Krzysztof Król: Ruch Chorzów wybronił się troszeczkę szczęśliwie
28.09.2012
- Gdyby w piłkę nożną grało się do pierwszej strzelonej bramki, mielibyśmy chyba najwięcej punktów w ekstraklasie - gorzko zauważył Krzysztof Król, lewy obrońca Podbeskidzia, który był jednym z najlepszych zawodników "Górali" w starciu z Ruchem. - 1-0 to nie jest przesądzony wynik, więc chcieliśmy strzelić kolejnego gola i mieliśmy ku temu sytuacje. W 90. minucie mogliśmy wyrównać, ale Ruch się troszeczkę szczęśliwie wybronił - dodał.
Po obrońcy "Górali" było widać, że jest po meczu zdenerwowany, bowiem wdał się w utarczkę słowną z jednym z dziennikarzy. - Był pan na meczu? To chyba pan oglądał jakiś inny na laptopie, albo nie założył okularów - powiedział Król, spytany o to, dlaczego po zdobyciu bramki Podbeskidzie zapomina o grze w piłkę. - Gramy w piłkę, ale Ruch to nie są jakieś stojące tyczki. W ekstraklasie jest 16 drużyn, które potrafią grać, więc nie wiem, czemu większość dziennikarzy już pisze, że jesteśmy jakąś czerwoną latarnią - powiedział.
- Musimy w końcu wygrać jakiś mecz, odpalić. Brakuje nam koncentracji i strzelamy chyba za mało bramek. Bo widać, że jedna nie wystarczy do wygrywania meczów - zakończył.
Po obrońcy "Górali" było widać, że jest po meczu zdenerwowany, bowiem wdał się w utarczkę słowną z jednym z dziennikarzy. - Był pan na meczu? To chyba pan oglądał jakiś inny na laptopie, albo nie założył okularów - powiedział Król, spytany o to, dlaczego po zdobyciu bramki Podbeskidzie zapomina o grze w piłkę. - Gramy w piłkę, ale Ruch to nie są jakieś stojące tyczki. W ekstraklasie jest 16 drużyn, które potrafią grać, więc nie wiem, czemu większość dziennikarzy już pisze, że jesteśmy jakąś czerwoną latarnią - powiedział.
- Musimy w końcu wygrać jakiś mecz, odpalić. Brakuje nam koncentracji i strzelamy chyba za mało bramek. Bo widać, że jedna nie wystarczy do wygrywania meczów - zakończył.
Polecane
Ekstraklasa