Który z beniaminków wniósł więcej do ligi? Pytamy ekspertów...
30.09.2011
Marcin Bochynek (były trener m.in. Górnika Zabrze):
- Beniaminek ma swoje prawa, jemu najtrudniej jest ustabilizować formę. Tak jak Podbeskidzie, które wygrywa z Lechią Gdańsk, czołową drużyną poprzedniego sezonu, czy z Legią Warszawa, a potem nie umie tego powtórzyć. Ale ani bielszczanie, ani ŁKS nie odstają od tej ligi, której poziom jest "wakacyjny" ani na plus, ani na minus. Łodzianie są naszpikowani niezłymi nazwiskami, ale ci ludzie są kompletnie nieprzygotowani motorycznie do sezonu. Marek Saganowski i Marcin Mięciel to przeszłość. Nie jestem Tomaszewskim, ale widzę, że poziom polskiej piłki się obniżył. I na tym tle Podbeskidzie i ŁKS radzą sobie całkiem przyzwoicie i każdy, zwłaszcza na ich terenie, musi się ich obawiać.
Ryszard Tarasiewicz (były trener m.in. Śląska Wrocław):
- Nie są to na pewno tacy beniaminkowie jak kilka lat temu Cracovia czy Korona Kielce, które zaraz po wejściu wdzierały się do czołówki i na pewno wiele do tej ligi wnosili. Swoje punkty jednak i Podbeskidzie i ŁKS zbierają. Widziałem ich ostatni mecz w Łodzi i tym trudniej jest mi powiedzieć, kto ma większe szanse na zwycięstwo, bo obie drużyny znają się bardzo dobrze i mają podobny potencjał. Oceniam szanse 50 na 50.
Henryk Kasperczak (były trener m.in. Wisły Kraków):
- Każdy zespół, który wchodzi z I ligi do ekstraklasy ma problemy zwłaszcza na tym początkowym etapie sezonu i nie jest mu łatwo się utrzymać. Zwłaszcza trudno jest zespołom, które wchodzą do tej ligi pierwszy raz - jak Podbeskidzie. Zawsze ta droga jest ciężka, bo jednak jest różnica nie tylko w samej grze, ale też w otoczce. Są już inne stadiony, atmosfera, więc trzeba się do tego przyzwyczaić. W tej sytuacji Podbeskidzie radzi sobie lepiej od ŁKS-u, choć to przecież klub, który przez wiele lat grał w najwyższej lidze.
Oba zespoły różnią się diametralnie, bo w łódzkiej drużynie jest bardzo wielu zawodników niezwykle doświadczonych, którzy już sporo przeszli. A w Podbeskidziu są raczej gracze anonimowi, może nie licząc Adriana Sikory. Widziałem bielszczan na żywo w meczu z Resovią. Wygrali go spokojnie, mimo że grali mocno zmienionym składem. Widać, że jest inna polityka personalna w obu beniaminkach, ale... "każdy orze, jak może".
Marek Motyka (były trener m.in. Polonii Bytom):
- ŁKS skupił się na piłkarzach, którzy kariery mają już trochę za sobą. Zespół, który ma bardzo dużo doświadczenia, więc jestem zaskoczony - in minus - jego postawą. Wydawało się, że po zmianie trenera pójdzie już w górę, ale znowu przyhamowali w Lubinie. Trener Probierz potrzebuje czasu, bo potencjał jest i zaskakujące, że tak słabo się go wykorzystuje.
Co do Podbeskidzia, trener dobrze ustawia zespół i siła ofensywna na pewno jest, ale obrona popełnia zaskakujące błędy. Na razie dla mnie bielszczanie są lekko pod kreską, jeśli chodzi o ocenę. Nie grają może aż tak źle, ale tracą punkty, co mnie dziwi, zwłaszcza u siebie. Kadry obu zespołów są szerokie, lecz ilościowo, a tej jakości trochę brakuje. Podbeskidzie płaci frycowe, jednak po jesieni trzeba ten zespół bezwzględnie wzmocnić.
Szykuje się nam ciekawa potyczka, bo ŁKS po tej wpadce w Lubinie będzie pod sporą presją. Nie można już zwalić na trenera. Nikt nie jest 100-procentowym faworytem, a oba kluby potrzebują punktów jak ryba wody. Swoje boisko jest pewnym atutem, ale Podbeskidzie umie grać na wyjazdach. Jeżeli goście zagrają wysokim pressingiem, nie zamurują bramki i będzie wyprowadzać dobre kontry, może być naprawdę ciekawie. Ja obstawiam jednak remis.
ŁKS Łódź - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:00
sędziuje Marcin Szrek (Kielce)
- Beniaminek ma swoje prawa, jemu najtrudniej jest ustabilizować formę. Tak jak Podbeskidzie, które wygrywa z Lechią Gdańsk, czołową drużyną poprzedniego sezonu, czy z Legią Warszawa, a potem nie umie tego powtórzyć. Ale ani bielszczanie, ani ŁKS nie odstają od tej ligi, której poziom jest "wakacyjny" ani na plus, ani na minus. Łodzianie są naszpikowani niezłymi nazwiskami, ale ci ludzie są kompletnie nieprzygotowani motorycznie do sezonu. Marek Saganowski i Marcin Mięciel to przeszłość. Nie jestem Tomaszewskim, ale widzę, że poziom polskiej piłki się obniżył. I na tym tle Podbeskidzie i ŁKS radzą sobie całkiem przyzwoicie i każdy, zwłaszcza na ich terenie, musi się ich obawiać.
Ryszard Tarasiewicz (były trener m.in. Śląska Wrocław):
- Nie są to na pewno tacy beniaminkowie jak kilka lat temu Cracovia czy Korona Kielce, które zaraz po wejściu wdzierały się do czołówki i na pewno wiele do tej ligi wnosili. Swoje punkty jednak i Podbeskidzie i ŁKS zbierają. Widziałem ich ostatni mecz w Łodzi i tym trudniej jest mi powiedzieć, kto ma większe szanse na zwycięstwo, bo obie drużyny znają się bardzo dobrze i mają podobny potencjał. Oceniam szanse 50 na 50.
Henryk Kasperczak (były trener m.in. Wisły Kraków):
- Każdy zespół, który wchodzi z I ligi do ekstraklasy ma problemy zwłaszcza na tym początkowym etapie sezonu i nie jest mu łatwo się utrzymać. Zwłaszcza trudno jest zespołom, które wchodzą do tej ligi pierwszy raz - jak Podbeskidzie. Zawsze ta droga jest ciężka, bo jednak jest różnica nie tylko w samej grze, ale też w otoczce. Są już inne stadiony, atmosfera, więc trzeba się do tego przyzwyczaić. W tej sytuacji Podbeskidzie radzi sobie lepiej od ŁKS-u, choć to przecież klub, który przez wiele lat grał w najwyższej lidze.
Oba zespoły różnią się diametralnie, bo w łódzkiej drużynie jest bardzo wielu zawodników niezwykle doświadczonych, którzy już sporo przeszli. A w Podbeskidziu są raczej gracze anonimowi, może nie licząc Adriana Sikory. Widziałem bielszczan na żywo w meczu z Resovią. Wygrali go spokojnie, mimo że grali mocno zmienionym składem. Widać, że jest inna polityka personalna w obu beniaminkach, ale... "każdy orze, jak może".
Marek Motyka (były trener m.in. Polonii Bytom):
- ŁKS skupił się na piłkarzach, którzy kariery mają już trochę za sobą. Zespół, który ma bardzo dużo doświadczenia, więc jestem zaskoczony - in minus - jego postawą. Wydawało się, że po zmianie trenera pójdzie już w górę, ale znowu przyhamowali w Lubinie. Trener Probierz potrzebuje czasu, bo potencjał jest i zaskakujące, że tak słabo się go wykorzystuje.
Co do Podbeskidzia, trener dobrze ustawia zespół i siła ofensywna na pewno jest, ale obrona popełnia zaskakujące błędy. Na razie dla mnie bielszczanie są lekko pod kreską, jeśli chodzi o ocenę. Nie grają może aż tak źle, ale tracą punkty, co mnie dziwi, zwłaszcza u siebie. Kadry obu zespołów są szerokie, lecz ilościowo, a tej jakości trochę brakuje. Podbeskidzie płaci frycowe, jednak po jesieni trzeba ten zespół bezwzględnie wzmocnić.
Szykuje się nam ciekawa potyczka, bo ŁKS po tej wpadce w Lubinie będzie pod sporą presją. Nie można już zwalić na trenera. Nikt nie jest 100-procentowym faworytem, a oba kluby potrzebują punktów jak ryba wody. Swoje boisko jest pewnym atutem, ale Podbeskidzie umie grać na wyjazdach. Jeżeli goście zagrają wysokim pressingiem, nie zamurują bramki i będzie wyprowadzać dobre kontry, może być naprawdę ciekawie. Ja obstawiam jednak remis.
ŁKS Łódź - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:00
sędziuje Marcin Szrek (Kielce)
Polecane
Ekstraklasa