Wychowanek Górnika Brzeszcze w Ekstraklasie debiutował w barwach Lecha Poznań, do którego trafił z Podbeskidzia. Do bielskiego klubu wrócił po rozstaniu się z Kolejorzem i powrocie do zdrowia. Krzysztof Chrapek, bo o nim mowa, rozstał się z Góralami po zakończeniu poprzedniego sezonu. Po raz kolejny zmagał się z poważnym urazem, długo pozostawał bez klubu. Formę próbuje odbudować w BKS-ie Stal Bielsko-Biała.
Krzysztof Chrapek: Podbeskidzie – Lech? Nie ma faworyta
SportSlaski.pl: Lech Poznań pokonał na inaugurację drugiej części sezonu 5:2 beniaminka z Niecieczy, bielskie Podbeskidzie przegrało 0:5 w Gdańsku z Lechią. Śledziłeś pierwszą tegoroczną kolejkę Ekstraklasy?
Krzysztof Chrapek: Wpływ na losy meczu w Gdańsku miały niewątpliwie dwie czerwone kartki, którymi ukarani zostali piłkarze Podbeskidzia. Goście całą drugą połowę musieli grać w dużym osłabieniu. Remis w takich okolicznościach byłby niczym cud. Skończyło się porażką 0:5. Lech rozpoczął z dużym animuszem, prowadził 2:0, ale goście zdołali wyrównać. Trzeciego gola poznaniacy zdobyli ze spalonego. W końcówce dobili rywala, pokazali siłę w ofensywie.
W najbliższą sobotę Lech zmierzy się z Podbeskidziem. Kolejorz przyjedzie do Bielska-Białej w roli faworyta?
Każdy mecz jest inny. Ponownie w 9 przeciwko 11 rywalom Podbeskidzie zapewne grać nie będzie. W Bielsku-Białej faworyci, w tym Legia czy Lech, punkty już tracili. Co prawda w tym sezonie Górale jeszcze u siebie nie wygrali, ale każda seria ma swój koniec. Być może przełamią się z faworyzowanym Lechem. Po jednym meczu ciężko wyrokować, kto jest w lepszej formie. Nie skreślałbym gospodarzy.
Zdobyłeś z Lechem tytuł mistrza Polski. Osiągnąłeś tym samym największy sukces w karierze. Potem borykałeś się z kontuzjami... kolana, Achillesa, zaliczyłeś wypadek samochodowy. Z klubem rozstałeś się w nie najlepszej atmosferze. Niesmak pozostał?
Wywalczone z Lechem mistrzostwo to jeden z najlepszych momentów w moje karierze. Feta po tym sukcesie to przeżycie, które na zawsze utkwi mi w pamięci. Wystąpiłem w 12 meczach ligowych, więc małą cegiełkę do tytułu dołożyłem. Nie zdobyłem żadnej bramki, ale zaliczyłem kilka niezłych występów. Gdyby było inaczej, nie zagrałbym w 12 spotkaniach.
Niesmak po odejściu z klubu pozostał. W dobrej atmosferze żegnałem się z zawodnikami, w nieco innej z działaczami. Borykałem się z problemami zdrowotnymi. Pojawiły się jakieś teorie mówiące o tym, że wynikały z zbyt dużego obciążenia treningowego. Nieprawda! W I-ligowym wówczas Podbeskidziu treningi były bardziej intensywne. Nabawiłem się kontuzji, potem pewne osoby podjęły złe decyzje. Do zdrowia wracałem dłużej niż zakładano. Potem przydarzyła się kolejna kontuzja, pasmo nieszczęść, po których nie było łatwo wrócić do gry. Walczyłem do końca. Po odejściu z Lecha spotkałem się z prezesami podczas jednego z sparingów. Porozmawialiśmy o przeszłości.
Po zakończeniu poprzedniego sezonu rozstałeś się z Podbeskidziem. W tle po raz kolejny pojawiły się problemy zdrowotne...
Do tej pory nie rozmawiałem z mediami o moim odejściu z Podbeskidzia. Klub, a w zasadzie prezes Borecki, potraktował mnie w sposób straszny. W grudniu poinformował mnie, że mogę odejść. Potem zmienił zdanie. Usłyszałem, że mój kontrakt zostanie przedłużony. Nabawiłem się jednak kontuzji kolana. Przez dwa miesiące prezes ze mną nie rozmawiał, a potem dowiedziałem się, że w Podbeskidziu nie ma dla mnie miejsca, że taki jest los piłkarza. Klub, w którym spędziłem kilka dobrych lat, dla którego oddawałem zdrowie zostawił mnie bez środków do życia w najtrudniejszym dla sportowca momencie.
Pomału dochodzisz do pełnej sprawności. Podpisałeś niedawno umowę z innym klubem z Bielska-Białej. Związałeś się półtorarocznym kontraktem z BKS-em Stalą. III liga to tylko chwilowy przystanek, możliwość aby się odbudować?
Przede wszystkim dziękuję działaczom i trenerowi Górakowi za wyciągniętą pomocną dłoń. Wczoraj byłem na badaniach, wynik są obiecujące. Myślę, że pomału będę wchodził w sparingi. Chcę jak najszybciej wrócić do formy. Okres zimowy temu nie sprzyja. Trenujemy na sztucznej, twardej murawie, co po kontuzji, przede wszystkim kolana, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Na pewno dam z siebie wszystko, postaram się odwdzięczyć za wspomnianą pomocną dłoń. Kto wie, może będę świętował z BKS-em awans. Byłby miło. III liga nie stanowi oczywiście szczytu moich oczekiwań. W kontrakcie mam zapis pozwalający mi na odejście po zakończeniu sezonu do klubu z wyższej ligi za darmo.