Krzysztof Nykiel: Karny dla Podbeskidzia był z... czterech liter
15.10.2011
W 65. minucie Arkadiusz Radomski przytrzymywał w polu karnym Lirana Cohena, który padł na ziemię. Sędzia Paweł Raczkowski wskazał na "wapno", a Sylwester Patejuk dał Podbeskidziu ważne zwycięstwo. Piłkarze z Krakowa nie mogli się pogodzić z tą decyzją i po meczu podbiegli do sędziego, gwałtownie protestując. Wojciech Kaczmarek, bramkarz "Pasów", otrzymał nawet po gwizdku żółtą kartkę.
- Tak naprawdę sędziowie raz na dziesięć sytuacji podyktowaliby w tej sytuacji rzut karny - uważa Krzysztof Nykiel, obrońca Cracovii. - Przecież piłka była dobre 10 metrów od Arka i od zawodnika Podbeskidzia. To był karny z czterech liter i przez to przegraliśmy kolejny mecz - dodaje. Podobnie sądzi sam sprawca zamieszania. - Pierwsza reakcja sędziego, z tego co widziałem, była taka, że puścił grę, a później pokazał, że jest rzut karny. To dla mnie dziwna sytuacja, szczególnie, że w ogóle tam piłki nie było. To był karny z kapelusza. My byliśmy lepszym zespołem, oni przecież oddali może ze dwa strzały. Zostaliśmy lekko oszukani przez sędziego - mówi Radomski.
Co na to gracze Podbeskidzia? - Jeżeli sędzia gwizdnął, to karny jak najbardziej był - zauważa Sławomir Cienciała. - Mógł go zawodnik nie łapać w polu karnym, to nikt nie miałby żadnych pretensji - dodaje. Ostrzejszy jest Dariusz Łatka. - Dla mnie "jedenastka" ewidentna. To była głupota obrońcy, który go trzymał, bo przecież Liran nie mógłby z tej piłki nic zrobić. Sędzia gwizdnął z opóźnieniem, ale nie mam wątpliwości, że miał rację - przyznaje pomocnik.
W pomeczowych kuluarowych rozmowach sędzia Raczkowski stwierdził, że to normalne, iż zawodnicy zwalają winę na arbitra. On natomiast winy szuka zawsze u siebie i w tym przypadku jej nie znajduje. Po obejrzeniu powtórki w wozie transmisyjnym podtrzymał swoją decyzję. Zaznaczył zresztą, że cała trójka sędziowska była pewna, że należy podyktować "jedenastkę", a wspominany przez piłkarzy ruch, który wykonał przed wskazaniem na "wapno" miał tylko wskazać Radomskiemu, by nie trzymał Cohena...
- Tak naprawdę sędziowie raz na dziesięć sytuacji podyktowaliby w tej sytuacji rzut karny - uważa Krzysztof Nykiel, obrońca Cracovii. - Przecież piłka była dobre 10 metrów od Arka i od zawodnika Podbeskidzia. To był karny z czterech liter i przez to przegraliśmy kolejny mecz - dodaje. Podobnie sądzi sam sprawca zamieszania. - Pierwsza reakcja sędziego, z tego co widziałem, była taka, że puścił grę, a później pokazał, że jest rzut karny. To dla mnie dziwna sytuacja, szczególnie, że w ogóle tam piłki nie było. To był karny z kapelusza. My byliśmy lepszym zespołem, oni przecież oddali może ze dwa strzały. Zostaliśmy lekko oszukani przez sędziego - mówi Radomski.
Co na to gracze Podbeskidzia? - Jeżeli sędzia gwizdnął, to karny jak najbardziej był - zauważa Sławomir Cienciała. - Mógł go zawodnik nie łapać w polu karnym, to nikt nie miałby żadnych pretensji - dodaje. Ostrzejszy jest Dariusz Łatka. - Dla mnie "jedenastka" ewidentna. To była głupota obrońcy, który go trzymał, bo przecież Liran nie mógłby z tej piłki nic zrobić. Sędzia gwizdnął z opóźnieniem, ale nie mam wątpliwości, że miał rację - przyznaje pomocnik.
W pomeczowych kuluarowych rozmowach sędzia Raczkowski stwierdził, że to normalne, iż zawodnicy zwalają winę na arbitra. On natomiast winy szuka zawsze u siebie i w tym przypadku jej nie znajduje. Po obejrzeniu powtórki w wozie transmisyjnym podtrzymał swoją decyzję. Zaznaczył zresztą, że cała trójka sędziowska była pewna, że należy podyktować "jedenastkę", a wspominany przez piłkarzy ruch, który wykonał przed wskazaniem na "wapno" miał tylko wskazać Radomskiemu, by nie trzymał Cohena...
Polecane
Ekstraklasa