie, że trzy punkty jadą do Tychów - powiedział bohater sobotniego wieczoru. Popularny "Myszka" od samego początku wziął ciężar gry na siebie. Pięknym uderzeniem w okienko otworzył wynik spotkania. Kupczyk szybko wyrównał. Przy asyście Salamona, bramkarza gości pokonał Leśniak. Kiedy wydawało się, że krakowiacy przejmą inicjatywę, padł gol samobójczy Czecha. Piłkę w pole karne wstrzelił Stasiak, który jeszcze przed przerwą sam wpisał się na listę strzelców.
Pierwsza część drugiej połowy to masowo niewykorzystywane sytuacje obu zespołów. Wreszcie dwójkową akcję przeprowadzili Trojanowski z Myszorem, podwyższając wynik. Trener Kupczyka Kraków widząc, że punkty zaczynają coraz to szybciej "odjeżdżać", na sześć minut przed końcem spotkania wprowadził na boisko lotnego golkipera. Skorzystali na tym tylko tyszanie, pakując piłkę do pustej bramki na pięć minut przed końcem.
- Niestety, jeżeli się nie strzela bramek, to nie da się wygrać czy nawet zremisować. Mieliśmy przynajmniej trzy stuprocentowe sytuacje, w których wystarczyło tylko trafić do bramki - kręcił głową Robert Nazarewicz. - Graliśmy bez asekuracji. Bodajże trzy bramki padły po sytuacjach sam na sam, co jest w dzisiejszym futsalu niedopuszczalne - dodał trener Kupczyka.
Usatysfakcjonowany był Grzegorz Morkis. - Nie chcieliśmy tu przegrać, bo rywale mogli nam troszkę za bardzo odskoczyć w tabeli. A tak mamy cały czas z nimi kontakt - wskazał szkoleniowiec zwycięzców, którzy dotąd byli w poważnym dołku. To pierwsza wyjazdowa wygrana jego zawodników w tym sezonie! - Potrzebowaliśmy takiego meczu na przełamanie. Jedna jaskółka wiosny jednak może nie uczynić, dlatego spokojnie patrzymy w przyszłość - zaznaczył.
Pierwsza część drugiej połowy to masowo niewykorzystywane sytuacje obu zespołów. Wreszcie dwójkową akcję przeprowadzili Trojanowski z Myszorem, podwyższając wynik. Trener Kupczyka Kraków widząc, że punkty zaczynają coraz to szybciej "odjeżdżać", na sześć minut przed końcem spotkania wprowadził na boisko lotnego golkipera. Skorzystali na tym tylko tyszanie, pakując piłkę do pustej bramki na pięć minut przed końcem.
- Niestety, jeżeli się nie strzela bramek, to nie da się wygrać czy nawet zremisować. Mieliśmy przynajmniej trzy stuprocentowe sytuacje, w których wystarczyło tylko trafić do bramki - kręcił głową Robert Nazarewicz. - Graliśmy bez asekuracji. Bodajże trzy bramki padły po sytuacjach sam na sam, co jest w dzisiejszym futsalu niedopuszczalne - dodał trener Kupczyka.
Usatysfakcjonowany był Grzegorz Morkis. - Nie chcieliśmy tu przegrać, bo rywale mogli nam troszkę za bardzo odskoczyć w tabeli. A tak mamy cały czas z nimi kontakt - wskazał szkoleniowiec zwycięzców, którzy dotąd byli w poważnym dołku. To pierwsza wyjazdowa wygrana jego zawodników w tym sezonie! - Potrzebowaliśmy takiego meczu na przełamanie. Jedna jaskółka wiosny jednak może nie uczynić, dlatego spokojnie patrzymy w przyszłość - zaznaczył.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów